Trochę mdło, trochę kultowo

Trochę mdło, trochę kultowo

Dodano:   /  Zmieniono: 
To dziwna książka. Trochę niedzisiejsza, trochę przekombinowana, trochę mdła. W zalewie dziesiątków podobnie sformatowanych wspomnień, autobiografii i wywiadów-rzek "Niechętnie o sobie” z pewnością się wyróżnia. Pytanie tylko – czy na plus?
Na pierwszy rzut oka książka jakich ostatnio wiele. Ot, kolejna polska gwiazda sprzed lat zdecydowała się opowiedzieć o swoim życiu. Nie wiem czy i jak często inni sięgają po książki tego typu – mnie do wspomnień Stanisława Mikulskiego przyciągnęło jedno. Kloss. Sprawa oczywista – to największy fenomen popkultury PRL-u i nigdy dość wiedzy na jego temat. A tu proszę – konkrety z pierwszej ręki. W Polsce własną kulturę popularną mamy dość ułomną, więc jak trafia nam się coś naprawdę ważnego to trzeba to hołubić i opisywać. A z tym mamy jeszcze większy problem niż z samą popkulturą – nie uświadczysz porządnych opracowań fenomenów sprzed lat. Porządnie napisane książki o starych dobrych serialach w rodzaju "Stawki większej niż życie” czy "Czterech pancernych i psa” można policzyć na palcach jednej ręki. Chcąc więc dowiedzieć się czegoś więcej trzeba sięgać po wszystko dookoła. Również po wspomnienia ludzi zaangażowanych w te projekty.

Oto więc i książka Mikulskiego. A w niej trochę o Klossie, bo to przecież najgłośniejsza jego rola. Nie wiem czy najlepsza, najważniejsza, najciekawsza, ale z pewnością najgłośniejsza. Mikulski jest bardzo ważnym elementem konstrukcji, dzięki której "Stawka” stała się serialem kultowym. Bo tych elementów było sporo – wyśmienita reszta obsady, świetne sensacyjne fabuły, dobra reżyseria, pewnie też to, że wszystko przećwiczono sobie najpierw w postaci spektakli teatrów telewizji. Jest to wszystko nieźle w tej książce opowiedziane (w tym sporo rzeczy dla mnie nowych i nieznanych), ale przede wszystkim to książka o aktorze. Początkowo dobrym aktorze prowincjonalnym, potem stołecznym i filmowym, potem pierwszej wielkiej gwieździe kultury popularnej w naszym kraju, potem aktorze próbującym wyjść z cienia swej najsłynniejszej roli (że też nie powstały – a jak twierdzi Mikulski, były planowane – kolejne serie Pana Samochodzika. Był w tej roli naprawdę świetny i może powstałoby z czasem też coś kultowego a jemu pozwoliłoby zatrzeć wspomnienie niemieckiego munduru), z czasem aktora zaplątanego trochę w polityczną zawieruchę i odstawionego na boczny tor.

To opowieść o człowieku publicznym i prywatnym. Ciekawa. Ale dopiero gdy odrzeć ją z dość dziwnej formy. Bo sam nie wiem nawet jak opisać tę książkę. To wspomnienia, ale przetykane rozmową z Pawłem Oksanowiczem (redaktorem literackim tego tomu), to taka towarzyska gawęda, która ma fragmenty świetne i soczyste, a ma długie stronice raczej mdławe i pełne form grzecznościowych, słownych konwenansów, zapowiadania tego o czym się powie, bardziej niż samego mówienia, albo wręcz przeciwnie, wymigiwania się od podejmowania jakiegoś tematu w długich frazach i akapitach (zamiast prostego przemilczenia). Tak jakby wszystkie słowa, które padły podczas spotkań aktora i redaktora zostały wlane tu bez żadnej merytorycznej obróbki (bo trudno nią nazwać pojawiające się co jakiś czas dość kuriozalne wyimki inaczej łamane acz będące równocześnie częścią narracji). Jeszcze byłbym to wszystko w stanie zaakceptować – to książka Mikulskiego a więc i jego język - a tu na koniec czytam, po tych blisko 400 stronach przez które przebrnąłem nie zawsze łatwo i z przyjemnością, o tej książce: "Nie ma w niej języka, którym na co dzień się posługuję”. To co to jest? Jeśli nie jest to autentyczny język Mikulskiego, to co? Jego, albo jego redaktora wyobrażenie, jak powinna wyglądać autobiografia? No to pozostaje mi tylko powiedzieć, że powinna wyglądać inaczej. Bo z całym szacunkiem dla talentu aktorskiego, dla dorobku, dla życiowej drogi Mikulskiego niech nie męczy czytelników stylem wydumanym i mdłym jak dowcipy Strasburgera.

Choć z drugiej strony – dowcipy pana Karola z czasem nabrały patyny i stały się kultowe. Może tak będzie i tu...

"Niechętnie o sobie” Stanisław Mikulski; Melanż, 2012

 

Ostatnie wpisy

  • Znowu ten Karolak. Tylko nie ten3 gru 2013W poprzednio wydanej książkowej rozmowie Marii Czubaszek i Artura Andrusa czegoś mi brakowało. I już wiem czego. A w zasadzie, kogo. Wojciecha Karolaka.
  • Książki, których nie doczytałem26 paź 2013Nie przy każdym tomie jestem w stanie dotrwać do ostatniej strony. Z najróżniejszych powodów.
  • Na ochłodę8 lip 2013Największa porażka brytyjskiej marynarki w fascynującej i niesamowicie mroźnej wizji.
  • Niezapomniany milicjant5 lip 2013Jeden z najsłynniejszych i najpopularniejszych seriali telewizyjnych czasów PRL doczekał się wreszcie swojej monografii
  • Gestapo w piwnicy2 lip 2013Już jedenaście lat temu odszedł człowiek, który jak mało kto rozumiał na czym polega dobra rozrywka. Dbajmy o pamięć o nim.