Gdy na jaw wyszedł plan budowy ośrodka dla cudzoziemców w Jachrance, mieszkańcy się zbuntowali. Nie uwierzyli w wyjaśnienia, że zamieszkają tam wyłącznie samotne kobiety i matki z dziećmi, głównie z Ukrainy, Białorusi i Rosji. Twierdzili, że pojawią się też mężczyźni, obawiali się kradzieży, spadku wartości działek, odpływu turystów. Przekonywali, że budowa ośrodka jest „niemożliwa do udźwignięcia społecznie, infrastrukturalnie i przyrodniczo”. Alarmowali, że inwestycja zwiększy ryzyko „działań hybrydowych”, a nawet… „prób werbunku odizolowanej młodzieży osadzonej w Jachrance”, bo w odległości kilku kilometrów od ośrodka znajdują się obiekty wojskowe, w tym dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej. I oburzali się, że decyzja zapadła ponad nimi.
Burmistrz Serocka twierdził, że robił wszystko, aby inwestycję powstrzymać. Jednak w Urzędzie do Spraw Cudzoziemców jeszcze pod koniec stycznia słyszeliśmy, że obiekt jest niezbędny, finansowanie zostało załatwione, inna lokalizacja nie wchodzi w grę, a urząd już w 2021 roku informował lokalne władze o planach. Sprawę szeroko opisywaliśmy we „Wprost”.
Szef KPRM popiera protestujących: „Złe miejsce”
Przez kolejne tygodnie emocje w Jachrance buzowały, a protestujący zyskali kolejnego sojusznika. Został nim szef KPRM – a zarazem poseł KO z Legionowa – Jan Grabiec, który w ostatnich dniach spotkał się z mieszkańcami. W towarzystwie marszałek Anny Brzezińskiej oświadczył, że Jachranka to jego zdaniem „złe miejsce” na planowany ośrodek. – Od kilku miesięcy próbowałem uzyskać odpowiedź, dlaczego właśnie tutaj. Tak naprawdę odpowiedź jest tylko jedna: bo było wolne miejsce, bo mogliśmy je przejąć za darmo – mówił mieszkańcom Grabiec.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
