Mocno zakrapiana konspiracja

Mocno zakrapiana konspiracja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Uwielbiam, kiedy w zalewie książek ludzi wcześniej znanych z innych rzeczy niż pisanie książek (którzy piszą poradniki jak być seksi mamą albo atletycznym maczo, a może odwrotnie), czasem ktoś się odważy na napisanie fabuły. Jeszcze rozumiem, kiedy piszą je ludzie zajmujący się często krytykowaniem literackich fabuł („Demokrator” Piotrka Goćka czeka na półeczce na swoją kolej), ale dziennikarz polityczny? Może być dziwnie. A ja lubię dziwnie. Tym chętniej sięgnąłem po „Sejf” Tomasza Sekielskiego. Sięgnąłem ze szczerym przekonaniem, że się uśmieję a potem przejadę po nim z radością od góry do dołu. A okazało się, że mam z tą książką zupełnie inny problem. Ale po kolei.
To powieść sensacyjna jest. Thriller. Naprawdę niezły. Polska AD 2007, wojna w Iraku, intrygi wywiadu, premier (oczywiście fikcyjny), dobry dziennikarz odchodzący z pracy po przegranej batalii z coraz bardziej tabloizującą się stacją i jej gwiazdami (oczywiście wszystko fikcyjne). Zasadniczym pomysłem wokół którego Sekielski zbudował całą intrygę był prawdziwy październik 2007 – zamach na ambasadora w Iraku i przedterminowe wybory w Polsce. Wszystko oczywiście dzieje się tu inaczej niż naprawdę wydarzyło się pięć lat temu, ale te dwie autentyczne daty stanowią koło zamachowe fabuły. A poza tym? Styl zupełnie przyzwoity, problemy z którymi muszą zmagać się bohaterowie (ów dziennikarz i prowincjonalny gliniarz zbliżający się już do emerytury) niewiele różnią się od wyzwań jakie stawiają przed swoimi postaciami Ludlum, Grisham czy Brown. Wielka konspiracja, permanentna inwigilacja, trochę seksu i bardzo dużo alkoholu (to już polski dodatek). Jest dobrze.

Ale jak już wspomniałem mam z tą powieścią problem. I to z gatunku tych nie do opisania w recenzji. Bo wszystko co mi się tu nie podoba dzieje się na ostatniej prostej, na ostatnich kilkudziesięciu stronach. Nie przekonują mnie finałowe zwroty akcji, a jeszcze bardziej sama puenta. No, po prostu nie. Ale nie mogę tu tego porządnie uargumentować, bo zdradziłbym jak się rzecz kończy, a tak nie robi uczciwy recenzent. Bo to, że finał mi nie odpowiada nie oznacza przecież, że wszyscy inni też będą zawiedzeni. Ba, może to tylko moje skrzywienie i zamiłowianie do amerykańskiej popkultury nie pozwala zrozumieć słowiańskiej duszy autora. Może po prostu przeczytajcie i zadecydujcie sami. Ja tylko z pełnym przekonaniem oświadczam, że jest to bardzo przyzwoicie napisana rodzima proza sensacyjna (jaką chciałbym czytać znacznie częściej) i proszę - nie kładźcie „Sejfu” Sekielskiego na jednej półce z książkami Cichopek czy Ibisza.

„Sejf” Tomasz Sekielski; Rebis 2012
 

Ostatnie wpisy

  • Znowu ten Karolak. Tylko nie ten3 gru 2013W poprzednio wydanej książkowej rozmowie Marii Czubaszek i Artura Andrusa czegoś mi brakowało. I już wiem czego. A w zasadzie, kogo. Wojciecha Karolaka.
  • Książki, których nie doczytałem26 paź 2013Nie przy każdym tomie jestem w stanie dotrwać do ostatniej strony. Z najróżniejszych powodów.
  • Na ochłodę8 lip 2013Największa porażka brytyjskiej marynarki w fascynującej i niesamowicie mroźnej wizji.
  • Niezapomniany milicjant5 lip 2013Jeden z najsłynniejszych i najpopularniejszych seriali telewizyjnych czasów PRL doczekał się wreszcie swojej monografii
  • Gestapo w piwnicy2 lip 2013Już jedenaście lat temu odszedł człowiek, który jak mało kto rozumiał na czym polega dobra rozrywka. Dbajmy o pamięć o nim.