Zamieszanie wokół śledztwa w Przewodowie. Dwugłos między Polską a Ukrainą

Zamieszanie wokół śledztwa w Przewodowie. Dwugłos między Polską a Ukrainą

Miejsce uderzenia rakiety w Przewodowie
Miejsce uderzenia rakiety w Przewodowie Źródło: PAP / Darek Delmanowicz
Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że polscy śledczy nie zgodzą się na udział strony ukraińskiej w postepowaniu dotyczącym wybuchu w Przewodowie. Podobnej procedury nie przewiduje prawo.

W piątek 18 listopada minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba przekazał, że przedstawiciele ukraińskich służb dotarli do Przewodowa. „Ukraińscy eksperci już pracują na miejscu tragedii w Przewodowie, którą spowodował rosyjski terror rakietowy przeciwko Ukrainie. Jestem wdzięczny stronie polskiej za danie im dostępu. Będziemy kontynuować naszą współpracę w sposób otwarty i konstruktywny, tak jak robią to najbliżsi przyjaciele” – napisał Dmytro Kułeba.

W rozmowie z portalem Unikfor przekazał, że Ukraina otrzymała zaproszenie do specjalnej międzynarodowej komisji do zbadania okoliczności upadku rakiety w Polsce.

Tymczasem z informacji polskich służb wynika, że przedstawiciele Ukrainy pojawili się w Przewodowie pod koniec oględzin i mogli przyjrzeć się miejscu tragedii, natomiast nie wykonywali żadnych czynności procesowych, ponieważ jest to niemożliwe z punktu widzenia polskiego prawa.

Dwugłos w sprawie śledztwa w Przewodowie

Wcześniej Jakub Kumoch z Kancelarii Prezydenta stwierdził na antenie TVN24, że w Przewodowie pracuje polsko-amerykańska ekipa śledcza i jeśli obie strony wyrażą zgodę na udział Ukraińców, wówczas nie ma żadnych przeszkód. Tymczasem z informacji Rzeczpospolitej wynika, że na miejscu nie było żadnych amerykańskich ekspertów – ich rola polega na udostępnieniu materiałów tajnych z systemu AWACS.

Udział ukraińskich śledczych w sprawie jest co najmniej problematyczny. Szef BBN tłumaczył, że choć jest on możliwy, to nie oznacza, że będą oni uczestniczyli w postępowaniu, tłumacząc, że „wymaga to zgodności z procedurami wymiaru sprawiedliwości i procedurami sojuszniczymi”.

Jak podaje „Rzeczpospolita”, ostatecznie prokuratura nie wyrazi zgody na włączenie strony ukraińskiej do śledztwa. – Nie ma takiej prawnej możliwości i byłoby to wbrew procedurom, nie mówiąc o interesie śledztwa, w którym badane są wszystkie możliwe wersje, w tym i ta, że mogła spaść rakieta obrony przeciwlotniczej Ukrainy – powiedziała dziennikarzom osoba znająca kulisy śledztwa.

Czytaj też:
Premier zapytany o to, jaki pocisk spadł na teren Polski. Mówił o zebranych dowodach
Czytaj też:
Pogrzeb drugiej z ofiar tragedii w Przewodowie. Niedzielna uroczystość przebiegła inaczej

Źródło: Rzeczpospolita