Naukowcy o rekordowo niskiej powłoce lodowej na Antarktydzie. Pytają: To początek końca?

Naukowcy o rekordowo niskiej powłoce lodowej na Antarktydzie. Pytają: To początek końca?

Antarktyda, zdjęcie ilustracyjne
Antarktyda, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / fivepointsix
Rekordowo niski rozmiar lodowców notowany jest już po raz drugi w ciągu zaledwie dwóch lat. Część naukowców ostrzega, że duże spadki w tym zakresie są oznaką kryzysu klimatycznego.

Lodowa powłoka Antarktydy skurczyła się właśnie do 737 tys. mil kwadratowych, czyli około 1,91 miliona kilometrów kwadratowych. To wynik odczytu z 13 lutego tego roku, co jest najnowszym rekordem. Poprzedni najgorszy wynik odnotowano 25 grudnia ubiegłego roku i było to wówczas 741 tys, mil kwadratowych, czyli 1,92 mln km kwadratowych.

Rekordowo mały lodowiec

Ostatnie dwa lata są wyjątkowe także z tego względu, że był to jedyny taki okres od 1978 roku, kiedy wielkość lodowca na Antarktydzie spadła poniżej 2 milionów kilometrów kwadratowych. Co więcej, nie jest to „po prostu rekordowo zły odczyt”. Ted Scambos z Uniwersytetu w Colorado Boulder zwracał uwagę na bardzo gwałtownie opadający trend.

W przeciwieństwie do Arktyki, gdzie utrata powłoki lodowcowej ma generalnie stałą trajektorię, na Antarktydzie dochodzi do dużych wahnięć. Lód Antarktydy jest cieńszy niż ten w Arktyce, z większymi wzrostami zimą i głębszymi spadkami latem.

Naukowcy pytają: Czy to początek końca?

Zaledwie w 2014 roku badacze obserwowali powłokę rzędu 7,76 mln mil kwadratowych, by już w 2016 roku zauważyć ostry trend przeciwny. – Pytanie brzmi, czy zmiana klimatu dotarła do Antarktydy? Czy to początek końca? Czy lodowiec zniknie na dobre w nadchodzących latach? – rzucał w CNN Christian Haas szef Sea Ice Physics Research Section w instytucie imienia Alfreda Wegenera w Niemczech.

Na rekordowe topnienie lodu może wpływać kilka czynników. Jako jeden podaje się ogólny wzrost temperatury na świecie, a więc także w rejonie Antarktydy. Mówi się też o zachodnich wiatrach, które wpływają na topienie się lodu na morzu. Rosnąca siła wiatru przypisywana jest z kolei zanieczyszczeniom na ziemi oraz dziurą ozonową. Jedna z hipotez mówi też o pokładach ciepła, znajdującym się tuż pod powierzchnią oceanu.

Czytaj też:
W Arktyce życie jest „na wierzchu”. Obserwują je polscy biolodzy
Czytaj też:
Jak wygląda praca polarników na Grenlandii? „Jesteśmy naukowcami światła, a nie ciemności”