Zdaniem ekspertów, część broni pozostaje też na Synaju, przyczyniając się do destabilizacji sytuacji na półwyspie graniczącym z Izraelem. Wykorzystują ją islamscy rebelianci i beduińskie gangi w walce z egipskimi siłami rządowymi o kontrolę nad terytorium. Z tego powodu Izrael wyraził nawet zgodę na wysłanie tam przez Egipt oddziałów pancernych, choć zakazuje tego układ pokojowy egipsko-izraelski z 1979 roku.
Właśnie z Synaju miała też wtargnąć na terytorium Izraela grupa bojowników, którzy dokonali w czwartek serii zamachów pod Ejlatem, zabijając ośmiu Izraelczyków. Źródła wywiadowcze twierdzą, że ilość oręża przerzucanego z Libii miała już nawet przewyższyć tę, która dociera do Strefy Gazy bardziej skomplikowanym szlakiem z Iranu - najpierw drogą morską, a następnie poprzez Sudan i Egipt.
Izrael obawia się, że przemyt broni z Libii ustanie nieprędko, bowiem po prawdopodobnym obaleniu Muammara Kadafiego przyszłe władze w Trypolisie będą potrzebowały wielu miesięcy, by zapanować nad poszczególnymi jednostkami wojska, nie mówiąc już o uzbrojonych plemionach. Jeszcze trudniejsza będzie kontrola nad liczącą ponad 1100 km pustynną granicą między Libią a Egiptem, która jest rajem dla przemytników.
zew, PAP
