Krzysztof Chyla

Krzysztof Chyla
14


Ostatnie komentarze

  •  
    Z sondażu wynika, iż Trzaskowski goni Dudę. Natomiast nie stanowi on jak na razie zagrożenia dla Dudy, którego poparcie jest o prawie 20% większe niż Trzaskowskiego. Kolejne sondaże - bo sądzę, że pojawią się w najbliższym tygodniu sondaże z poparciem dla poszczególnych kandydatów innych pracowni badawczych - zweryfikują na ile Trzaskowski jest zagrożeniem dla Dudy.... I czy w ogóle ten trend utrzyma się przez najbliższe tygodnie? Wątpię bowiem, biorąc nawet pod uwagę takiego kandydata jak Trzaskowski, by był on w stanie pokonać Dudę w drugiej turze wyborów. Ponieważ jego kampania wyborcza opiera się głównie na atakach na Dudę, na jego macierze polityczną. Tutaj chodzi przede wszystkim o przedstawienie obecnej władzy jako najgorszego zła, która tylko sieje nienawiść, no i z którą on na pewno zrobi porządek, gdy zostanie prezydentem. Oczywiście tak można prowadzić kampanię wyborczą. Z tym że jej końcowy rezultat nie będzie satysfakcjonujący dla tzw. tęgich głów od marketing politycznego, no i samego Trzaskowskiego, który z pewnością nie przekona w ten sposób do siebie tych kilku procent wyborców, na których głosy liczy w drugiej turze wyborów. A on nich de facto toczy się teraz zaciekły bój. Różnica bowiem między Dudą a Trzaskowskim w drugiej turze wyborów może wynosić nie całe 5% z przewagą na Dudy. Wszystko jednak jest jeszcze pod wielkim znakiem zapytania....
    •  
      To co Pan/Pani napisała można tylko skomentować: hahahahahaha. Następnym razem proszę się trochę zastanowić nad tym, co chce Pan/Pani tak naprawdę napisać, by dokuczyć autorowi komentarza. I to by było na tyle. Oczywiście bez obrazy..
      •  
        Ruchy społeczne czy partie polityczne, choć ci, którzy próbują pokazać się z innej strony, no i twierdzą, że nigdy nie założą własnej partii politycznej, tak naprawdę z upływem czasu nie mają innego wyjścia. Bo z jednej strony niewiele zrobią jako ruch społeczny. Z drugiej strony jak pisze autorka tego artykułu sprawa ma związek z milionowymi dotacjami, jakie partie polityczne otrzymują na swoją działalność polityczną. Analizując jednak obecną sytuację polityczną w kraju, a przede wszystkim obecny układ polityczny, zarówno Kukizowi, jak i Tanajno (być może także w przyszłości Hołowni) trudno byłoby się przebić ze swoimi hasłami wyborczymi, a tym samym zainteresować nimi wyborców, którzy już wybrali. Natomiast ci, którzy dalej "tkwią" w tzw. grupie niezdecydowanych ( a jest ich około 10% ), nie zdecydowaliby się raczej na poparcie nowych bytów politycznych, które niewiele więcej mogą zaoferować niż Zjednoczona Prawica czy PO/KO - choć w sumie tej drugiej nie należy w ogóle traktować jako alternatywy dla PiS-u, dlatego, że domaga się wyłącznie odsunięcia PiS od władzy. W zamian niewiele oferuje swoim wyborcom, niż powrót do tego co było wcześniej, a w zasadzie do administrowania państwem, bez wprowadzania jakichkolwiek reform. A już na pewno zmieniłaby o 360 stopni politykę wobec Niemiec czy innych bogatszych państw UE, którym nie podoba się to co właśnie robi Zjednoczona Prawica.
        •  
          Trudno tak naprawdę powiedzieć coś więcej teraz na temat kwarantanny, czy ona de facto była pomyłką czy też nie. Jednak biorąc pod uwagę sytuację w innych, bogatszych krajach, które zwlekały z wprowadzeniem obostrzeń, pomimo tego, iż mają dużo lepszą służbę zdrowia, liczba zachorowań i zgonów z powodu Covid-19 jest wciąż tam na dość wysokim poziomie w stosunku do Polski. Co do planów na przyszłość pana Tanajno, który ma zamiar założyć własną partię polityczną, trudno także coś więcej powiedzieć, jaki np. będzie ona w stanie zagospodarować elektorat? Czy będzie ona raczej skupiała tych, którzy są poszkodowani przez wprowadzenie kwarantanny, a jej głównym założeniem będzie: krytykować na każdym kroku tych, którzy są odpowiedzialni za wprowadzenie kwarantanny...? Czy raczej będzie z czasem chciała odgrywać większą rolę poprzez skonstruowanie własnego programu wyborczego, a tym samym otwarcie się na szerszą grupę wyborców...? Z doświadczenia jednak wiem, iż takie szumnie zapowiadane projekty polityczne dość szybko tracą na znaczeniu wśród społeczeństwa polskiego, ponieważ cieszą się one wyłącznie zainteresowaniem na samym początku, gdy osoby jak np. pan Tanajno próbują zrobić wiele szumu wokół jakiejś sprawy, wytknąć rządzącym ich błędy, a i zadeklarować się jako alternatywa dla obecnego układu politycznego, gdzie wciąż są ci sami ludzie, którzy albo trzymają się swoich macierzy politycznych, albo próbują stworzyć jakiś nowy byt polityczny pod nową nazwą.
          •  
            Widać, że Trzaskowski nieco się zagalopował w swoich nie do końca trafnych stwierdzeniach, którymi raczył się podzielić z Polakami po ogłoszeniu, iż został nowym kandydatem w wyścigu o pałac prezydencki. Z tego co można było się dowiedzieć, Trzaskowski będzie walczył o demokratyczną Polskę, silne państwo, demokracje - nie wiem czy bardziej czy może mniej, gdyby PO/KO doszła do władzy, ponieważ, powiedzmy sobie szczerze, Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy wcale nie jest mniej demokratyczna niż była pod rządami PO-PSL. Ponadto Trzaskowski mówił też o silnym państwie. Ciekaw jestem co miał w ogóle na myśli? Bowiem z tego co pamiętam, koalicja PO-PSL zajmowała się wyłącznie zwijaniem państwa polskiego, a nie jego budowaniem dla przyszłych pokoleń w senie dobrobytu, a przede wszystkim zapewnienia pomocy socjalnej najbardziej potrzebującym. W ogóle jak można wysuwać takie dość nieprzemyślane argumenty, no i na dodatek podkreślać duże znaczenie Kidawy-Błońskiej, która była de facto kulą u nogi PO/KO podczas prowadzonej bardzo nieudolnie kampanii wyborczej. Wcale nie jest także powiedziane, iż Trzaskowski poprzez swoje ataki na obecnego prezydenta jak i Zjednoczoną Prawicę zyska sobie większe poparcie, no i jeszcze większą popularność. Wręcz odwrotnie, może być podobnie jak z poparciem dla PO/KO, która tak naprawdę nie jest już w stanie przekonać do siebie kolejnych wyborców, a nawet powinna się liczyć z tym, iż będzie pojawiać się coraz więcej nieprzychylnych sondaży dla tej koalicji, jeżeli Trzaskowski będzie zaliczał pierwsze wpadki, albo nieskutecznie prowadził kampanię wyborczą, której, przypuszczam, jednym z głównych założeń, będą permanentne ataki na Dudę i jego partię polityczną, oraz na podważenie wszelkich dobrych zmian, jakie zostały wprowadzone, biorąc pod uwagę program wyborczy Zjednoczonej Prawicy, oczywiście od kiedy jest ona u władzy.
            •  
              Rozczarowani wyborcy PO/KO kandydaturą Kidawy-Błońskiej ucieszyli się na wieść o zmianie kandydata w wyścigu o pałac prezydencki. Natomiast nie jest jasne czy Rafał Trzaskowski będzie w stanie ( w tak krótkim czasie ) zainteresować swoją kandydaturą wyborców Hołowni czy Kosiniaka-Kamysza ( być może także niektórych z grupy niezdecydowanych ), którzy nie sądzę, by zagłosowali na niego w tych wyborach prezydenckich. Co prawda, Trzaskowski to jednak inna liga - dużo wyższa niż Kidawa-Błońska. Z drugiej strony, obecnie urzędujący prezydent ma dość mocne argumenty w rękach, by wykorzystać je w toczącej się kampanii prezydenckiej przeciwko Trzaskowskiemu. A na pewno nie obejdzie się - delikatnie mówiąc - bez jakichkolwiek uszczypliwości za pośrednictwem Twittera bądź przychylnych mediów w stosunku do jednego czy drugiego kandydata. Ta kampania może się jednak zrobić dość ciekawa, jeżeli Trzaskowski będzie zyskiwał coraz to więcej zwolenników, a jego poparcie będzie systematycznie rosło. Choć biorąc pod uwagę jego szanse z Dudą, Trzaskowski może przegrać tą batalię o pałac prezydencki w drugiej turze wyborów.
              •  
                Pani Kidawa-Błońska dwoi się i troi, by winę za sytuacji w Polsce w związku z wyborami przerzucić na rządzących, którzy co prawda za sprawą Gowina utknęli w martwym punkcie, jednak, przypuszczam, po trudnych rozmowach wewnętrznych udało im się w końcu dojść do pewnego konsensusu i zagłosować za ustawą o wyborach korespondencyjnych. Te uszczypliwości w stosunku do rządzących, w szczególności premiera Morawieckiego i tak nie pomogą kandydatce z ramienia PO/KO. Mogą jedynie przysporzyć dodatkowych kłopotów PO/KO, której poparcie wciąż daje wiele do życzenia. Bo powiedzmy sobie szczerze, kandydatka PO/KO na urząd prezydenta, od początku trwanie kampanii wyborczej, zaliczyła niejedną wpadkę, która miała negatywny wpływ zarówno na poparcie dla niej, jak i całej PO/KO. Ta pani nie powinna w ogóle nigdy pojawić się na giełdzie nazwisk osób, które powinny być brane pod uwagę jako potencjalni kandydaci w wyścigu o urząd prezydenta w Polsce. Nie wiem dlaczego tak się stało, ale wierchuszka w PO, oczywiście na czele z Grzegorzem Schetyną nie wie chyba co zrobić, by odzyskać utracone poparcie. Stąd też się biorą nieracjonalne decyzje odnośnie kandydata czy kandydatki na urząd prezydenta. Z tego też można łatwo wywnioskować, iż KO z PO przy głównym sterze wciąż zmierza w nieznanym kierunku, który może w końcu pogrzebać plany tej koalicji na odzyskanie władzy w Polsce. Choć nie sądzę, by miała ona w ogóle kiedykolwiek szanse na jakiś sukces wyborczy.
                •  
                  Dość kiepski sposób na to, by zwrócić na siebie uwagę w Polsce. Jako kandydat pan Hołownia wystawił się poniekąd na pośmiewisko, niż chciał pokazać jak mu zależy na tym, żeby było dobrze w kraju - nawiązując przy tym do Konstytucji, no i do obecnie rządzących, którzy według niego mają ją za nic. Z drugiej strony, pan Hołownia miał jednak w tym jakiś cel, bo nie sądzę, by sobie nie zdawał sprawy z tego, iż po tym wystąpieniu nie będzie nieprzerwanie grillowany przez prawicowe media. Raczej chodziło mu właśnie o to, by wywołać dyskusję, zrobić nagonkę na niego, a potem oznajmić wszystkim, iż to on jest poszkodowany, a dziennikarze TVP info szukają tylko kolejnych argumentów to ataku na niego. I, jeszcze dodać na koniec: że to oni, którzy go teraz atakują, są m. in. winni temu wszystkiemu, co się złego dzieje obecnie w Polsce. Nie powiem dobry sposób na to, by zmobilizować tych, którzy i tak są przekonani, że wygra Andrzej Duda, a być może nie wiedzą na kogo jeszcze zagłosują z pośród grona tych pozostałych kandydatów niż obecny prezydent z ramienia PiS. Być może panu Hołowni też chodziło o to, by zainteresować swoją kandydaturą wyborców pana Kosiniaka - Kamysza, którzy chcą zagłosować za inną Polską niż ta, którą przekabacił na swoją stronę PiS i jej prezes Jarosław Kaczyński - ponoć ten, który wciąż pociąga niby za główne sznurki w Zjednoczonej Prawicy.
                  •  
                    Tusk na pewno nie jest osoba, która teraz ma duży wpływ na to, co się dzieje w Polsce. On w jakiś sposób chce pokazać, dać do zrozumienia Polakom, iż jest za tym, by wybory korespondencyjne nie odbyły się teraz, zostały odłożone w czasie ze względu na bezpieczeństwo Polaków. Jest coś na rzeczy, nie powiem, iż nie ma racji. Jednak, nie jest on do do końca wiarygodny w tym co mówi. Wiadomo o co mu chodzi, a bez trudu zauważy to niejedna osoba, która na bieżąco śledziła wystąpienia Tusk wtedy, gdy PO rządziła w Polsce, a zaczął jej się de facto palić grunt pod nogami. Z pewnością Tusk trafi do swoich odbiorców, czyli tych, którzy popierają PO, bez względu na to, czy ona jest u władzy czy też nie. Ale nie łudźmy się, iż to oświadczenie zostanie potraktowane jako mające znaczenie wśród innych elektoratów, zwłaszcza Zjednoczonej Prawicy. Tusk bezskutecznie próbuje wciąż mieszać w polskiej polityce. Nie wie czasami, a nawet raczej zdarza mu się to teraz dosyć często, co zrobić, by zwrócić na siebie uwagę np. poprzez wpisy na Twitterze. Wprawdzie są one potem szeroko komentowane przez różne media w Polsce, natomiast nie mają tak naprawdę istotnego wpływu na poparcie dla obecnie rządzących w kraju. Tusk nie bierze także pod uwagę tego, iż to co mówi teraz, i to co zamieszcza na Twitterze ma w rzeczywistości negatywny wpływ na poparcie dla jego macierzy politycznej. Ponieważ ona najbardziej na tym wszystkim traci. A nieświadomi tego - tak mi się wydaje -  kolejni liderzy PO nie widzą żadnego problemu w tym, co robi i będzie dalej robić Tusk - tak przypuszczam.
                    •  
                      Hołownia to nie jest żadna alternatywa. To raczej człowiek, który jest popularny jako dziennikarz, no i chciał spróbować swoich sił w wyścigu o pałac prezydencki. Jego szanse na poparcie są podobne jak Kosiniaka-Kamysza, który - co by nie powiedzieć - ma w tej chwili twardy orzech do zgryzienia, bo będzie konkurować z Hołownią o poparcie tych prawicowych wyborców, którzy nie zagłosują ani na Kidawę-Błońką, ani na Dudę. Hołownia chce z pewnością pokazać się z innej strony, wnieść coś nowego do polityki, udowodnić, iż jest alternatwą dla innych kandydatów ze znanych partii politycznych. Z drugiej strony, ciężko powiedzieć, czy uda mu się przebić ze swoim przekazem w tej kampanii wyborczej, ponieważ tak naprawdę każda partia polityczna ma już zagospodarowaną pewną część wyborców, którzy nie zagłosują na innego kandydata, jak np. Hołownia. Sądzę, że nawet jeżeli uda mu się poprowadzić w sposób rzetelny kampanię wyborczą - bez nadmiernej przesady co by nie zrobił, gdyby wygrał wybory prezydenckie - to w najlepszym wypadku może liczyć na popacie między 10 a 12%. Choć musimy poczekać, co dalej będzie się działo w przypadku Hołowni. Czy on jako dziennikarz będzie się wyróżniać na tle innych kandydatów pod względem prowadzenia swojej kampanii wyborczej?
                      •  
                        Hołownia to nie jest żadna alternatywa. To raczej człowiek, który jest popularny jako dziennikarz, no i chciał spróbować swoich sił w wyścigu o pałac prezydencki. Jego szanse na poparcie są podobne jak Kosiniaka-Kamysza, który - co by nie powiedzieć - ma w tej chwili twardy orzech do zgryzienia, bo będzie konkurować z Hołownią o poparcie tych prawicowych wyborców, którzy nie zagłosują ani na Kidawę-Błońką, ani na Dudę. Hołownia chce z pewnością pokazać się z innej strony, wnieść coś nowego do polityki, udowodnić, iż jest alternatwą dla innych kandydatów ze znanych partii politycznych. Z drugiej strony, ciężko powiedzieć, czy uda mu się przebić ze swoim przekazem w tej kampanii wyborczej, ponieważ tak naprawdę każda partia polityczna ma już zagospodarowaną pewną część wyborców, którzy nie zagłosują na innego kandydata, jak np. Hołownia. Sądzę, że nawet jeżeli uda mu się poprowadzić w sposób rzetelny kampanię wyborczą - bez nadmiernej przesady co by nie zrobił, gdyby wygrał wybory prezydenckie - to w najlepszym wypadku może liczyć na popacie między 10 a 12%. Choć musimy poczekać, co dalej będzie się działo w przypadku Hołowni. Czy on jako dziennikarz będzie się wyróżniać na tle innych kandydatów pod względem prowadzenia swojej kampanii wyborczej?
                        •  
                          Hołownia to nie jest żadna alternatywa. To raczej człowiek, który jest popularny jako dziennikarz, no i chciał spróbować swoich sił w wyścigu o pałac prezydencki. Jego szanse na poparcie są podobne jak Kosiniaka-Kamysza, który - co by nie powiedzieć - ma w tej chwili twardy orzech do zgryzienia, bo będzie konkurować z Hołownią o poparcie tych prawicowych wyborców, którzy nie zagłosują ani na Kidawę-Błońką, ani na Dudę. Hołownia chce z pewnością pokazać się z innej strony, wnieść coś nowego do polityki, udowodnić, iż jest alternatwą dla innych kandydatów ze znanych partii politycznych. Z drugiej strony, ciężko powiedzieć, czy uda mu się przebić ze swoim przekazem w tej kampanii wyborczej, ponieważ tak naprawdę każda partia polityczna ma już zagospodarowaną pewną część wyborców, którzy nie zagłosują na innego kandydata, jak np. Hołownia. Sądzę, że nawet jeżeli uda mu się poprowadzić w sposób rzetelny kampanię wyborczą - bez nadmiernej przesady co by nie zrobił, gdyby wygrał wybory prezydenckie - to w najlepszym wypadku może liczyć na popacie między 10 a 12%. Choć musimy poczekać, co dalej będzie się działo w przypadku Hołowni. Czy on jako dziennikarz będzie się wyróżniać na tle innych kandydatów pod względem prowadzenia swojej kampanii wyborczej?
                          •  
                            Na pewno opozycji jest coraz trudniej się dogadać co do wspólnego projektu politycznego na wybory do Sejmu i Senatu. PSL prawdopodobnie pójdzie własną drogą, ponieważ nie jest mu po drodze z lewicą, a i ma złe doświadczenia z Koalicją Europejską, dzieki której co prawda kilku ludowców dostało się do parlamentu europejskiego, ale na partie spadła także ostra krytyka za zdradę swoich ideałów. Z kolei PO i lewica idąc razem, bez PSL-u, do wyborów nie stworzą bardziej niż PSL konkurecyjnego bloku politycznego w kontrze do PiS-u. Sądząc, partia Grzegorza Schetyny może nawet więcej stracić niż zyskać, bowiem wyborcy, którzy głosowali na wspólny blok polityczny pod szyldem PO w wyborach europejskich, nie będą do końca wiedzieć, czy zagłosować na PSL i jego koalicję, czy też zagłosować na PO i lewicę. Rozproszenie głosów po stronie ław opozycyjnych będzie raczej służyło koalicji rządzącej pod szyldem PiS-u, niż całej opozycji, która buduje dwa konkurencyjne bloki polityczne w wyborach do Sejmu i Senatu.
                            •  
                              Dość głośno się jednak ostatnio zrobiło o tej inicjatywie politycznej, której lokomotywą będzie Donald Tusk. Czy data 4 czerwca będzie odpowiednim momentem w Polsce, by wszelkie spekulacje dotyczące nowego projektu politycznego zostały w końcu ucięte? I tak i nie, bo z jednej strony Donald Tusk i jego zaplecze samorządowców i tych, którzy nie należą do żadnej w tej chwili z partii politycznych, które tworzą opozycję anty-PiS, czego dowodem