Jest akt oskarżenia dla Sumlińskiego. Odpowie za płatną protekcję

Jest akt oskarżenia dla Sumlińskiego. Odpowie za płatną protekcję

Dodano:   /  Zmieniono: 20
(fot. WPROST) / Źródło: Wprost
Dziennikarz Wojciech Sumliński i płk Aleksander L. są oskarżeni ws. płatnej protekcji przy weryfikacji b. żołnierza WSI - podała Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.

W środę wysłała ona akt oskarżenia w tej sprawie do stołecznego sądu. Aleksander L. chce się dobrowolnie poddać karze. Zaproponowano wobec niego karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz grzywnę - podała prokuratura.   Oskarżonym zarzucono powoływanie się od grudnia 2006 r. do stycznia 2007 r. na wpływy w Komisji Weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych i podjęcie się pośrednictwa w załatwieniu pozytywnej weryfikacji oficera WSI płk. Leszka T. - w zamian za 200 tys. zł korzyści majątkowej. Aleksander L., b. oficer wojskowych służb specjalnych, chce się dobrowolnie poddać karze bez przeprowadzania rozprawy. "W akcie oskarżenia podano propozycję kary wobec niego: 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz ponad 50 tys. zł grzywny" - powiedział rzecznik prokuratury Zbigniew Jaskólski.

Śledztwo trwało od grudnia 2007 r.

Oficer WSI zawiadomił prokuraturę, że proponowano mu pośrednictwo w załatwieniu weryfikacji za pieniądze. Aleksander L. i Sumliński zostali zatrzymani w maju 2008 r.; wtedy też ABW przeszukała mieszkania członków Komisji Weryfikacyjnej WSI Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka. W lipcu 2008 r. sąd zdecydował o aresztowaniu Sumlińskiego. Dzień później próbował on popełnić samobójstwo w jednym z kościołów. Po tym odstąpiono od aresztowania go, a prokuratura zmieniła mu środek zapobiegawczy na 70 tys. zł kaucji. Tuż przed decyzją o areszcie Sumliński przekazał "Rzeczpospolitej" list, w którym twierdził, że prowadząc dziennikarskie śledztwa, "mógł się tym narazić wielu osobom", oraz że miał mu grozić wiceszef ABW ppłk Jacek Mąka, bo "zajmował się sprawą jego mieszkania", które - zdaniem Sumlińskiego - Mąka miał uzyskać niezgodnie z prawem. Mąka podkreślał, że nie jest właścicielem mieszkania, tylko zgodnie z prawem je wynajmuje. Zażądał od "Rz" przeprosin oraz 60 tys. zł na cel charytatywny za naruszenie dóbr osobistych. O tym procesie było ostatnio głośno w związku z podsłuchami dziennikarzy, o które wystąpił adwokat wiceszefa ABW.

W październiku br. "Rz" napisała, że ABW nagrała rozmowę Cezarego Gmyza i Bogdana Rymanowskiego z TVN (Gmyz dzwonił do Rymanowskiego z telefonu Sumlińskiego, któremu prokuratura założyła podsłuch w związku z podejrzeniem wobec niego - red.). "Rz" podkreślała, że służby nie zniszczyły stenogramów tych podsłuchów, choć - jej zdaniem - powinny były, bo rozmowa nie wiązała się z zarzutem dla Sumlińskiego. Gazeta kwestionowała też dopuszczalność udostępnienia tych materiałów śledztwa pełnomocnikowi Mąki do procesu z "Rz". Po tym wybuchła debata o wykorzystaniu podsłuchów do procesów cywilnych; pytano też, skąd Mąka wiedział, co jest w podsłuchach prokuratury. Pełnomocnik Mąki mec. Piotr Siłakiewicz mówił, że o protokoły podsłuchów wystąpił do prokuratury z własnej inicjatywy. Tłumaczył, że szukał dowodów, czy Gmyz uczestniczył w tworzeniu listu otwartego Sumlińskiego - czego nie znalazł.

Tusk: brak podstaw do odwołania Mąki

Premier Donald Tusk zapowiedział kontrolę w sprawie, bo - jak mówił - "zbyt łatwo w Polsce zakłada się podsłuchy i je upublicznia". Potem ogłosił, że nie ma podstaw do odwołania Mąki. Zarazem zapowiedział zmiany prawa co do podsłuchów. ABW ujawniła zaś, że nagrania Gmyza i Rymanowskiego dokonali "operatorzy telekomunikacyjni, bez udziału ABW". Prokuratura Krajowa zbadała przekazanie przez prokuraturę tych podsłuchów na potrzeby procesu Mąki z "Rz". Uznano, że nie ma podstaw do wszczęcia "dyscyplinarki" wobec prokuratora, który je udostępnił. Jako słuszne oceniono ich niezniszczenie, bo mają znaczenie dla postępowania karnego, gdyż "obrazowały planowaną przez podejrzanego próbę samobójczą", a o ich zniszczeniu ewentualnie zdecyduje sąd. Zarazem wydano wytyczne prokuraturom, aby nie wydawały podsłuchów do innych postępowań na wniosek pełnomocników stron, lecz tylko na żądanie sądu. Ponadto resort planuje zmiany prawa - tak by podsłuchy mogły być wykorzystywane tylko w postępowaniu karnym, do którego je zebrano i by zakazano wydawania ich do innych postępowań.

We wrześniu 2008 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa z wniosku PiS o niedopełnienie obowiązków przez marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego (PO) w związku ze złożoną mu propozycją dotarcia do tajnego aneksu do raportu o WSI. Szef klubu PiS Przemysław Gosiewski chciał, by zbadano, czy marszałek miał obowiązek zawiadomić prokuraturę, po tym jak b. oficerowie WSI płk Aleksander L. i płk Leszek T. złożyli mu w 2007 r. taką propozycję. Komorowski replikował, że powiedział o sprawie ówczesnemu ministrowi ds. służb specjalnych Pawłowi Grasiowi oraz szefom SKW i ABW, skąd trafiła ona do prokuratury. "Analiza opisanego stanu faktycznego doprowadziła do wniosku, iż Bronisław Komorowski swoim zachowaniem nie wyczerpał znamion czynu zabronionego, albowiem uzyskane przez niego informacje miały charakter ogólny i nie poparte były dowodami" - podała prokuratura. Komorowski zeznał w sprawie L., że w listopadzie 2007 r. mówił mu on o swych możliwościach zdobycia aneksu raportu w części dotyczącej Komorowskiego. Po kolejnym spotkaniu z L. i z T. (który mówił, że ma "dowody na korupcyjną działalność" komisji weryfikacyjnej), Komorowski zawiadomił szefów służb.

PAP, dar

 20

Czytaj także