Jaruzelski nie przyznaje się do zarzutów

Jaruzelski nie przyznaje się do zarzutów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Gen. Wojciech Jaruzelski odpiera zarzuty IPN za stan wojenny, który - według niego - był "mniejszym złem". Przyznaje zaś, że w grudniu 1981 r. doszło do "uchybienia konstytucyjnego" - wydania przez Radę Państwa dekretów o stanie wojennym wbrew konstytucji, bo podczas sesji Sejmu.

"Nie przyznaję się do zarzutów w formie przedstawionej przez prokuratora IPN; są one bezpodstawne" - oświadczył 84-letni Jaruzelski. Przez niemal cztery godziny składał on na stojąco wyjaśnienia przed Sądem Okręgowym w  Warszawie. Ma je dokończyć 6 października.

Zarzuty
Ówczesny I sekretarz PZPR, premier PRL, szef MON i Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego jest oskarżony o kierowanie "związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, mającym na celu popełnianie przestępstw" - za co grozi do 10 lat więzienia. Drugi zarzut to podżeganie Rady Państwa do przekroczenia jej uprawnień przez uchwalenie dekretów o stanie wojennym wbrew konstytucji PRL.

Obrona
Odczytując wyjaśnienia z grubego pliku kartek, podsądny powtarzał, że stan wojenny był "mniejszym złem" i "uratował Polskę przed wielowymiarową katastrofą", a on wraz z innymi działał w stanie wyższej konieczności. Dodawał, że wiele razy przepraszał za ofiary stanu wojennego i przyjmował za niego odpowiedzialność, ale nie w sensie winy w myśl aktu oskarżenia. "Nie pozuję na  uciśnioną niewinność" - mówił.

Według Jaruzelskiego akt oskarżenia przygotowano "na polityczny obstalunek". "Jest na czasie doczernianie mojego wizerunku; polowanie trwa" - oświadczył, wspominając zamiar odebrania mu uprzywilejowanej emerytury (dostaje 7 tys. zł jako emerytowany generał).

Kaczyńscy
Swe wystąpienie Jaruzelski zaczął od cytowania wypowiedzi o sobie Lecha i  Jarosława Kaczyńskich. Przywołał wypowiedzi J. Kaczyńskiego, który nazwał go  zdrajcą, domagając się dlań "najwyższej kary" (gdy istniała jeszcze kara śmierci) oraz Lecha Kaczyńskiego, że cieszy się, iż dożył postawienia zarzutów autorom stanu wojennego. Oskarżony dodał, że "cieszy się wraz z panem prezydentem, bo ufa, że sprawę sprawiedliwie i obiektywnie rozpatrzy niezawisły sąd".

Jaruzelski ocenił, że w stanie wojennym "wojsko nigdy nie użyło broni" i że dziś staje on w obronie jego dobrego imienia. Zaprzeczył, by stan wojenny spowodował ok. 100 ofiar śmiertelnych, a "krzywdzące jest rzucanie niezidentyfikowanymi liczbami". Wspomniał o zbrodniach członków aparatu władzy, m.in. o zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki i zabiciu górników "Wujka", dodając, że każda śmierć jest tragedią. Podkreślił, że do dziś większość społeczeństwa uważa wprowadzenie stanu wojennego za uzasadnione. Zapewniał, że  nie chodziło mu o "stołek", bo wcześniej odrzucał oferty objęcia najwyższych funkcji w PRL.

Podsądny dodał, że planowanie działań na wypadek stanów nadzwyczajnych to  obowiązek każdej władzy, a stan wojenny miał być ostatecznością". "To świadczy o  poczuciu odpowiedzialności, by uniknąć chaosu i konfrontacji, która mogłaby się zakończyć krwawo" - dodał oskarżony. Powołał się na wypowiedzi opozycjonistów z  PRL, że gdyby stan wojenny nie był tak precyzyjnie zaplanowany, doszłoby do  krwawych walk.

Solidarność
"Podzielam doniosłą rolę Solidarności i Lecha Wałęsy, ale w 1981 r. nie była ona 10-milionowym hufcem aniołów" - mówił Jaruzelski. Dodał, że pod koniec 1981 r. kraj "znalazł się na krawędzi przepaści", za co obciąża się tylko ówczesną władzę. "Dominuje czarno-biała ocena" - zaznaczył. Oświadczył zarazem, że w  warunkach gorbaczowowskiej koniunktury pod koniec lat 80. Solidarność była "czołową siłą sprawczą demokratycznych przemian".

Jaruzelski zaprzeczył, by już od powstania "Solidarności" w 1980 r. władze z  premedytacją planowały jej likwidację - jak głosi akt oskarżenia. Dodał, że  wprowadzenie stanu wojennego nie przesądzało samo w sobie o likwidacji "Solidarności", bo ją tylko zawieszono, jak i inne związki, a zakładano "racjonalne rozwiązanie" pozwalające na ich wznowienie. Dodał, że wobec fiaska tych prób, jesienią 1982 r. Sejm rozwiązał wszystkie związki zawodowe. Jego zdaniem "Solidarność" miała "rację historyczną", a władza - "rację pragmatyczną, sytuacyjną".

IPN
Oskarżony zarzucił IPN, że stawiając mu zarzut kierowania związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, sprowadził jego działania do "kategorii przestępstwa pospolitego" i "odciął mnie i innych oskarżonych od politycznego usytuowania". Przypomniał, że taki właśnie zarzut stawiano bossom gangów. "Jeśli prokurator uważa, że kierowałem zorganizowaną grupą przestępczą, to musi zauważyć, że była ona prawnie usankcjonowana i cieszyła się poparciem znacznej części społeczeństwa" - powiedział.

Jaruzelski przyznał, że wydanie przez Radę Państwa dekretów o stanie wojennym podczas sesji Sejmu było "uchybieniem konstytucyjnym". Prokurator IPN - mówił -  "pochyla się z troską" nad konstytucją PRL, a przecież mówiła ona, że rząd zapewnia "ochronę porządku publicznego". "Realizację tego konstytucyjnego zadania IPN uznaje za przestępstwo" - podkreślił.

Mówił, że zarzut, by miał podżegać członków Rady Państwa do uchwalenia dekretów wbrew konstytucji, jest bezpodstawny, bo działa ona w stanie wyższej konieczności i widziała potrzebę "nadzwyczajnych środków". "Niestosowne jest traktowanie Rady Państwa jako ślepego i lękliwego narzędzia" - dodał. Zwrócił uwagę, że dekrety zatwierdził potem Sejm PRL; pytał, czy może być przestępstwem czyn zaakceptowany przez Sejm. "Czy IPN nie czyni wszystkich posłów głosujących za zatwierdzeniem stanu wojennego odpowiedzialnymi za zaakceptowanie zbrodni komunistycznej?" - ironizował Jaruzelski.

Zarzucił pionowi śledczemu IPN, że zdezawuował ustalenia sejmowej komisji odpowiedzialności konstytucyjnej, na której wniosek Sejm w latach 90. umorzył kwestię odpowiedzialności, uznając, że wprowadzenie stanu wojennego było działaniem w stanie wyższej konieczności. Dodał, że materiały zebrane przez komisję były bardziej obszerne od aktu oskarżenia, który pomija wiele dowodów i  nie bierze pod uwagę działań "Solidarności" z 1981 r. "Chodzi mi o szersze spojrzenie, o obraz pogłębiony i obiektywny" - dodał. Podkreślił, że chciałby "by historia nie dzieliła Polaków".

Okrągły stół
Wiele miejsca oskarżony poświęcił okrągłemu stołowi z 1989 r. Przywołał słowa Ludwika Dorna z 2005 r.: "Komuniści całowaliby nas po rękach za to, że nie wiesza się ich na latarniach". "Ile byłoby tych latarń i tych rąk?" - pytał.

Zwracając uwagę na słowa prokuratora IPN, że zarzuty przedawnią się w 2020 r., Jaruzelski powiedział, iż "nie wie, kto z nas doczeka końca tego procesu". Dodał, że tę "optymistyczną perspektywę", którą rysuje prokurator, on sam odbiera żartobliwie.

Jaruzelski wskazywał na błędy aktu oskarżenia, który m.in. "uśmierca" dwóch generałów. "Pragnę podzielić się z panem prokuratorem dobrą wiadomością: oni obaj żyją" - powiedział. Kilka razy Jaruzelski przerywał swe wystąpienie. Tłumaczył, że bierze antybiotyki, ale mimo to chciał przyjść do sądu.

Prok. IPN Piotr Piątek nie chciał komentować wyjaśnień Jaruzelskiego. "Do tego ustosunkuję się w mowie końcowej; sąd też dokona właściwej oceny prawnej" -  odparł, pytany o ocenę słów oskarżonego o "uchybieniu konstytucyjnym". "W tym miejscu nie jest czas by to oceniać" - odpowiedział Piątek na pytanie, czy było to samoobciążenie ze strony Jaruzelskiego.

12 września ruszył proces siedmiu osób, w tym Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i Stanisława Kani. Nie przeszkodziła temu nieobecność Kiszczaka, którą sąd uznał za nieusprawiedliwioną (nie stawił się on też i w czwartek). Była to  druga próba rozpoczęcia odbierania wyjaśnień. Przed tygodniem nie udała się -  sąd musiał odroczyć proces z powodu nieobecności chorej adwokatki.

W kwietniu 2007 r. pion śledczy IPN w Katowicach skierował akt oskarżenia wobec 9 osób - członków władz PRL, członków utworzonej w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. WRON oraz Rady Państwa PRL (która formalnie wprowadziła stan wojenny i  wydała odpowiednie dekrety). Podsądni odrzucają zarzuty. Twierdzą, że nie popełnili przestępstwa, bo działali w stanie wyższej konieczności wobec groźby sowieckiej interwencji.

pap, keb, ND