Boening United Airlines odbywający lot nr 93 miał rozbić się na strategicznym obiekcie, stać się bombą, która zabije następne setki (?), tysiące(?) ofiar. Rozbił się w polu, grzebiąc 45 ofiar, ocalono jednak wiele istnień. Ktoś trafnie zadecydował. Kto? Pasażerowie? Siły powietrzne USA?
Jedna z hipotez głosi, że Boeinga zestrzelił nad Pensylwanią myśliwiec Sił Powietrznych USA (wojsko amerykańskie temu zaprzecza). Inna - że pasażerowie, (kilku spośród nich kontaktowało się z rodzinami przez telefony komórkowe) zorientowali się w zamiarach terrorystów i postanowili walczyć. Boening wbił się w ziemię - nawet szczegółowe badanie krateru (na zdjęciu) nie da pełnej odpowiedzi na pytanie co działo się na pokładzie. Rozważmy obie hipotezy.
**Fakty: Samolot z 45 ludźmi na pokładzie leciał z Newark (stan New Jersey) do San Francisco, kiedy nad Ohio zmienił kurs na południowo-wschodni. Boeing rozbił się w odległości ok. 130 kilometrów od Pittsburgha.
Thomas Burnett junior cztery razy telefonował we wtorek do żony z pokładu porwanego przez terrorystów samolotu, mówiąc jej, że on sam i inni pasażerowie "zamierzają coś zrobić". Nie pożegnał się. "Chciał rozwiązać tamten problem i wrócić do nas" - powiedziała wdowa, pani Deena Burnett.
Inny pasażer lotu nr 93 linii United Airlines, 31-letni Jeremy Glick, również dodzwonił się do żony przez telefon komórkowy. Jego wuj - Tom Crowley - uważa, że Glick i inni pasażerowie uznali, że jeśli już mają zginąć, to w walce.
Deena Burnett zadzwoniła ze stacjonarnego telefonu na policję, skąd przełączono ją na FBI. Rozmawiała z agentami, kiedy mąż ponownie zadzwonił na komórkę. "W tej drugiej rozmowie opowiedziałam mu o World Trade Center, bardzo się tym zainteresował i zaczął zadawać pytania. Chciał się dowiedzieć wszystkiego" - relacjonuje Deena Burnett.
W ostatniej rozmowie 38-letni Burnett powiedział żonie, że on sam i inni pasażerowie zamierzają coś zrobić. "Powiedziałam mu, żeby siedział spokojnie i nie zwracał na siebie uwagi, a on odparł: +nie+".
**Scenariusz nr 1
Pasażerowie orientują się, że na poddaniu się rozkazom porywaczy i tak nie zyskują nic. Gdy posłuchają - zginą. Gdy nie - może pojawi się szansa na cudowne ocalenie? Są zdesperowani, ofiary rzucają się na katów. Tłum pasażerów ma przewagę nad garstką terrorystów, o ile jest odpowiednio zdeterminowany, jest świadom, że terrorysta może zabić tylko kilku z nich, pistoletem, czy plastikowym nożem, zanim zmiażdży go ciżba. Dziś wiemy, że najprawdopodobniej terroryści nie mieli broni palnej. Może domyślił się tego ktoś z pasażerów (wśród nich mógł być policjant, żołnierz, osoba przeszkolona) i pociągnął za sobą kilkunastu śmiałków? To wystarczyło do pokrzyżowania planów zamachowców, do uratowania życia - nie. Samolot zaczął pikować i rozbił się o ziemię.
Scenariusz nr 2
Oficer amerykańskiej obrony powietrznej długo się wahał. Wahanie kosztowało życie tysięcy ofiar pogrzebanych pod gruzami WTC, setek - w ataku na Pentagon. Od pierwszego ataku upłynęło więcej niż 20 min. Choć wieże WTC jeszcze nie runęły: upłynęło wystarczająco dużo czasu, by zorientować się, że porywacze traktują wypełnione pasażerami samoloty jak bomby przeznaczone do zebrania jeszcze większego żniwa śmieci. Że pasażerów i tak nie uratuje już nic. Podejmuje decyzję o zestrzeleniu samolotu.
** Oficjalne oświadczenia
Federalne Biuro Śledcze (FBI) nie wyklucza, że samolot United Airlines, został zestrzelony przez myśliwiec amerykański. "Nie wykluczyliśmy tego" - powiedział w czwartek agent FBI Bill Crowley na konferencji prasowej, zapytany o doniesienia, według których porwany przez terrorystów Boeing 757 United Airlines został zestrzelony.
Departament Obrony zdecydowanie zaprzeczał, jakoby Siły Powietrzne USA zestrzeliły porwaną maszynę, żeby nie dopuścić do jej lotu nad Waszyngton.
**"Ktoś bohatersko zapobiegł rozbiciu się tego samolotu na zamieszkanym obszarze" - mówił republikański kongresman John Murtha.
Uratował tysiące istnień. Nie wiadomo kto.
les, pap
**Fakty: Samolot z 45 ludźmi na pokładzie leciał z Newark (stan New Jersey) do San Francisco, kiedy nad Ohio zmienił kurs na południowo-wschodni. Boeing rozbił się w odległości ok. 130 kilometrów od Pittsburgha.
Thomas Burnett junior cztery razy telefonował we wtorek do żony z pokładu porwanego przez terrorystów samolotu, mówiąc jej, że on sam i inni pasażerowie "zamierzają coś zrobić". Nie pożegnał się. "Chciał rozwiązać tamten problem i wrócić do nas" - powiedziała wdowa, pani Deena Burnett.
Inny pasażer lotu nr 93 linii United Airlines, 31-letni Jeremy Glick, również dodzwonił się do żony przez telefon komórkowy. Jego wuj - Tom Crowley - uważa, że Glick i inni pasażerowie uznali, że jeśli już mają zginąć, to w walce.
Deena Burnett zadzwoniła ze stacjonarnego telefonu na policję, skąd przełączono ją na FBI. Rozmawiała z agentami, kiedy mąż ponownie zadzwonił na komórkę. "W tej drugiej rozmowie opowiedziałam mu o World Trade Center, bardzo się tym zainteresował i zaczął zadawać pytania. Chciał się dowiedzieć wszystkiego" - relacjonuje Deena Burnett.
W ostatniej rozmowie 38-letni Burnett powiedział żonie, że on sam i inni pasażerowie zamierzają coś zrobić. "Powiedziałam mu, żeby siedział spokojnie i nie zwracał na siebie uwagi, a on odparł: +nie+".
**Scenariusz nr 1
Pasażerowie orientują się, że na poddaniu się rozkazom porywaczy i tak nie zyskują nic. Gdy posłuchają - zginą. Gdy nie - może pojawi się szansa na cudowne ocalenie? Są zdesperowani, ofiary rzucają się na katów. Tłum pasażerów ma przewagę nad garstką terrorystów, o ile jest odpowiednio zdeterminowany, jest świadom, że terrorysta może zabić tylko kilku z nich, pistoletem, czy plastikowym nożem, zanim zmiażdży go ciżba. Dziś wiemy, że najprawdopodobniej terroryści nie mieli broni palnej. Może domyślił się tego ktoś z pasażerów (wśród nich mógł być policjant, żołnierz, osoba przeszkolona) i pociągnął za sobą kilkunastu śmiałków? To wystarczyło do pokrzyżowania planów zamachowców, do uratowania życia - nie. Samolot zaczął pikować i rozbił się o ziemię.
Scenariusz nr 2
Oficer amerykańskiej obrony powietrznej długo się wahał. Wahanie kosztowało życie tysięcy ofiar pogrzebanych pod gruzami WTC, setek - w ataku na Pentagon. Od pierwszego ataku upłynęło więcej niż 20 min. Choć wieże WTC jeszcze nie runęły: upłynęło wystarczająco dużo czasu, by zorientować się, że porywacze traktują wypełnione pasażerami samoloty jak bomby przeznaczone do zebrania jeszcze większego żniwa śmieci. Że pasażerów i tak nie uratuje już nic. Podejmuje decyzję o zestrzeleniu samolotu.
** Oficjalne oświadczenia
Federalne Biuro Śledcze (FBI) nie wyklucza, że samolot United Airlines, został zestrzelony przez myśliwiec amerykański. "Nie wykluczyliśmy tego" - powiedział w czwartek agent FBI Bill Crowley na konferencji prasowej, zapytany o doniesienia, według których porwany przez terrorystów Boeing 757 United Airlines został zestrzelony.
Departament Obrony zdecydowanie zaprzeczał, jakoby Siły Powietrzne USA zestrzeliły porwaną maszynę, żeby nie dopuścić do jej lotu nad Waszyngton.
**"Ktoś bohatersko zapobiegł rozbiciu się tego samolotu na zamieszkanym obszarze" - mówił republikański kongresman John Murtha.
Uratował tysiące istnień. Nie wiadomo kto.
les, pap