Socjologowie: media stanęły na wysokości zadania. "Dajcie Polakom się wypłakać"

Socjologowie: media stanęły na wysokości zadania. "Dajcie Polakom się wypłakać"

Dodano:   /  Zmieniono: 9
Pozwolić narodowi na wypłakanie się i przeżycie żałoby oraz uszanować ból rodzin - to w ocenie socjologów najważniejsze dziś zadanie dla mediów, relacjonujących skutki katastrofy w Smoleńsku. Czas na zadawanie trudnych pytań powinien nadejść po pogrzebie -uważają. Według badaczy nastrojów społecznych polskie media, poza nielicznymi wyjątkami, stają jak dotąd na wysokości zadania.
"Zbudowany reakcją mediów" jest psycholog społeczny, prof. Janusz Czapiński. Według niego media pomagają dziś w pełnym ujawnieniu emocji społecznych, żalu, "wręcz podtrzymują żar emocjonalny". - I bardzo dobrze. Dlatego, że mówiąc najkrócej, Polacy, żeby mogli wrócić do normalnej pracy, mogli normalnie funkcjonować, muszą się do końca wypłakać. Jeśli media temu sprzyjają albo te łzy wręcz wyciskają, to bardzo dobrze - powiedział Czapiński.

Socjolog prof. Edmund Wnuk-Lipiński zauważa, że przekazy w mediach pomagają budować wspólnotę. - W kraju powstaje coś w rodzaju wspólnoty, nie wiadomo, jaka będzie trwałość tego zjawiska. Po jakimś czasie naturalnie te emocje przygasną - taka jest logika czasu, ale relacjonując to, co się dzieje na ulicach wielu miast, reakcje zwykłych ludzi na to, co się stało, media przyczyniają się do budowy tej wspólnoty - powiedział socjolog. Zdaniem prof. Czapińskiego mamy dziś do czynienia z podobnym zjawiskiem jak przy śmierci Jana Pawła II - "z taką trochę mistyczną wspólnotą narodową". - Ale to nie znaczy, że Polacy będą od dzisiaj, od jutra darzyć się większym zaufaniem, będą chętni do współpracy, mniej wobec siebie podejrzliwi. Nic takiego się moim zdaniem nie zdarzy. Minie ten nastrój narodowego uniesienia, związanego z poczuciem krzywdy, tym razem krzywdy wyrządzonej przez los i wrócimy tak, jak w krótkim czasie po śmierci papieża, do takiego nie najładniejszego funkcjonowania społecznego. I media w tej sprawie nie mają wiele do zrobienia, bo to jest zakorzenione kulturowo - uważa Czapiński.

Także socjolog mediów dr Krzysztof Nowakowski podkreśla "mobilizującą i kreującą" rolę mediów w budowaniu więzi społecznej wobec katastrofy. - Gdyby nie media, większość Polaków prawdopodobnie tak szybko nie dowiedziałaby się o zaistniałej sytuacji, a reakcja prawdopodobnie nie byłaby aż tak spontaniczna. Dzięki mediom możliwe było zamanifestowanie więzi nie tylko z władzą, ale więzi międzyludzkich. Media odegrały tutaj znaczącą rolę - powiedział. Według prof. Wnuka-Lipińskiego podstawowym zadaniem mediów jest dziś dać ludziom czas na przeżycie żałoby. - Pytania o przyczyny katastrofy, jej następstwa oczywiście się pojawią, bo jak powiedział prokurator generalny, jest to śledztwo narodowe i odpowiedzi na te pytania to odpowiedzi, na które czeka naród. Ale na to będzie czas po żałobie, po ceremoniach pogrzebowych - powiedział socjolog. Tego samego zdania jest prof. Czapiński - do pogrzebu ofiar powinien w mediach trwać czas żałoby i refleksji. - Powinniśmy wstrzymać się z taką czysto intelektualną analizą powodów, przewidywaniem, do czego to doprowadzi, także w wymiarze politycznym - powiedział. - Niewątpliwie będzie jakieś zawirowanie na scenie politycznej, na razie tego na szczęście nie widać i dobrze byłoby, gdybyśmy jednak wstrzymali ten proces rozliczania przynajmniej do czasu pogrzebu - dodał Czapiński.

Według dr. Nowakowskiego media, jak dotąd, zachowują "umiar i rozsądek" w komentarzach na temat politycznych konsekwencji katastrofy. - Pierwsze wypowiedzi w mediach na temat konsekwencji tego wydarzenia są umiarkowane. W tej chwili media słusznie skoncentrowały się głównie na tragedii sytuacji, na analizy polityczne przyjdzie jeszcze czas - wskazał Nowakowski.

Badacze wskazują jednocześnie na pierwsze zgrzyty w medialnych przekazach. - Media doskonale się spisały, poza małymi wyjątkami - dzisiaj w "Naszym Dzienniku" ukazało się oskarżenie pod adresem Rosjan. Ale to są wyjątki. Ja ze zgrozą myślałem o tym, że będzie więcej tego typu zarzutów wobec naszego sąsiada, że zbyt silnie będzie łączony tzw. pierwszy Katyń z drugim Katyniem. To byłoby bardzo nieszczęśliwym skojarzeniem - takim najprostszym, ale bardzo źle służącym relacjom polsko-rosyjskim - powiedział. Według Czapińskiego "nawet słuchacze Radia Maryja i czytelnicy Naszego Dziennika z pewną nutą zażenowania musieli przyjąć te oskarżycielskie sygnały". Podobnie ocenia prof. Wnuk-Lipiński, który publikację "Naszego Dziennika" nazwał "trucizną, którą usiłuje się wpuścić do sfery publicznej". - To jest niegodne po prostu i zakłóca powagę chwili - uznał socjolog.

Badaczy nie zaskakuje z kolei, że wszyscy komentatorzy wypowiadają się dziś o ofiarach katastrofy niezwykle pozytywnie, niezależnie do tego, jak oceniali je za życia. - Już od czasów rzymskich panuje przekonanie, że o tych, którzy nie żyją i nie mogą odpowiedzieć, nie używa się oręża krytyki i mówi się o nich dobrze albo wcale. Naturalnie, jeżeli złośliwy krytyk nagle zmienia ton o 180 stopni, to istnieje uzasadnione podejrzenie, że nie jest to do końca szczere, ale myślę, że wszyscy, łącznie z tymi, którzy kiedyś spierali się z nieżyjącymi po prostu przeżywają to, co się stało, jako wielką tragedię - powiedział prof. Wnuk-Lipiński. Socjolog powiedział też, że jeżeli oczekiwałby teraz czegoś od mediów, to "uszanowania bólu najbliższych tych, którzy odeszli i niebycia zbyt wścibskim w jego podpatrywaniu". - Ale to się dzieje i jest w dużej mierze spełnione - powiedział socjolog.

PAP, arb

 9

Czytaj także