Czym się różni antywindykacja?

Czym się różni antywindykacja?

Przychodzi zadłużony do prawnika, a prawnik też nic może… Ale za „poradę” i tak biedaka skasuje. Tak mniej więcej wygląda typowa usługa prawna, jeśli osoba nadmiernie zadłużona szuka pomocy pod złym adresem.

Odpowiadając na pytanie tytułowe tego wpisu, posłużę się przykładem, na czym polega fachowa pomoc antywindykatora. Załóżmy, że ratunku poszukuje frankowicz, którego dług jest znacznie większy od wartości posiadanej nieruchomości. Konkretnie: kredyt według banku to 700 tys. zł, a wartość mieszkania ok. 400 tys. zł. Na dodatek kredytobiorca ma dwie inne pożyczki, w których ma spore zaległości. Bowiem nie na wszystkie zobowiązania starczyło tej osobie środków. Chcąc uratować za wszelką cenę kredyt hipoteczny, ów frankowicz zaprzestał spłaty innych 2 zobowiązań.

Dalej będzie trochę jak znanym filmie Kieślowskiego – „Przypadek”. Los frankowicza zależy od tego, gdzie uda się po poradę. I czy z niej skorzysta. Oto trzy scenariusze – dokładnie tak jak w obrazie Kieślowskiego.

Scenariusz 1. Przychodzi frankowicz do prawnika…

Prawnik specjalizuje się w pozwach frankowych. Pyta czy kredyt jest spłacany. „Jest” – słyszy w odpowiedzi. Prosi o przedstawienie umowy. „O, ile tu mamy klauzul abuzywnych!” – łapie się prawnik za głowę, ku uciesze klienta.

„Więc możemy pozwać bank?” – pyta klient. „Oczywiście” – odpowiada prawnik. Prawnik o nic więcej nie pyta klienta, podaje stawkę za prowadzenie sprawy i – jeśli klient zaakceptuje koszt – zabiera się do roboty. Nie interesując się zupełnie, jakie inne problemy gnębią klienta. Sprawa taka – jeśli dojdzie do 2 instancji – potrwa nie mniej niż 3 – 4 lata.

Jak się kończy ta historia? Niestety – tragicznie. Klient nie doczekał nawet zakończenia sporu w sądzie w I instancji. Został zlicytowany przez innych wierzycieli, w tym także stracił nieruchomość, o którą tak dzielnie walczył.

Scenariusz 2. Przychodzi frankowicz do prawnika…

Ten sam klient, ale trochę bardziej świadomy swojej sytuacji. Widzi, że ratunek, li tylko, „hipoteki” grozi egzekucją z tytułu zaprzestania spłaty (wymuszonej sytuacją) innych zobowiązań. Chcąc uwolnić się od wszystkich długów, udaje się do prawnika specjalizującego się w upadłości konsumenckiej.

Prawnik pyta – prawidłowo – o inne długi klienta, nie tylko o kredyt „frankowy”. Okazuje się, że klient ma jeszcze 2 inne kredyty (1 w banku i 1 Providencie), te nie są spłacane od 3 miesięcy.

Prawnik po analizie: „Bez problemu poradzimy sobie z upadłością, mogę się sprawą zająć. To najlepszy sposób pozbycia się długów”. Niestety – także i mieszkania, to już mój komentarz.

„Kosztuje to tyle i tyle” – mówi prawnik. Jeśli się dogadują – będzie składany wniosek o upadłość konsumencką.

Z pewnością Scenariusz 2. jest dużo korzystniejszy od wersji nr 1. Ale nie każdemu jest wiadome, jak trudno jest przetrwać postępowanie w zakresie upadłości konsumenckiej. Oraz, że nie w każdej sytuacji ta forma pozbycia się długów jest opłacalna.

Pozwolę sobie przytoczyć fragment maila, który niedawno pojawił się po mojej, niedawnej publikacji nt. upadłości konsumenckiej, w której to właśnie informowałem o tej formie oddłużenia – w barwach mocno nie różowych.

„Dlaczego nikt otwarcie nie powie ze prawdziwy horror i bieda zaczyna się po ogłoszeniu upadłości konsumenckiej? Mąż otrzymał upadłość we wrześniu 2015 roku. Nie posiada dosłownie nic, z wyjątkiem wynagrodzenia za pracę którą wykonuje sumiennie.

Ja jestem chora mam problemy z nogami świadczenie rehabilitacyjne kolejna operacja w ciągu 2 miesięcy Ale tu nie o mnie chodzi co miesiąc syndyk zabiera ok 1500 zł. czyli połowę tego co zarabia mąż. Tyle samo nam łaskawie zostawia. Mój zasiłek to 1200 zł.

Do dnia dzisiejszego nie ma planu spłaty. Syndyk tylko ściąga od męża pieniądze – zero z nim kontaktu od pół roku! Syndyk ściągnął już 55 tys. zł, a cały dług to 89 tys. zł. Mimo wielu skarg do sądu zero odzewu. A problem jest taki ze człowiek nie ma na opłaty, nie ma na życie.

Podstawowe rachunki to co miesiąc ok. 2 tys. zł. I co miesiąc jest dylemat za co kupić dziecku jedzenie i czy zapłacić rachunki. Na dzień dzisiejszy mamy dług za media i za czynsz na ok. 3 tys. zł.

Więc proszę poradzić ludziom takim, jak my jak mają walczyć z biedą po ogłoszeniu upadłości konsumenckiej???”

Jeśli więc – po zapoznaniu się z historią opisaną powyżej – nie do końca nasz klient-frankowicz będzie pewny decyzji skorzystania z dobrodziejstwa oddłużenia poprzez upadłość konsumencką, pozostaje tej osobie jeszcze jedna wizyta…

Scenariusz 3. Przychodzi frankowicz do antywindykatora…

Jeszcze raz ten sam klient, szuka optymalizacji działań w swojej sytuacji. Próbuje zasięgnąć porady u speca od antywindykacji.

Na początek antywidykator robi pełną analizę: jakie są długi, jaki majątek klienta, jaki dochody, jaka sytuacja rodzinna. Pyta też o ewentualną chęć walki o lepszą przyszłość.

Jeśli klient wyraża gotowość do „boju”, pierwsza rada antywindykatora brzmi następująco:

– Na początek proszę zaprzestać całkowicie kredytu frankowego!

– Ale jak to? – pyta klient

– Bo jest to ekonomiczny absurd – odpowiada doradca – Bo to tak, jakby Pan kupował od banku swoje mieszkanie za 700 tys. zł (o wartości 400 tys. zł), płacił dodatkowo odsetki i był narażony na ryzyko kursowe.

– No zgadza, się – mówi klient. – Do czego więc zmierzamy?

– Do całkowitego pozbycia się długów niehipotecznych, poprzez oddalenie pozwów wierzycieli – jeśli ci pójdą do sądu, zawsze są spore szanse na wygraną dłużnika. Druga kwestia: dążymy do minimalizacji długu frankowego do maks. 80% wartości mieszkania, w tym wypadku będzie to ok. 320 tys. zł. Bez dokonywania jakichkolwiek spłat na rzecz banku. Mamy jeszcze dodatkowe szanse na to, że wierzyciel hipoteczny dług sprzeda. Wtedy, jest mocno prawdopodobne, że pozew o zapłatę od nowego wierzyciela (czyli nabywcy tego długu od banku) zostanie przez sąd oddalony. A wtedy dług po prostu zniknie…

Brzmi zbyt optymistycznie ostatnia historia? Niedowiarkom, a szczególnie dłużnikom, którzy znajdują się w podobnej sytuacji do bohatera tej publikacji zadam pytanie: a czy próbowałeś szukać pomocy u specjalisty od antywindykacji?

 0

Ostatnie wpisy

  • „Czarny czwartek” a sprawa polska 15 sty 2019, 13:02 W najnowszej historii Polski dwa razy zaistniało wydarzenie nazwane potem jako „czarny czwartek”. Dziś wspomnienie o tragedii z dnia 15 stycznia 2015 roku, która uderzyła w grupę ponad 1.5 mln naszych rodaków. Część z nich stała się potem bankrutami.
  • Jak narodziła się antywindykacja? 8 sty 2019, 15:11 Problemy z nadmiernym zadłużeniem to już w Polsce choroba społeczna. Cierpi na tę dolegliwość blisko 2.5 mln naszych rodaków. Lekarzami od długów są obecnie fachowcy od antywindykacji.
  • Antywindykacja od kuchni. Dwa przykłady 22 gru 2018, 14:17 Święta. Wszystko w wielkim pędzie. Idziesz do banku po pieniądze na zakupy, a tu – zong! Konto zajęte przez komornika! Nie dostaniesz ani złotówki. Ale przecież ja nie mam żadnego tytułu egzekucyjnego! O co chodzi? – dziwisz się.
  • Biały niewolnik Helmut 9 gru 2018, 13:46 Rok 1985. W Polsce wyemitowano serial „Niewolnica Isaura”. Była to pierwsza telenowela wyświetlana w naszym kraju. Serial ten już w czwartym odcinku miał 84 proc. widownię. Pewnie dlatego, że nie przywykliśmy do sytuacji, kiedy niewolnikiem jest biały człowiek.
  • Antywindykatorzy bohaterami mediów 24 lis 2018, 21:26 Jeszcze kilka lat temu, prawie nikt nie znał terminu antywindykacja. Potem, branża ta zaliczona została do dziedzin szemranych. No bo jak to może być, aby kancelaria specjalizowała się w skutecznym pozbywaniu się długów! A na dodatek podważyła żelazną zasadę, iż kredyty trzeba...