The Neon Demon - Cannes '16

The Neon Demon - Cannes '16

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Kadr z filmu "Neon Demon" (2016)
Kadr z filmu "Neon Demon" (2016) / Źródło: Gutek Film
Próba zebrania myśli i przelania ich na papier po seansie „The Neon Demon” Nicolasa Windinga Refna to niemały orzech do zgryzienia. Najlepiej byłoby bowiem, aby widz szedł na ten film, nic o nim nie wiedząc. Nie będzie wtedy przygotowany na to co go czeka, będzie mógł dać się zaskoczyć i niedowierzać w to, co widzi na ekranie. Wtedy film będzie mógł go zmersmeryzować, wywołać emocje.

Jak jednak połączyć to z chęcią ocenienia obrazu i przekazania swoich uwag na jego temat? Jak ocenić film, nie wchodząc w szczegóły najbardziej kontrowersyjnych scen, przedziwnych momentów, które wywołują szok i niedowierzanie (a w Cannes nawet gromkie okrzyki niezadowolenia i wychodzenie z sali?). Wydaje się, że się nie da. Ten dylemat pełen jest zresztą wewnętrznej sprzeczności, co, jak zwykle, znajduje swoje odzwierciedlenie w samym dziele (na zasadzie: tekst przypomina film, którego dotyczy).

„The Neon Demon” przyciąga i odpycha, ciekawi i nudzi, bawi się formą i korzysta z najprostszych rozwiązań. Pełno w nim przeciwieństw, rzeczy które nie powinny dobrze się ze sobą komponować. Z jednej strony bardzo prosta treść, z drugiej rozbuchana forma. Innymi razami zaś maksymalny minimalizm, dzięki któremu podbity jest estetyzm. (Niektóre kadry są niezwykle wyraziste i oszałamiające. Jak: centralna kompozycja, białe tło i dwóka bohaterów na środku, czy stroboskopowe czerwone światło rytmicznie oświetlające twarze bohaterów, wyłaniając je z ciemności). Innymi momentami zwyczajny przerost formy nad treścią; szokowanie dla samego efektu szokowania. (Jak w koszmarze sennym z Keanu Reevesem, czy scenie w kostnicy. (To zresztą kolejny film tegorocznego festiwalu (po „Rester Vertical”), w którym seks i śmierć są sobie tak bliskie)).

„Według mnie to Los Angeles jest tytułowym Neonowym Demonem. Miastem, które pożre cię w całości, a potem wypluje”, powiedziała podczas konferencji prasowej Elle Fanning, ekranowa Jessie, główna bohaterka obrazu, początkująca modelka, która wpada w wir świata mody. Jak bardzo dosłownie można rozumieć te słowa, przekonają się ci, którzy postanowią udać się na przejażdżkę nowym cadillaciem Refna.

Film jest najlepszy w chwilach, w których reżyser bawi się z formułą horroru. Tworząc atmosferę grozy, epatując estetyzowaną obrzydliwością i przekraczając granice dobrego smaku, reżyser rzeczywiście wywołuje emocje. Kontekst horroru jest zresztą chyba najważniejszym dla odczytania filmu Refna. Jako przedstawicielowi tego gatunku, obrazowi może się więcej upiec. Nie przeszkadza wtedy prosta myśl, którą zawarł w obrazie, ani widoczny chwilami brak spójności dzieła. Horrory nie zawsze mają bowiem sens, najważniejszym jest, by wywołały emocje. A te film Refna rzeczywiście budzi.

Ktoś powiedział, że „The Neon Demon” to typ filmu „kochasz albo nienawidzisz”. Dla mnie jednak to właśnie środek skali jest tym, gdzie widzę obraz. Podobnie było z „Only God Forgives”, które męczyło, denerwowało i dłużyło się, a jednak dzięki kilku świetnym sekwencjom potrafiło utrzymać uwagę, przyciągnąć do swojego świata i sprawić, że obraz zapisał się wyraziście w głowie. Wszystko podle maksymy: „Jeśli nie odddziałujesz mocno na widza, nie dzielisz opinii publicznej, to co ty tu, k****, robisz”, rzuconej na zakończenie konferencji przez reżysera.


Czytaj także

 2
  • adela IP
    Oglądanie tego filmu to strata czasu. Oprócz przesadnie wystylizowanych kadrów i porcji obrzydliwości nic nie oferuje. Nie polecam
    • zielaty IP
      od razu zaleciało satanizmem czyli nic ciekawego..

      Czytaj także