Dobrowolny Napoleon

Dobrowolny Napoleon

Dodano:   /  Zmieniono: 
Piermario Meletti Cavallari jest człowiekiem spełnionym. Urodzony bergamasco wiele dekad temu musiał dokonać wyboru, czy swoje wina chce robić na wybrzeżu Adriatyku, czy Morza Tyrreńskiego. Wybór padł na skrawek lądu między Livorno, a Piombino, a Meletti uznawany jest za człowieka, który stworzył Bolgheri. Myśli Piermario zaprząta dziś jednak zupełnie inny kawałek świata.
Dla większości nie-Włochów Elba to Napoleon. Imperator rządził tą toskańską wyspą przez niespełna rok, a dziś tylko z rzadka występuje na elbańskich gadżetach dla turystów. Prawdę powiedziawszy Elba zapomniała o swoim najbardziej znanym władcy. Dziś jest wyspą rybaków, artystów i włoskich (w większości) wczasowiczów. Także kilkunastu zdolnych winiarzy, co już stanowi wystarczający powód, by spędzić tu wakacje.

Win elbańskich szukałem w kontynentalnej Italii długo. Zawodziły próby namierzenia winiarzy z wyspy na targach Vinitaly w Weronie, butelek z Elby brakowało w najlepszych włoskich enotekach. Owa absencja napawała mnie lekkim dystansem, bo skoro nie ma, to może nie warto sprowadzać. Postanowiłem sprawdzić.

Spędziłem na Elbie cały tydzień odwiedzając w przerwach między walką z plagą meduz, które opanowały zatoki na wschodnim wybrzeżu wyspy czołowych winiarzy: La Chiusa, Sapereta, Acquabona, Le Sughere, Arrighi. Teoretycznie model degustacji był niezwykle powtarzalny: elba bianco, elba rosato, elba rosso i wina słodkie, z królewskim, czerwonym aleatico na czele. I zawsze na początku przeżywałem miłe zaskoczenie. Bo też w białych winach z Elby króluje trebbiano - najnudniejszy z włoskich białych szczepów, odpowiedzialny za ocean prostackich win ze środkowej części Italii. Na wyspie zamiast „trebbiano” mówi się „procanico”. I dobrze, bo morskie, mineralne, czyste wina z Elby nie mają wiele wspólnego z trebbiano, do którego przyzwyczajony jest podróżny trawersujący Umbrię, czy kontynentalną Toskanię. Piętno siedliska jest zazwyczaj bardzo wyraziste, a wina zachowują ów „drinkability factor”. Innymi słowy - trudno spocząć nie skończywszy butelki.

Procanico towarzyszą inne białe odmiany: vermentino i ansonica. Co ambitniejszi winiarze nie tylko dodają je do elbańskich kupaży, ale i robią z nich wina jednoszczpowe. Zwykle bardzo udane. I tu wracam do Piermario Melleti Cavallari’ego. Po kilku dekadach spędzonych na tworzeniu DOC bolgheri (w jego winiarni Colle Massari nieopodal Castagneto Carducci powstaje słynne Grattamacco) winiarz powierzył produkcję win na kontynencie „innym ludziom”, sam zaś udał się całkowicie dobrowolnie na Elbę, gdzie wszedł w posiadanie pokaźnej części lądu na południowo-wschodnim krańcu wyspy. Pod koniec XIX w. osiedlił sie tam szwajcarski hrabia Tobler. Cavallari przerobił jego posiadłość w prywatną wioskę turystyczną z hotelem, apartamentami i porozrzucanymi po wzgórzu willami.

Piermario nie byłby sobą, gdyby nie spróbował na Elbie winiarstwa. Najpierw, w 2003 r. zaczął sadzić na Punta dei Ripalti winnice. Dziś ma ich całe 8 hektarów, w których dominuje aleatico i vermentino. Cavallari nie wierzy szczególnie w trebbiano. Jego rześkie białe wino to przede wszystkim vermentino z niewielkim dodatkiem petit manseng. Aleatico wydaje się zaś archetypiczne, urzekająco słodkie, owocowe i wciąż wyspiarskie. Oba wina mają w sobie ów hedonistyczny akcent, który każe kończyć butelkę i prosić o następną.

Najwięcej vermntino wypiliśmy z Piermario na plaży, a ściślej rzecz biorąc w cieniu piniowego gaju tuż przy brzegu, na Punta dei Ripalti. Tam bowiem leży niewielka letnia trattoria, w której przyrządza się na ruszcie dla gości świeże branzino, mieczniki, małże i krewetki. Wszystko w najprostszy możliwy sposób, jedzone rękami i obficie popijane vermentino. Piermario zdaje się cenić sobie najbradziej to, że jego wino tak dobrze sprawdza sie przy stole.

Nawet jesli zdarzyło mi się pić na Elbie lepsze wina białe (Le Sughere) i bardziej złożone aleatico (Acquabona), do Tenuty delle Ripalte będę wracał myślami przede wszystkim. Bo spędzając choćby kilka godzin z Cavallarim wierzę, że nie ustanie dopóki jego wina nie staną się na Elbie najlepsze, ale też dlatego, że samo miejsce emanuje niezwykłym klimatem wakacji idealnych, w którym klimat, otoczenie, serwis, jedzenie i picie wreszcie tworzą kombinację doskonałą. Biorąc pod uwage fakt, że 80 proc. win elbańskich wypijają turyści, nie są to warunki, którymi moża pogardzić.

+

Ostatnie wpisy

  • Młodszy brat wychodzi z cienia 18 paź 2010 Montsant to niewielka denominación de origen w Katalonii. Liczy ledwie 8 lat i ciut ponad 2000 ha. Od początku istnienia pozostaje w cieniu legendarnej (choć legenda to też zupełnie nowa), leżącej po sąsiedzku D.O.Q. Priorat.
  • Powakacyjny remanent: Best of Riesling 2010 27 wrz 2010 Riesling trzyma się znakomicie. Trudno było o inną konkluzję po konkursie „Best of Riesling” w palatyńskim Neustadt-Hambach, gdzie startowały wina z tej odmiany pochodzące przede wszystkim ze świetnego dla rieslinga rocznika 2009.
  • W pępku Europy (winiarskiej) 15 wrz 2010 Mitteleuropa jako byt winiarski fascynuje mnie od lat. Obejmuje zjawiska tak skrajne jak morawskie svatovavřinecké i weneckiej pignolo, madziarskie hárslevelű i rebulę ze słoweńskiego Krasu. We wszystkich tych winach potrafię odnaleźć jednak wspólny mianownik
  • Powakacyjny remanent: Austria 6 wrz 2010 Wakacje to najlepszy czas by oderwać się od komputera i ruszyć do winnic. Skwapliwie z tej szansy korzystałem przez ostatnie miesiące. Czas na remanent. Zaczynamy od Austrii i Vie Vinum, winiarskiej imprezy w Wiedniu, która co dwa lata otwiera sezon letni.
  • „2 Młode wina” od strony wina 30 kwi 2010 Sequel „Młodego wina” wchodzący właśnie na ekrany polskich kin zbiera cięgi od krytyków filmowych. Nie moją rolą jest oceniać film jako taki bo krytykiem jestem owszem, ale winiarskim. Dlatego patrzę na „2 Bobule” z winiarskiego punktu widzenia.