Zamachy w Bombaju : chcemy Amerykanów i Brytyjczyków

Zamachy w Bombaju : chcemy Amerykanów i Brytyjczyków

Dodano:   /  Zmieniono: 
Chcemy zakładników amerykańskich i brytyjskich - żądali w środę wieczorem od przerażonych gości hotelowych w Bombaju uzbrojeni po zęby napastnicy.

"Mówili wszystkim, by się nie ruszali, podnieśli ręce do góry, a potem pytali, czy są wśród nas Brytyjczycy lub Amerykanie" - relacjonował Anglik Alex Chamberlain, któremu udało się uciec z zaatakowanego przez terrorystów hotelu Oberoi.

"Przyjaciele mówili, żebym nie udawał bohatera, nie przyznawał się, że jestem Brytyjczykiem" - kontynuował. Jeszcze przed ucieczką Chamberlain widział zakładników wyprowadzanych przez terrorystów na wyższe piętra.

Przebywająca w hotelu przedstawicielka władz regionu madryckiego Esperanza Aguirre przyznała, że dopiero "widząc panikę w oczach hotelowego personelu zrozumiała, że to co się dzieje jest na zupełnie niespotykaną skalę". Kobiecie i  jej delegacji udało się wydostać z hotelu, ale byli oni ewakuowani jako jedni z  ostatnich.

Gdy wraz z ok. 200 osobami znaleźli się w hotelowym holu, powiedziano im, że  mają się stamtąd nie ruszać. Jednak kilka chwil później, gdy pojawiły się płomienie członkowie hiszpańskiej delegacji postanowili uciekać.

"Widziałam kałuże krwi, ale nie widziałam ani rannych, ani terrorystów" -  podkreśliła.

Dokładnie taki sam cel - zlokalizować Amerykanów lub Brytyjczyków - mieli terroryści w luksusowym hotelu Taj Mahal.

Brytyjka z Hongkongu Rakesh Patel opowiedziała, że napastnicy przyszli od  strony restauracji i kazali zakładnikom wspinać się po schodach. "Byli bardzo młodzi, prawie dzieci, nosili dżinsy i t- shirty" - opisała ich Patel, której udało się ukryć na 18. piętrze z grupą ok. 25 innych przerażonych ludzi.

"Bez wątpienia było to najgorsze doświadczenie w moim życiu. Sześć bardzo, bardzo ciężkich godzin" - opowiedziała.

Z kolei Amerykanka Marilyn Ernsteen, która z mężem zatrzymała się w Taj Mahal, początkowo wzięła wybuchy za sztuczne ognie. Nieświadomej sytuacji kobiecie pracownicy hoteli kazali zamknąć się w pokoju i zgasić światła.

W czwartek po południu w dalszym ciągu nie było jasne, czy antyterrorystom udało się uwolnić wszystkich zakładników z hotelu Taj Mahal. W zabytkowym holu hotelu wybuchł ogromny pożar, który wielu gościom odciął drogę ucieczki.

W drugim z hoteli - Oberoi - w dalszym ciągu przebywa 20-30 ludzi -  poinformował wysoki rangą przedstawiciel indyjskiego MSW, odpowiadający za  sprawy bezpieczeństwa.

Według niego ponad 10 pięter budynku zostało już oczyszczonych przez agentów ochrony. Ten sam przedstawiciel przekazał, że oczyszczono też kilka pierwszych kondygnacji hotelu Taj Mahal.

W czwartek rano terroryści zaatakowali także siedzibę żydowskiej ortodoksyjnej grupy Chabad-Lubawicz. W 12 godzin po ataku 44- letnia kucharka pracująca w ośrodku, Sandra Samuel, usłyszała na korytarzu, za drzwiami pokoju, w którym się zabarykadowała, płacz dziecka.

Kobieta błyskawicznie podjęła decyzję - otworzyła drzwi, złapała 2-letniego chłopca i uciekła razem z jeszcze jednym pracownikiem centrum. To jedyne osoby, którym dotąd udało się uciec z oblężonego budynku.

Według niej chłopiec jest synem głównego rabina Gavriela Noach Holtzberga. Dziecku nic się nie stało.

Rzeczniczka ośrodka powiedziała z Izraela, że w budynku w chwili ataku znajdowało się osiem osób, w tym rabin z żoną.

W serii skoordynowanych zamachów w Bombaju zginęło ok. 100 ludzi. Napastnicy zaatakowali wiele punktów miasta, m.in. hotele, stację kolejową oraz lotnisko.

Uzbrojeni mężczyźni w wieku 20-25 lat strzelali na oślep z broni automatycznej i rzucali w tłum granaty.

Do zamachów przyznała się mało znana do tej pory organizacja Mudżahedini Dekanu. Jest ona prawdopodobnie związana z ugrupowaniem Indyjskich Mudżahedinów, znanych z wielu ataków terrorystycznych na terenie Indii.

ND, PAP