„Nie ma ludzi nie do złamania”. Oficer GROM o brutalnym przesłuchaniu Pratasiewicza

„Nie ma ludzi nie do złamania”. Oficer GROM o brutalnym przesłuchaniu Pratasiewicza

Raman Pratasiewicz podczas „wywiadu” w państwowej telewizji białoruskiej
Raman Pratasiewicz podczas „wywiadu” w państwowej telewizji białoruskiej / Źródło: Twitter
Schwytany przez reżim Łukaszenki białoruski opozycjonista udzielił „wywiadu”, w którym m.in. chwalił dyktatora. Eksperci uważają, że 26-latek został do tego zmuszony torturami – ale nie przeszkadza to niektórym obserwatorom krytykować Białorusina. – Osoby komentujące z wygody fotela opowiadają totalne bzdury i nie mają pojęcia o rzeczywistości takiego przesłuchania – mówi ppłk Andrzej Kruczyński.

Wprost: Operatorzy jednostek specjalnych przechodzą szkolenie na ewentualność porwania, torturowania i przesłuchania. Pan też takie przeszedł?

Ppłk rez. Andrzej Kruczyński, były oficer JW 2305 GROM: Oczywiście, w GROM każdy go przechodzi w ramach podstawowego szkolenia. W Polsce od lat takie kursy organizowane są też dla cywili, np. wyjeżdżających w strefy wojenne albo dla członków rodzin biznesmenów, bo oni nadal są porywani. Nawet policja i Wojska Obrony Terytorialnej ostatnio robiły takie kursy.

Jak to wyglądało u pana?

Kurs dla operatorów obejmuje nie tylko samo przesłuchanie, ale też okres je poprzedzający. Nazywa się to kurs SERE – od angielskich słów Search, Evasion, Resistance i Escape, czyli poszukiwanie, unikanie, opór i ucieczka.

Na początku żołnierz lub kursant jest wrzucany w nieznany teren w podstawowym ubraniu i bez specjalistycznego sprzętu, który pozwoliłby mu przetrwać. Jego zadaniem jest uniknięcie schwytania przez zespół pościgowy.

Żołnierz ucieka przez kilka lub kilkanaście godzin, ale zostaje schwytany. Do tej pory na niekorzyść uciekiniera działa stres i złe warunki pogodowe, czyli już jest na osłabionej pozycji. A przed nim najgorsze.
Źródło: Wprost
-
 2

Czytaj także