Biuro – relikt przeszłości?

Biuro – relikt przeszłości?

W Warszawie rosną kolejne wieżowce z modną, szklana elewacją. Mam taki biurowiec naprzeciwko swoich okien. Właśnie ta modna na szklaną elewacja powoduje, że mogę wpaść w depresję. Codziennie oglądam ten biurowy pustostan na 15 pięter, siedzibę renomowanych, światowych koncernów. Widok przygnębiający, taki supernowoczesny Czarnobyl.

Logotypy tych firm lśnią na elewacji. To jedne z największych na świecie firm doradztwa biznesowego, globalny ubezpieczyciel, światowy producent papierosów. Przecież tych branż nie dotknęła pandemia, a jednak biura świecą pustkami, co widać przez szklaną elewację.

Firmy wysłały pracowników do pracy zdalnej. To już prawie dwa miesiące i jakoś to działa. Sam mam taka firmę, i mogę poświadczyć. W sumie nic się nie zmieniło. Nowoczesne technologie powodują, że nie musimy siedzieć w biurze, ani się widzieć. Ale nawet, jak jest taka potrzeba to możemy - po prostym zalogowaniu – odbywać narady w większym gronie, jak dawniej w sali konferencyjnej popijając kawę z mleczkiem lub wódkę z colą.

Pandemia przyspieszyła już istniejący trend. Od jakiegoś czasu na rynku pojawiły się biura na wynajem godzinowy. Pewna instytucja z branży lotniczej, ale z skupiająca firmy z poza stolicy, zapraszała mnie na narady do biura w centrum Warszawy. Biura? Nie wynajętej sali z obsługa sekretarską. Już dawno niektóre firmy wprowadziły zasadę wolnego biurka, czyli przychodzisz do firmy z laptopem i siadasz tam, gdzie jest wolne miejsce.

Według firmy Antal około 2,5 mln pracowników może wykonywać pracę spoza biura. To 15 proc. ogółu zatrudnionych. Moim nieskromnym zdaniem, ten procent jest dużo większy, o czym przekonuje mnie widok z okna. Co więcej, może się okazać, że pracownik home working, to wzajemna oszczędność. Firma ograniczy powierzchnię biurową do nowych standardów, pracownik nie będzie tracić czasu i pieniędzy dojazd do pracy, na prysznic, garnitur, krawat, spinki, by spodobać się koleżance z działu windykacji.

Zgoda na drugą tezę firmy Antal: przedsiębiorstwa będą mogły też obniżyć koszty, bo będą mogły szukać do pracy ludzi spoza dużych miast, którzy mogą wykonywać te samą pracę, ale za mniejsze pieniądze. To jest tzw win win. Obie strony wygrywają.

- Jeśli ktoś może pracować zdalnie, to po co ma kupować mieszkanie za 457 tys. zł w Warszawie, jeśli w Kielcach takie samo kosztuje 210 tys. zł? Jednym z efektów rozpoczynających się zmian może być zmniejszenie zapotrzebowania na mieszkania w największych miastach i wzrost w tych, gdzie ceny są niższe - mówi dla "Pulsu Biznesu" Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera.

To by oznaczało zupełne odwrócenie trwającego od lat trendu: mieszkania w dużych miastach drożeją do absurdalnych poziomów, a w mniejszych rosną bardzo powoli. Zarazem w wielkich ośrodkach przybywa mieszkańców, a mniejsze się wyludniają.

Zdaniem Sadowskiego praca zdalna może zmniejszyć skalę migracji do największych miast i zwiększyć do tych mniejszych. Najbardziej będzie się bowiem opłacało mieszkać tam, gdzie koszty życia są niskie, a pracować dla firmy z dużego miasta, w której można dużo zarobić.

Bardzo sensowna analiza. Ale też nic nowego. Facet, którego mi polecono do remontu mieszkania mojej mamy był z głębokiej prowincji. Spał w miejscu pracy i narzekał, że mało mu płacę gdyż wiem, że nie jest z Warszawy. A przybysze z za wschodniej granicy, to samo. Zwykły rynkowy mechanizm. Już teraz podejrzewam, że większość call centers, to prowincja. W niezapłaconej faktury za kablówkę ściga mnie pewnie kancelaria prawna z Włodawy, zamarłej mieściny na Polesiu.

Konkludując, deweloperzy od szklanych wierz, jak na teraz, jesteście w dupie. Przykre, ale prawdziwe. Na pocieszenie, nie wy jedni. Natomiast deweloperzy mieszkaniowi być może zwiększą pule lokali o większej powierzchni. Wzrośnie popyt na mieszkania, gdzie jednym z pokoi będzie gabinet. Dotychczas, to była fanaberia zamożnych, teraz zwykła potrzeba. Za te 10 dodatkowych metrów w Warszawie nabywca zapłaci jakieś 100 tysięcy więcej, ale zyska rynkowy atut. Będzie mógł pracować zdalnie, co wielu pracodawców uzna wręcz za pożądane, oszczędzi czas i pieniądze na dojazdy do pracy (paliwo, parkometry itp). Ta stówka kiedyś się zwróci.

Źródło: Wprost
 0

Ostatnie wpisy

  • „Trójka” w ruinie i hipokryzja wicepremiera Glińskiego. Mniej niż zero 21 maj 2020, 10:24 Wicepremiera, a przy okazji – co ważne w tej sprawie – ministra kultury i dziedzictwa narodowego, niepokoi doprowadzenie do kryzysu wizerunkowego i złe zarządzanie tym kryzysem. Ocenił, że zdejmowanie piosenek z listy przebojów, „bo...
  • Pandemiczny brak przyszłości 16 kwi 2020, 12:00 To chyba dla wielu z nas najgorsza dolegliwość. Nie wiele wiemy, nic nie możemy zaplanować. Nie możemy nawet zaplanować nieplanowanej decyzji o weekendzie w Paryżu, albo niespodziewanej wizyty. Nie możemy planować dochodów i wydatków. Wszystko zawieszone na czas nieokreślony.
  • Pandemia: nowy benefit – praca w biurze? 28 mar 2020, 14:25 Warszawski Muranów, nowoczesny biurowiec, cały ze szkła. Mieszkam naprzeciwko i mam świetne obserwatorium. W prestiżowym obiekcie, siedziby mają globalne i prestiżowe firmy. Praca w nich, to niemal zaszczyt, spełnienie zawodowych marzeń. Na dole, miejsce wyznaczone do palenia...
  • Grzyby i resztki z obierania grzybów – Alternatywy 4 bis – komunizm powraca 15 lut 2020, 10:59 Dostałem z administracji pismo o dziwnej treści. Gdyby przesłał mi to gospodarz domu Stanisław Anioł, którego role w kultowym serialu „Alternatywy 4” grał Roman Wilhemi, to OK. Strach się bać. W komunizmie, byłeś szczęśliwy, że już po dwudziestu latach oczekiwania „dostałeś”...
  • Fiskalna dieta, czyli jak rządzący dbają o kosmos i nasze zdrowie 9 lut 2020, 10:43 Charakterystyczną cechą ustrojów socjalistycznych są omnipotencja państwa i tak zwana opiekuńcza troska o obywatela. To władza ma decydować, jak mamy żyć, co myśleć o historii, jak mamy spędzać czas w niedzielę, i jakie związki seksualne tworzyć. Ostatnio politycy zarówno w...