Simlat: Boję się pogłosek, że najazd Putina na Polskę to kwestia czasu. Co mam z tą wiadomością do cholery zrobić?!

Simlat: Boję się pogłosek, że najazd Putina na Polskę to kwestia czasu. Co mam z tą wiadomością do cholery zrobić?!

Łukasz Simlat
Łukasz Simlat Źródło: PAP / Albert Zawada
Kiedyś nie wyobrażałem sobie życia bez tego kraju, ale po tej ośmioletniej polaryzacji, po tym, co słyszałem od wielu ludzi, zastanawiam się niekiedy: dla kogo ja robię to, co robię? Dla „tych” ludzi? To mi się nie chce – mówi „Wprost” Łukasz Simlat.

Katarzyna Burzyńska-Sychowicz, „Wprost”: Mówią o tobie „trudny we współpracy”. Co to znaczy?

Łukasz Simlat: Musiałabyś zapytać innych, co dla nich oznacza „Simlat trudny”. Mnie się wydaje, że mogę być tak nazywany, bo np. nie chcę przejść nad jakimś błędem do porządku, zostawić go samemu sobie, zawsze chcę poprawiać. Czasami chciałbym jeszcze zrobić próbę, ale jest kręcenie nosem, bo wszyscy chcą już iść do domu. Okazuje się, że bycie trudnym to proszenie przez tydzień o czajnik do pokoju.

Ktoś jest trudny, bo zawraca dupę – to jest moje zdanie.

Nierzadko powiem, co uważam i to też jest interpretowane, że jestem trudny. Ja jestem szczery, jak widzę shit, to mówię, że to jest shit, a ludzie się obrażają. Ja nie robię shitu – to jest problem mojej świadomości jako aktora; nie zakopię tego, nie zamiotę pod dywan. Jak coś takiego widzę już na etapie scenariusza, na etapie papieru, to nie mogę tego przemilczeć, tylko żeby być miłym dla scenarzysty czy reżysera, któremu się to podoba, nie mogę spokojnie wejść na plan, spokojnie te 20 dni zdjęciowych odbębnić i spokojnie dostać przelew, nie. Bo ja świadczę i firmuję swoją twarzą, nawet nie nazwiskiem, ale twarzą dany produkt, w związku z tym chciałbym, żeby on wyszedł jak najlepiej.

Mówienie o tym, że on jest zły na początkowym etapie, nie jest rzucaniem kłód pod nogi, jak to jest interpretowane, tylko chęcią poprawienia tego.

Bywało, że sam przepisywałem, a w zasadzie pisałem nowe sceny – myślisz, że ktoś mi za to podziękował? Więc nie wiem, kto jest trudny: czy ja, który chcę dobrze, czy ktoś, kto nie umie współpracować.

Co jest wspomnianym przez ciebie shitem?

Zerojedynkowość, jak ja to nazywam – łopata, czyli naiwność, która już na poziomie scenariusza nie zaskakuje. Rzadko zdarza się taki scenarzysta albo reżyser, który rozumie, jak działa suspens, jak działa kontekst.

W polskich scenariuszach świat i bohaterowie są słabo pobudowani.
Artykuł został opublikowany w 7/2024 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.