Samouczek bezpiecznego niespłacania kredytów (2)

Samouczek bezpiecznego niespłacania kredytów (2)

„Kredyty trzeba spłacać!” – takie hasło pakuje się nam do głów od najmłodszych lat. Uznajemy je zazwyczaj jako aksjomat. Biada temu, kto do tego obowiązku podchodzi bezkrytycznie, a wcześniej wpadnie w tarapaty finansowe.

Banki i firmy pożyczkowe atakują nas niemal z każdej pozycji, aby sprzedać swój produkt kredytowy. Reklamy pożyczek wszelakiego rodzaju to pewnie nie mniej niż 20-30 proc. wszystkich treści promocyjnych, jakie możemy spotkać w telewizji, gazetach czy w sieci. Uzyskanie ekstra gotówki staje się przy tym coraz łatwiejsze, nie zawsze trzeba się wykazywać nawet stałym dochodem.

Z drugiej strony: żyjemy czasach pełnego konsumpcjonizmu, w niektórych środowiskach nie wypada pokazać się z aj-fonem poprzedniej generacji, czy też dwa razy w tej samej kreacji… Zmieniamy telewizor, aby mieć jeszcze większy ekran, chociaż ten poprzedni jest całkiem sprawny. Być może część fanów Roberta Lewandowskiego i naszych orłów liczy na to, że jak będzie większy ekran, to i większa bramka. A wtedy „Lewy” będzie pewnie częściej do niej trafiał.

Z trzeciej strony: nikt nas nie uczy - mam tu na uwadze choćby 12 lat edukacji - co to jest „kredyt”, „pożyczka”, „koszty około-kredytowe”, „budżet domowy”. I chociaż każdy dorosły Polak rozumie znaczenie i konsekwencje słowa „bankructwo”, brak jest tu skojarzeń, że przyczyną tegoż najczęściej jest przekredytowanie.

Kiedyś użyłem nawet takiego porównania, że wypuszczanie młodych ludzi na rynek bankowy po naszej ułomnej edukacji (o czym akapit powyżej) jest podobne do wysłania wycieczki na Mount Everest … w klapkach. Ten, kto szybko nie zawróci z drogi na szczyt, może nie wrócić nigdy.

Dlatego też nie można mieć pretensji do coraz większej populacji Polaków, którzy stają się ofiarami pętli kredytowej. Pożyczkę zwykle bierze się nader łatwo, nie zawsze mając świadomość, że spłata rat może okazać się trudna do udźwignięcia.

Utrata płynności finansowej przychodzi zwykle dość nieoczekiwanie. Może to nastąpić z powodu, że jesteśmy już „o jeden kredyt za daleko”. Albo coś wydarzy się w naszym życiu, co spowoduje obniżkę dochodu (utrata pracy), lub też – nagły ekstra wydatek. Na przykład musimy zorganizować środki na koszty leczenia najbliższej osoby, lub na remont cieknącego dachu.

Kiedy więc z przerażeniem stwierdzamy, że mamy do dyspozycji dochód na poziomie np. 5 tys. zł, a wydatki stałe (w tym raty kredytów) wynoszą o tysiąc złotych więcej, musimy ten problem rozwiązać. Co wtedy może przynieść najgorsze efekty? Tak zwane: bezrefleksyjne odruchy naturalne.

Wyjaśniam o co chodzi. Otóż, uwewnętrzniliśmy sobie hasło „kredyty trzeba spłacać”. Więc układamy sobie w głowie, że w pierwszej kolejności musimy zabezpieczyć środki na spłatę zobowiązań wobec banków. Jest to jednak działanie w pełni sprzeczne z nauką; tu powołam się na znaną powszechnie hierarchię potrzeb Abrahama Maslowa (tzw. piramida potrzeb Maslowa).

Zgodnie z teorią Maslowa, najważniejsze jest dla człowieka - zawsze - zaspokojenie potrzeb fizjologicznych. Bowiem, cytuję za Wikipedią:jeżeli te potrzeby nie są zaspokojone, ludzki organizm nie może prawidłowo funkcjonować i ostatecznie nie będzie w stanie przetrwać. Dlatego potrzeby fizjologiczne są uważane za najważniejsze i powinny być spełnione w pierwszej kolejności”.

Jeśli więc próbujemy podważyć teorię Maslowa, stawiając na miejscu pierwszym spłatę kredytów – pewnie nie starczy nam środków w danym miesiącu np. na pożywienie. Aby nie umrzeć z głodu, musimy znaleźć dodatkowe środki. Najprościej pozyskać je z banku, lub biorąc chwilówkę. Nie jest trudno się domyśleć, że historia ta powtórzy się w kolejnym miesiącu. I w kolejnym. Z taką różnicą, iż co miesiąc braknie nam więcej środków, niż w poprzednim – dojdzie bowiem rata z ostatnio zaciągniętej pożyczki.

I to są właśnie działania, które nazywam jako „bezrefleksyjne odruchy naturalne”. Nie jest trudne do przewidzenia, że opisana metoda „rozwiązywania problemów finansowych” prowadzi dość szybko i nieubłaganie do pętli kredytowej.

A może miałeś kiedyś taki problem? Jeśli tak, pewnie widzisz, gdzie był Twój błąd: w błędnej kwalifikacji ważności zobowiązań. Uznałeś za najważniejsze, być sumiennym wobec banku. I to Cię zgubi (zgubiło) – jeśli w porę się nie opamiętasz (opamiętałeś).

Sytuacją numer jeden, kiedy odradzam spłatę kredytów jest brak płynności finansowej. Nie oznacza to, że „zapominamy” o bankach i zobowiązaniach wobec instytucji finansowych. Musimy się jednak z problemem zmierzyć, nie stosując metody opisanej powyżej – tj. poprzez zwiększanie zadłużenia.

Sytuacją numer dwa, kiedy spłata kredytów jest kompletnie bez sensu, jest uświadomienie sobie faktu, iż … nigdy ich nie jesteśmy w stanie spłacić. Mam tu na uwadze, na przykład sytuację, kiedy od niepracującej żony odchodzi w siną dal jej małżonek, pozostawiając jej – wielkodusznie - nie tylko dzieci, ale także spore zobowiązania wobec banków. Może też wydarzyć się w życiu zadłużonej osoby zdarzenie losowe, np. wypadek uniemożlwiający pracę, a więc w konsekwencji: utratę dochodów.

Jest jeszcze sytuacja numer trzy - dość częsty problem frankowiczów. Mam na uwadze rozbieżność kwoty zobowiązania w stosunku do wartości zabezpieczenia. Przykład (mam sporo takich klientów): nieruchomość jest warta nie więcej niż 500 tysięcy złotych, a dług ją obciążający to kwota dwa razy większa. Dalsza spłata tego zobowiązania to tak, jakbyśmy kupowali tę nieruchomość od banku za kwotę równą 200 proc. jej wartości rynkowej i na dodatek płacili bankowi odsetki. Czyż to nie całkowity absurd?

Skoro dziś, tj. w otaczającym nas obecnie świecie, uznaje się pieniądz za jedyną wartość, nie można nikomu zarzucić, że w swoich działaniach kieruje się wyłącznie własnym interesem ekonomicznym. A nie banku. Bo czyż jesteśmy aż tak naiwni, sądząc, że bank choć troszkę, kieruje się interesem ekonomicznym swoich klientów?

Jednakowoż, chociaż w opisanych powyżej sytuacjach, odradzam klientom spłatę zobowiązań, staram się jednocześnie przekonać ich do konieczności zapamiętania i stosowania innej maksymy:

„Nie można nie spłacać kredytów nieumiejętnie!”

Jak się pewnie Państwo domyślają, rozwinięcie tego hasła pojawi się w kolejnych wpisach na blogu.

 0

Ostatnie wpisy

  • „Czarny czwartek” a sprawa polska 15 sty 2019, 13:02 W najnowszej historii Polski dwa razy zaistniało wydarzenie nazwane potem jako „czarny czwartek”. Dziś wspomnienie o tragedii z dnia 15 stycznia 2015 roku, która uderzyła w grupę ponad 1.5 mln naszych rodaków. Część z nich stała się potem bankrutami.
  • Jak narodziła się antywindykacja? 8 sty 2019, 15:11 Problemy z nadmiernym zadłużeniem to już w Polsce choroba społeczna. Cierpi na tę dolegliwość blisko 2.5 mln naszych rodaków. Lekarzami od długów są obecnie fachowcy od antywindykacji.
  • Antywindykacja od kuchni. Dwa przykłady 22 gru 2018, 14:17 Święta. Wszystko w wielkim pędzie. Idziesz do banku po pieniądze na zakupy, a tu – zong! Konto zajęte przez komornika! Nie dostaniesz ani złotówki. Ale przecież ja nie mam żadnego tytułu egzekucyjnego! O co chodzi? – dziwisz się.
  • Biały niewolnik Helmut 9 gru 2018, 13:46 Rok 1985. W Polsce wyemitowano serial „Niewolnica Isaura”. Była to pierwsza telenowela wyświetlana w naszym kraju. Serial ten już w czwartym odcinku miał 84 proc. widownię. Pewnie dlatego, że nie przywykliśmy do sytuacji, kiedy niewolnikiem jest biały człowiek.
  • Antywindykatorzy bohaterami mediów 24 lis 2018, 21:26 Jeszcze kilka lat temu, prawie nikt nie znał terminu antywindykacja. Potem, branża ta zaliczona została do dziedzin szemranych. No bo jak to może być, aby kancelaria specjalizowała się w skutecznym pozbywaniu się długów! A na dodatek podważyła żelazną zasadę, iż kredyty trzeba...