Wojsko nie wie, co kupuje

Wojsko nie wie, co kupuje

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. Ministerstwo Obrony Narodowej 
MON nie radzi sobie z zakupami. Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli do którego dotarł „Wprost” i „Rzeczpospolita” w wojskowych magazynach zalega sprzęt komputerowy wart co najmniej 27 milionów złotych, a w tym samym czasie… wojsko planowało kolejne zakupy.
NIK skontrolował wydawanie przez MON pieniędzy z budżetu w okresie od 1 stycznia 2007 do 30 września 2008 r. Okazuje się, że w tym czasie tylko w trzech składnicach wojskowych zalegał zamówiony wcześniej sprzęt komputerowy o łącznej wartości 27 milionów złotych. Sprzęt „leżakował" w magazynach średnio przez pół roku, ale zdarzały się przypadki, że komputery czekały na swoich właścicieli nawet… 12 lat.

Bałagan w magazynach wojskowych sprawił, że duża część sprzętu straciła gwarancję zanim trafiła do użytkowników. Zaległości w wydawaniu komputerów mogło być zresztą znacznie więcej, ale tuż po rozpoczęciu kontroli przez NIK pracownikom resortu wydano zapasy warte ok. 6,5 miliona złotych. Mimo że sprzęt spokojnie czekał na właścicieli w magazynach, niezrażone tym wojsko dokonywało kolejnych zakupów.

To jednak nie koniec chaosu w resorcie obrony. Nawet jeżeli sprzęt opuszczał magazyny często trafiał nie do tych jednostek wojskowych, które go zamawiały. – Tymczasem te jednostki, które rzeczywiście potrzebowały nowych komputerów czekają na nie do dziś – informuje rzecznik NIK Paweł Biedziak. Jako przykład podawany jest sekretariat szefa Sztabu Generalnego, który zamówił dziesięć komputerów, ale otrzymał tylko jeden – a w tym samym czasie 13 jednostek organizacyjnych Ministerstwa Obrony Narodowej dostało łącznie 119 komputerów, których nie zamawiały. O tym, że nie jest to rzadkością świadczą dane za 2008 rok – w tym czasie aż 39 procent wszystkich zakupów dokonanych przez MON trafiło do jednostek, które w tym okresie nie złożyły żadnych zamówień.

MON odpiera zarzuty
"Chciałbym wyrazić swoje zdumienie tym, że NIK właśnie teraz nagłaśnia w taki sposób wyniki kontroli" - powiedział w poniedziałek na konferencji prasowej rzecznik MON Robert Rochowicz dodając, że w komunikacie Izby nie uwzględniono działań, jakie podjął resort od momentu, gdy jego szefem został Bogdan Klich.

Rzecznik zapewnił, że w MON trwają prace nad wdrożeniem centralnej bazy danych sprzętu i oprogramowania komputerowego. Rochowicz powiedział, że NIK była na bieżąco informowana o wprowadzanych zmianach. Zapewnił, że sprzęt został już rozdysponowany. "Były to listwy zasilające i dysk" - doprecyzował.

Rochowicz powiedział też, że nieprawdą jest jakoby MON rozdysponował sprzęt dopiero wtedy, kiedy NIK rozpoczęła kontrolę. "Rozdział tego sprzętu rozpoczął się w styczniu 2008 roku i zajmuje się tym specjalnie powołany zespół zadaniowy. Prowadzona jest obecnie stała, ścisła kontrola i monitoring prac składnic materiałowych" - zaznaczył.

Szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych gen. dyw. Zbigniew Tłok-Kosowski poinformował, że część zasobów informatycznych, w tym komputerów, przechowywana jest w magazynach na bieżące funkcjonowanie wojska. Chodzi o to, by w sytuacjach kryzysowych można było go użyć - przekonywał gen. Tłok-Kosowski. MON nie podaje jednak dokładnej liczby tego sprzętu.

Jak dodał oficer, kwestionowana przez NIK kwota 25 mln zł to jest wartość księgowa sprzętu w momencie kontroli. "Ponad połowa tego sprzętu została dostarczona przez dostawców i przyjmowana na ewidencję" - powiedział generał. Przyznał, że trwa ona do pół roku, ponieważ "chodzi o tysiące komputerów". "Co najmniej 1 proc. zasobów informatycznych utrzymywany jest na bieżące funkcjonowanie wojsk w tym celu, aby w sytuacjach kryzysowych można było go użyć i wydać do sił zbrojnych" - zaznaczył Tłok-Kosowski.

Zastępca dyrektora departamentu informatyki i telekomunikacji płk. Tomasz Żyto przyznał, że sprzęt zalegał w składnicach od 1997 do 2006 roku. "Tego sprzętu nam trochę zalegało, jeśli chodzi o wartość, to w granicach 2,8 mln zł, ale to był pewien zapas, który także dzisiaj utrzymujemy" - powiedział Żyto.

Pułkownik przyznał, że zdarzają się takie sytuacje, w których - jak wskazał NIK - sprzęt trafia nie tam, gdzie powinien. "Jak państwu wiadomo ten budżet mamy, jaki mamy na tę informatykę (...) i, generalnie rzecz biorąc, nie zawsze możemy zaspokoić swoje potrzeby" - powiedział dziennikarzom Żyto. Jak dodał, budżet MON na informatykę w 2008 r. wyniósł 65 proc. zgłoszonych potrzeb.

„Rzeczpospolita", pap, arb, em