15 października 2023 roku Polacy tłumnie ruszyli do urn, licząc na zmianę. Rekordowa frekwencja pomogła odsunąć Prawo i Sprawiedliwość od władzy i otworzyła nowy rozdział w polskiej polityce. Trzy lata później sprawdzamy, czy wielkie nadzieje wyborców znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Anna Mokrzanowska, Wprost: Czy zmiana, na którą tak wielu czekało, rzeczywiście spełniła oczekiwania wyborców? Jak Polacy oceniają rząd Donalda Tuska i jego dotychczasowe osiągnięcia?
Adam Traczyk, szef More in Common Polska: Wydaje mi się, że troszeczkę po japońsku, czyli jako tako. Z jednej strony wyborcy faktycznie dostrzegają zmianę i w jakimś stopniu rzeczywiście do niej doszło. Na pewno nie jest jednak tak, że ta koalicja spełniła wszystkie pokładane w niej nadzieje.
Widzimy dość duże rzesze osób zawiedzionych polityką koalicji. Z jednej strony chodzi o pewną wewnętrzną niespójność, z drugiej — być może o zbyt małe ambicje, a także o niedotrzymanie kilku obietnic. Znaczenie ma również fakt, że po przegranej Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich coraz częściej dochodzi do pewnego paraliżu działań koalicji ze strony Karola Nawrockiego i jego licznych wet, które wiążą koalicji ręce. To pole manewru jest więc z pewnością mniejsze.
„Można jednak powiedzieć, że na tę sytuację sama koalicja sobie zapracowała. Gdyby oceny jej rządów, szczególnie w pierwszym roku, były lepsze, Rafał Trzaskowski wygrałby wybory prezydenckie. Tak się jednak nie stało. Na początku rządów koalicja liczyła na to, że zmieni się prezydent i będzie mogła pójść za ciosem. Niestety, ten scenariusz się nie ziścił i to trochę na własne życzenie koalicji”
Dzisiaj poparcie dla partii rządzących stabilizuje przede wszystkim relatywnie dobra sytuacja ekonomiczna, mimo wszystkich zawirowań na rynkach światowych i surowcowych, nieprzewidywalnej polityki gospodarczej Donalda Trumpa, rosyjskiej agresji na Ukrainę oraz wojny na Bliskim Wschodzie. Znaczenie ma także to, że prawicowa koalicja — nie chcę powiedzieć, że jest w rozsypce — znajduje się w fazie przetasowań i reorganizacji. To również nie wpływa mobilizująco na wyborców opozycji.
Z pewnością nie można powiedzieć, że koalicja zrealizowała wszystkie obietnice, z czego zresztą sami koalicjanci zdają sobie sprawę.
A jak na tym tle wypada sam Donald Tusk? Czy w oczach własnego elektoratu wciąż pozostaje symbolem siły i gwarantem stabilności? A może coraz więcej wyborców popiera go nie z przekonania, lecz dlatego, że nie widzi realnej alternatywy? Pojawia się też pytanie, czy premier, który przez lata był największym atutem swojego obozu, nie zaczyna dziś stawać się jego obciążeniem.
