Ten kraj staje się militarną dyktaturą. „Zwrot ku Chinom i Rosji”

Ten kraj staje się militarną dyktaturą. „Zwrot ku Chinom i Rosji”

Protesty w Iranie po śmierci Mahsy Amini
Protesty w Iranie po śmierci Mahsy Amini Źródło: Newspix.pl / ABACA
Gorące protesty na irańskich ulicach zwiastowały kolejną rewolucją w tym kraju. Pół roku po rozpoczęciu, demonstracje niemal całkowicie wygasły, a rządzący ajatollahowie niewzruszenie trzymają władzę. – Te protesty nie były aż tak masowe jak się Zachodowi wydawało i jak Zachód by chciał. Dlatego kompletnie nie wpłynęły na politykę rządzących – mówi orientalista Marcin Krzyżanowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tymczasem Iran normalizuje relacje z Arabią Saudyjską i znów rozbudza nadzieje – tym razem na zakończenie krwawej wojny w Jemenie.

Michał Banasiak, „Wprost”: Czy jest w Iranie ktoś, kto wciąż wierzy, że zryw społeczny po śmierci Mahsy Amini i związane z nim protesty mogą obalić władzę ajatollahów?

Marcin Krzyżanowski, Uniwersytet Jagielloński: W obalenie Republiki wierzą opozycjoniści z irańskiej diaspory. Ale poza nimi, stosunkowo niewielką liczbą idealistów, reszta zdaje się pogodzić, że to jeszcze nie czas. Niechętni Republice Islamskiej starają się ją zwalczać, ale protesty po śmierci Mahsy Amini tego nie sprawią. One się już de facto zakończyły. Pozostały jeszcze jakieś pojedyncze wystąpienia.

Dlaczego w początkowej fazie, gdy protesty miały masową skalę, nie udało się doprowadzić do punktu wrzenia? Czego zabrakło demonstrantom, by doprowadzić do rewolucji?

Docierały do nas informacje, że protestował cały naród. Irańska diaspora zdołała wciągnąć zachodnią opinię publiczną w wir medialny i zarazić ją życzeniowym myśleniem, że lada chwila dojdzie do przełomu. Ale tak nie było. Protesty były bardzo liczne, ale ani razu – nawet w swoim szczycie – nie osiągnęły masy krytycznej jeśli chodzi o liczbę protestujących. Ani razu w skali całego kraju nie było na ulicach łącznie więcej niż kilkadziesiąt tysięcy osób. A mówimy przecież o 80-milionowym państwie. Protestującym nie udało się zachęcić do wyjścia na ulice wszystkich grup społecznych. Demonstrowały gównie wykształcone klasy miejskie. Robotnicy czy mieszkańcy wsi raczej się nie angażowali. Nie udało się doprowadzić do ogólnonarodowego strajku czy zamknięcia sklepów.

Protestom zabrakło liderów, którzy mogliby porwać tłumy i pokierować falą społecznego gniewu?

Liderów nie było i wciąż nie ma, przynajmniej na miejscu, co zresztą jest efektem celowej polityki władz. Wśród diaspory pojawiają się prominentne figury, pokazywane w zachodnich mediach, ale mają bardzo niewielkie poparcie w samym Iranie. Diaspora i zachodnia opinia publiczna mają niemal zerowe przełożenie na sytuację w kraju. Na lidera opozycji próbują kreować syna obalonego szacha, Cyrusa Rezę Pahlaviego, ale jego poparcie w Iranie można by mierzyć w promilach. Dużo mówi się też o Masih Alineżad, inicjatorce zrzucania hidżabów przez kobiety. Ma silną pozycję jako influencerka, ale nie przekłada się to na poparcie polityczne.

Irańczycy w kraju nie popierają postulatów podnoszonych przez diasporę?

Wśród tych haseł przewijają się nawoływania do zaostrzenia sankcji na Iran, bojkotu tego kraju przez inne kraje, a nawet interwencji zbrojnej. To jak deklaracja wypowiedzenia wojny przeciwko własnemu narodowi. Być może w imię szczytnych celów, ale koszty takich działań ponosiliby przecież sami Irańczycy.

Protesty trwały pół roku. Rewolucji nie było, ale czy cokolwiek się zmieniło?

Cały wywiad dostępny jest w 16/2023 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.