Chociule - Adelaida

Chociule - Adelaida

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy pada pytanie o polskie wino, stereotypowo mówi się o Zielonej Górze. Do II Wojny Światowej był to wprawdzie niemiecki region winiarski. Za to po 1945 r., przez dwie dekady, jedyny wtedy polski. Dziś działa tam spora grupa entuzjastów rodzimego winiarstwa rozbudzających nadzieję na przyszłość. Ich potencjalny patron mieszka i robi wino daleko, jest za to jednym z najlepszych winiarzy na świecie.
Co łączy zielonogórskie winiarstwo ze słynnym australijskim shirazem? Być może nic. Jednak rodzina Henschke, twórcy wielkiego Hill of Grace, jednego z najlepszych i najdroższych win Australii, pochodzi z... Chociuli – małej wioski pod Świebodzinem, niecałe 40 kilometrów na północ od Zielonej Góry. W pierwszej połowie XIX wieku, gdy Henschkowie ciągle tam mieszkali, wokół pełno było winnic.

Czy Johann Christian Henschke robił wino w swoim Kutschlau (bo tak nazwywały się wówczas Chociule)? Tego nie wiemy ani my, ani jego spadkobiercy. Faktem pozostaje, że na początku dziewiętnastego stulecia na terenach ówczesnej wschodniej Brandemburgii (dziś Ziemia Lubuska) winiarstwo miało się dobrze Trzydziestoośmioletni Johann zdecydował się na karkołomną podróż do Australii z powodu prześladowań religijnych. Pod koniec swego życia król pruski, Fryderyk Wilhelm III będąc samemu kalwinem zdecydował, że wszyscy protestanci mają zjednoczyć się w kościele państwowym. Wywołało to silne protesty luteranów, a kolejne fale emigrantów (m.in. ze Śląska) ruszały na antypody, przede wszystkim do doliny Barossa, gdzie do dziś stanowią trzon lokalnego winiarstwa. Wielki tamtejszy winiarz, Peter Lehmann wyjaśnia to zresztą w prosty sposób: luteranie nie mają nic przeciwko dobrej butelce, zaś kalwini są zajadłymi wrogami alkoholu. Innymi słowy nie szło w Prusiech wytrzymać.

Fryderyk Wilhelm zmarł wprawdzie w 1840 roku, ale Henschke decyzji w sprawie wyjazdu (zapewne związanej też z kiepską sytuacją ekonomiczną) już nie zmienił. Dla dzisiejszych Henschków historia rodziny rozpoczyna się tak naprawdę we czwartek 6 maja 1841 roku, kiedy to Johann Christian i jego brat Johann Martin wraz z rodzinami wsiedli w Cigacicach (ma tam teraz swoją winnicę jeden z najbardziej znanych winiarzy zielonogórskich, Marek Krojcig) na jedną z trzech barek, które ruszyły po Odrze w podróż do Hamburga. Tam Henschkowie wraz z ponad 270 niemieckimi emigrantami zaokrętowali się na pokładzie statku „Skjold”. Rejs rozpoczął się w pierwszych dniach lipca, a trójmasztowy żaglowiec dotarł do Port Adelaide dopiero 27 października. Na morzu zmarło 55 osób, w tym żona i jeden z synów Johanna Christiana.

Z początku świeżo przybyły emigrant imał się różnych zajęć. Był między innymi kołodziejem w Lobethal. Wreszcie, w 1862 roku Johann Christian kupił kawałek własnej ziemi w prowincji Nadrenia Północna nazwanej tak, gdyż tamtejsze wina miały dobrze trafiać w niemiecki smak. Emigrant z Chociuli zasadził niewielką winnicę i z pomocą syna, Paula Gotharda wybudował piwnicę na wino. W 1891 roku Paul kupił winnicę nieopodal kościoła Gnadenberg, nazwaną po angielsku Hill of Grace, co znaczy tyle co „wzgórze łaski”. Nazwa tej niewielkiej, liczącej sobie ledwie osiem hektarów działki będącej dziś symbolem australijskiego winiarstwa też ma polskie konotacje Pochodzi bowiem od zapomnianej wioski w powiecie Bolesławieckim, zwanej dziś Gnadów.

Rzecz jasna, trudno rościć sobie jakieś narodowe pretensję do pochodzenia Henschków i ich najlepszej winnicy. Polskie odniesienia zaistniały bowiem tak naprawdę dopiero po 1945 roku w związku z rewizją naszej zachodniej granicy. A jednak miło pomysleć przejeżdżając przez Śląsk, czy Ziemię Lubuską, że wywodzą się stąd najznamienitsze rody winiarskie współczesnej Australii. Polacy zresztą też do Australii emigrowali i robili tam wino. Dziś wprawdzie żadna winniarnia nie ma już niestety polskiego rodowodu. Na pocieszenie pozostało nam „polskie wzgórze” – Polish Hill – nieduży region winiarski w Clare Valley, którego nazwa figuruje na butelkach jednych z najlepszych australijskich rieslingów. Mam tylko nadzieję, że wkrótce dojdzie do swoistej reemigracji i kilka z tych trunków zobaczymy na półkach sklepów w Polsce.
+

Ostatnie wpisy

  • Młodszy brat wychodzi z cienia 18 paź 2010 Montsant to niewielka denominación de origen w Katalonii. Liczy ledwie 8 lat i ciut ponad 2000 ha. Od początku istnienia pozostaje w cieniu legendarnej (choć legenda to też zupełnie nowa), leżącej po sąsiedzku D.O.Q. Priorat.
  • Powakacyjny remanent: Best of Riesling 2010 27 wrz 2010 Riesling trzyma się znakomicie. Trudno było o inną konkluzję po konkursie „Best of Riesling” w palatyńskim Neustadt-Hambach, gdzie startowały wina z tej odmiany pochodzące przede wszystkim ze świetnego dla rieslinga rocznika 2009.
  • W pępku Europy (winiarskiej) 15 wrz 2010 Mitteleuropa jako byt winiarski fascynuje mnie od lat. Obejmuje zjawiska tak skrajne jak morawskie svatovavřinecké i weneckiej pignolo, madziarskie hárslevelű i rebulę ze słoweńskiego Krasu. We wszystkich tych winach potrafię odnaleźć jednak wspólny mianownik
  • Powakacyjny remanent: Austria 6 wrz 2010 Wakacje to najlepszy czas by oderwać się od komputera i ruszyć do winnic. Skwapliwie z tej szansy korzystałem przez ostatnie miesiące. Czas na remanent. Zaczynamy od Austrii i Vie Vinum, winiarskiej imprezy w Wiedniu, która co dwa lata otwiera sezon letni.
  • „2 Młode wina” od strony wina 30 kwi 2010 Sequel „Młodego wina” wchodzący właśnie na ekrany polskich kin zbiera cięgi od krytyków filmowych. Nie moją rolą jest oceniać film jako taki bo krytykiem jestem owszem, ale winiarskim. Dlatego patrzę na „2 Bobule” z winiarskiego punktu widzenia.