Poseł Sachajko założył inteligentne okulary w Sejmie. Ekspert wskazał największe zagrożenie

Poseł Sachajko założył inteligentne okulary w Sejmie. Ekspert wskazał największe zagrożenie

Jarosław Sachajko
Jarosław Sachajko Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyżewski / FotoNews
Inteligentne okulary posła Jarosława Sachajko zwróciły uwagę na bezpieczeństwo danych. Ekspert nie ma wątpliwości co do ryzyka, jakie niosą takie gadżety.

Jarosław Sachajko z Demokracji Bezpośredniej podczas wystąpienia w Sejmie 22 października korzystał z okularów Even Realities G2. Tekst przemówienia widział na soczewkach, a kolejne zdania przesuwał pierścieniem Even R1.

Poseł Sachajko czytał przemowę z okularów. Ekspert wskazuje na ryzyko

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” poseł zachwalał też wygodę urządzenia przy codziennych sprawach. Pozwala mu też odczytywać powiadomienia o SMS-ach i e-mailach bez sięgania po telefon.

O możliwe zagrożenia „Wyborcza” zapytała Krzysztofa Kalińskiego, eksperta ds. cyberbezpieczeństwa i szpiegostwa przemysłowego z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. W jego ocenie takie urządzenia wymagają szczególnej kontroli w miejscach, gdzie zapadają decyzje państwowe.

Cztery mikrofony i dane w chmurze. Co budzi obawy w chińskich okularach?

Opisane w materiale inteligentne okulary chińskiej firmy z Shenzhen mają cztery mikrofony i funkcję tłumaczenia rozmów na żywo. Jak podaje „Wyborcza”, dźwięk może trafiać do chmury, a dane użytkowników mogą być przetwarzane przez spółki z Chin. Kaliński wskazuje na chińskie przepisy zobowiązujące producentów do współpracy z tamtejszym wywiadem. Ostrzega, że użytkownicy mogą nie mieć kontroli nad tym, gdzie ostatecznie znajdą się zebrane informacje.

Zdaniem eksperta znaczenie ma zarówno zakres zbieranych danych, jak i to, kto może uzyskać do nich dostęp. Podobne obawy wiąże z innymi urządzeniami, m.in. kamerami, dronami i samochodami.

Jawne obrady to nie wszystko. Chodzi o rozmowy za kulisami

Większość posiedzeń Sejmu i komisji jest jawna, a na posiedzenia niejawne nie wolno wnosić elektroniki. Kaliński zwraca jednak uwagę na rozmowy prowadzone poza salą obrad.

– Lepiej, żeby polityczna kuchnia nie wyciekała na zewnątrz – mówi ekspert „Wyborczej”.

Według niego informacje o zakulisowych ustaleniach i relacjach mogą zostać wykorzystane w wojnie hybrydowej, m. in. do podsycania konfliktów i dzielenia społeczeństwa. Ocenia, że dane zdobyte przez Chiny mogłyby być cenne również dla Rosji, zainteresowanej destabilizowaniem sytuacji w Polsce.

Zakaz wnoszenia sprzętu i kary. Co proponuje Kaliński?

Ekspert postuluje procedury zabraniające posłom i senatorom wnoszenia chińskich urządzeń na teren parlamentu. Za ich naruszenie miałyby grozić dotkliwe kary. Sam zakaz, w jego ocenie, nie wystarczy. Potrzebne są szkolenia pokazujące politykom możliwości inwigilacji oraz większa świadomość zagrożeń. Wykrywanie urządzeń mogłyby wspomagać detektory. Kaliński przekonuje też, że edukacja powinna zaczynać się w szkołach i obejmować ochronę danych oraz rozpoznawanie ataków socjotechnicznych. Jego zdaniem o skuteczności zabezpieczeń decydują przede wszystkim świadomi użytkownicy.

Czytaj też:
Inteligentne okulary w Sejmie budzą obawy. Były oficer wywiadu mówi o zagrożeniu
Czytaj też:
Wprowadzi nową modę do Sejmu? Poseł ukrył prompter w okularach

Źródło: Gazeta Wyborcza