Dwa światy

Dodano:   /  Zmieniono: 
W kategorii najbardziej zakręcony film roku "Jak we śnie" ma gwarantowaną nagrodę za 2006 rok.
Wątek marzeń sennych w sztuce to klasyk - wystarczy przypomnieć "Sen nocy letniej" Szekspira. Michel Gondry swoim "Jak we śnie" pokazuje jednak, że wątek ograny nie oznacza, że jest już wyeksploatowany. Ten film - mimo że porusza się po obszarach świetnie znanych każdemu kinomanowi - zaskakuje oryginalnością i świeżością pomysłów oraz rozwiązań poszczególnych scen. Od sposobu kadrowania, po odjazdową scenografię - właściwie wszystko tu jest inne niż sztampa powstająca w studiach Hollywood.

Właśnie ta inność to cecha charakterystyczna Gondry'ego. Ten francuski reżyser zaczynał jako twórca reklamówek oraz teledysków, współpracował m.in. z Bjork, Sinead O'Connor, Rolling Stones, Massive Attack, Chemical Brothers. Już w latach 90. (gdy w najlepsze kwitła jego kariera twórcy wideoklipów) widać było to, co cechuje Gondry'ego jako reżysera ("Wojna plemników", "Zakochany bez pamięci"). Właściwie wszystko, co on reżyseruje rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. W "Human Behaviour" widać Bjork mieszkającą w normalnym domu oraz sąsiedni las zamieszkany przez dziwne stworki. W "Fire of Babylon" Sinead O'Connor krążymy między dwoma domami: prawdziwym oraz wymyślonym. W "Protection" Massive Attack kamera co chwila pokazuje inne mieszkanie - każde z nich zasiedlone przez oryginalne indywiduum.

    Dokładnie na tej samej zasadzie zbudowane jest "Jak we śnie" - dwójka głównych bohaterów równocześnie żyje na Ziemi oraz w świecie własnych snów. Podobnie było w "Wojnie plemników" oraz w "Zakochanym…". Można by napisać, że Gondry ciągle kręci ten sam film. Faktem jednak jest, że ten reżyser wypracował własny, charakterystyczny styl, który ciągle doskonali. "Jak we śnie" nie jest jego najwybitniejszym osiągnięciem - ale to film solidny, dobrze się go ogląda. A przede wszystkim optymistyczny - pokazuje, że ten reżyser ciągle się rozwija, idzie do przodu. Można już odliczać dni, kiedy spod jego ręki wyjdzie film wybitny, dzieło na miarę "Pi" Darrena Afonofsky'ego, czy "Widma wolności" Luisa Bunuela. Gondry'ego na pewno stać na to, aby być prawdziwą legendą kina.