To tylko demokracja

To tylko demokracja

Paradoksalnie to Polska, broniąc chrześcijańskich i narodowych korzeni, występuje w obronie kulturalnej europejskości – mówi „Wprost” Adrian Karatnycky, amerykański politolog, ekspert Rady Atlantyckiej.

Komisja Europejska rozpoczęła procedurę kontroli praworządności w Polsce. Do czego może to doprowadzić?

Polski rząd zaczął działać szybko na wielu frontach, stąd reakcja jest równie szybka – wywołał ją pośpiech, z jakim władze chcą osiągnąć pewne cele. Moim zdaniem zarzuty są jednak niedorzeczne. Kiedy druga strona polskiej sceny politycznej miała podobną okazję, kontrolując zarówno urząd prezydenta, jak i parlament, stosowano podobne działania i wprowadzano korzystne dla siebie zmiany w mediach publicznych, które zawsze były upolitycznione. Na stanowiskach zmieniali się bez przerwy ludzie z lewicy, dziennikarze o liberalnych poglądach i ludzie z prawicy. Nagle powodem alarmu staje się to, że prawicowy rząd robi to samo, co inni robili w przeszłości. Także w przypadku Trybunału Konstytucyjnego mamy do czynienia z dużą przesadą. Przemawiają za tym dwa argumenty. Polska konstytucja jest niedoskonała, bo daje parlamentowi prawo do regulowania działalności TK za pomocą ustaw. Z tego wynika druga przesłanka – że jest to celowa zależność, która ma podkreślić prymat parlamentu w tego rodzaju sprawach. Podobną sytuację mamy także w tradycji brytyjskiej, gdzie sąd najwyższy nie może unieważnić działań parlamentu. I nikt nie mówi, że w Wielkiej Brytanii nie ma demokracji.

W zachodnich mediach, nie wyłączając amerykańskich, krytyka poczynań rządu PiS jest powszechna i druzgocąca. Co jest tego przyczyną?


PiS jest partią zwróconą do wewnątrz. Jej liderzy są uwikłani przede wszystkim w wewnętrzny dialog polityczny. Nie „globalizują się” – nie podróżują, nie mają grupy ludzi, którzy byliby w stanie pokazać za granicą ich punkt widzenia. Jarosław Kaczyński nie pojawia się często na arenie międzynarodowej i nie bywa w Davos. Jeśli z kolei popatrzymy na media – to są one w swojej ogromnej większości liberalne. W Stanach Zjednoczonych to one nadają dominujący ton. Jeśli dodamy do tego doniesienia o oporze Polaków w sprawie przyjmowania imigrantów czy hasła o powrociedo tradycyjnych wartości motywowanych religią oraz narodowym konserwatyzmem – już tylko to postrzegane będzie przez media jako coś podejrzanego. Pojawiają się też oskarżenia o populizm, że ten rząd nie ma wiele wspólnego z tradycyjnym europejskim konserwatyzmem, który wiąże się z liberalizmem gospodarczym. Ale tak, jak to rozumiem, ten rząd w niewielkim stopniu będzie próbował przeorientować priorytety gospodarcze kraju.

W USA obowiązuje zasada „zwycięzca bierze wszystko” po każdym cyklu wyborczym. Czy Europa ma z tym problem? Czy PiS po prostu nie bierze zbyt wiele?

Kontrolowanie telewizji przez państwo zawsze rodzi problemy. Nie jest to wyłącznie problem Polski, ale także np. Węgier czy Włoch. W Wielkiej Brytanii udało się jakoś osadzić BBC, ale w innych krajach szukano różnych rozwiązań. Polska telewizja cieszyła się zawsze dużą popularnością. Wciąż jednak istnieje prywatna telewizja i inne media. Istnieje internet. Nie ma żadnych sygnałów, że ten rząd będzie ingerował w domenę mediów prywatnych, które wciąż pozostają dominującym źródłem informacji.

Czyli na liberalne media nie ma żadnej rady?

Sądzę, że dla polskiego rządu niezmiernie ważny będzie własny przekaz i odpieranie argumentów – poprzez tłumaczenie swojego stanowiska za pośrednictwem liderów, którzy są bardziej medialni i potrafią rozmawiać z dziennikarzami. Poza tym przy tak szybkich zmianach i bez wymiany personelu placówek dyplomatycznych polski rząd znalazł się w defensywie. Po drugiej stronie mamy grupę ludzi, która posiada bardzo dobre kontakty w instytucjach europejskich i znajdowała się u władzy przez długi czas.

Zatem to problem „krótkiej ławki”?

PiS ma utalentowanych młodych ludzi, takich jak Adam Bielan czy prezydent Andrzej Duda, którzy są w stanie nawiązać kontakt z dziennikarzami. Na pewno jest więc zespół, ale jest też i potrzeba jego rozszerzenia. Ławka jest tu krótsza niż potrzeby. Dotyczy to nie tylko sfery medialnej. Jako że śledzę problemy wschodniej Europy, uważam, że np. w sprawie Ukrainy Polska powinna być akceptowaną stroną w toczącej się debacie – zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie. Znalezienie równowagi będzie poważnym wyzwaniem, ale trzeba będzie to zrobić, bo w Europie istnieje zagrożenie ze strony Rosji, a Polska odgrywa tu ważną rolę. Istnieje wiele obszarów, na które Polska będzie mogła wpływać zarówno wewnątrz struktur UE, jak i NATO. Niedawno doszło do spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Viktorem Orbánem. Zwłaszcza w Niemczech perspektywa ich współpracy musi być odbierana jako zagrożenie europejskiego status quo…

Szokują mnie ataki na Orbána. Jest przywódcą autorytarnym, ale opinia, że rozmontował demokrację na Węgrzech, jest też dowodem histerii. Nie chcę tu zresztą porównywać Polski i Węgier czy mówić o jednym modelu demokracji nieliberalnej.

Jeśli istnieje jakiś model, to model polityka, który próbuje prowadzić dialog z wyborcami o tradycyjnych poglądach czującymi, że ich wartości i problemy są ignorowane. Już jednak opatrywanie ich partii naklejką „narodowych” jest przesadą. To przejaw sztywnych klasyfikacji i słownictwa używanego wobec centroprawicowych i prawicowych ugrupowań. Nikt nie określa przecież lewicowych i liberalnych ugrupowań jako „antynarodowe” czy „antyreligijne”.

Podczas niedawnych lokalnych wyborów we Francji wzmocniła się radykalna prawica. Czy zwycięstwo wyborcze i pierwsze decyzje rządu PiS należy uznać za przejaw nowej antyliberalnej tendencji w Europie?

Polskę należy traktować jako oddzielny przypadek. Cokolwiek by się tu zdarzyło – zawsze będzie istniał „czynnik Rosji”. W tym kontekście porównanie z Francją nie wypada dobrze, bo sama pani Le Pen jest finansowana przez Rosję, a ta ostatnia też gra na tradycyjnych, nacjonalistycznych nastrojach. Niezależnie od tego, czego pragnęliby polscy przywódcy, Polska będzie zawsze musiała utrzymywać dobre stosunki nie tylko z krajami znajdującymi się na peryferiach Rosji, ale także z silnymi partnerami pod względem militarnym i gospodarczym. To implikuje dobre stosunki z USA. Z drugiej strony sądzę, że niezależnie od tego, kto będzie rządził w Waszyngtonie, będzie bardziej eurocentryczny i świadomy zagrożeń ze strony Rosji. Po wyborach w Stanach eurosceptycznemu – w pewnych granicach – PiS powinno być łatwiej utrzymać równowagę na arenie międzynarodowej.

Rząd PiS znalazł się także pod pręgierzem z powodu uchodźców. Znów spór z liberalną Europą o wartości?

Polska ma prawo kwestionować konieczność otwarcia granic na masowy napływ migrantów. Na Zachodzie jest to postrzeganejako zamach na europejskie wartości. Paradoksalnie to Polska, broniąc chrześcijańskich i narodowych korzeni, występuje w obronie kulturalnej europejskości. Chodzi o głębszą sferę kultury – wartości tolerancji i demokracji wynikają z innej europejskości, która istniała przez wieki, zanim demokracja stała się finalnym produktem.

Polska ma szansę się tu obronić?

Biorąc pod uwagę ostatnie wyniki wyborów w Europie i reakcje na wydarzenia w Kolonii oraz konsekwencje niefortunnego otwarcia granic przez Angelę Merkel, istnieje taka szansa. W USA mówi się, że liberał, który padł ofiarą napadu, staje się konserwatystą. Myślę, że politycy na Zachodzie zderzą się z rzeczywistością i będą inaczej traktować kraje, które nie otworzyły swoich drzwi.

Miesiąc temu portal Politico opublikował pański artykuł pod znamiennym tytułem „Give PiS a chance”. Podtrzymuje pan swoje poglądy?

Im więcej o tym czytam i zgłębiam temat, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mamy do czynienia z wydarzeniami stanowiącymi część polskiego krajobrazu politycznego, a nie z radykalnym odstępstwem. Wierzę w prawa człowieka. Działałem w organizacjach pozarządowych. Oczywiście zawsze będziemy się spierać, co powinno być fundamentem demokracji. Dla mnie naruszanie praw człowieka to wsadzanie ludzi do więzień, tłumienie demonstracji, uciszanie politycznych przeciwników. Dziś termin rozciągany jest na dużo szersze obszary życia. Podstawowym kryterium powinno być to, czy prawo do sprawowania władzy wynika z nieskrępowanej politycznej rywalizacji i z woli wyborców. Tak długo, jak ten mechanizm będzie przestrzegany, będzie on zgodny z wartościami europejskimi. Nie widać, aby Polska zaczęła podążać w innym kierunku. ■

©℗ Wszelkie PRAWA ZASTRZEżonet

Okładka tygodnika WPROST: 3/2016
Więcej możesz przeczytać w 3/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0