Korea Południowa i USA chcą zwiększyć aktywność wywiadowczej wobec Korei Północnej i uproszczenie procedur użycia broni przez jednostki południowokoreańskie.
Korea Południowa wzmocniła środki bezpieczeństwa po tym, gdy w niedzielę dwa północnokoreańskie statki patrolowe wpłynęły na sporne wody graniczne i ostrzelały łodzie z Południa, zabijając czterech marynarzy i raniąc 19.
Obie strony obwiniają się wzajemnie o sprowokowanie incydentu, najpoważniejszego tego rodzaju od trzech lat.
W poniedziałek po południu minister obrony Korei Południowej Kim Dong Szin spotkał się z dowódcą wojsk amerykańskich w tym kraju generałem Leonem LaPorte, z którym rozmawiał o zmianie reguł postępowania w przypadku takich incydentów, tak aby zminimalizować straty i zniszczenia.
Zgodnie z obowiązującymi obecnie zasadami, południowokoreańskie okręty muszą przejść przez pięciopunktową procedurę zanim otworzą ogień i nie mogą tego uczynić, o ile nie zostaną zaatakowane.
LaPorte powiedział, że wojska amerykańskie wzmocnią monitorowanie Korei Północnej, wysyłając więcej samolotów w okolice strefy zdemilitaryzowanej, która rozdziela oba państwa koreańskie. W Korei Południowej stacjonuje 37.000 żołnierzy USA.
Tymczasem prezydent Korei Południowej Kim De Dzung zapowiedział, że mimo incydentu będzie kontynuował swoją "politykę słonecznego blasku" - otwarcia wobec Północy.
nat, pap
Obie strony obwiniają się wzajemnie o sprowokowanie incydentu, najpoważniejszego tego rodzaju od trzech lat.
W poniedziałek po południu minister obrony Korei Południowej Kim Dong Szin spotkał się z dowódcą wojsk amerykańskich w tym kraju generałem Leonem LaPorte, z którym rozmawiał o zmianie reguł postępowania w przypadku takich incydentów, tak aby zminimalizować straty i zniszczenia.
Zgodnie z obowiązującymi obecnie zasadami, południowokoreańskie okręty muszą przejść przez pięciopunktową procedurę zanim otworzą ogień i nie mogą tego uczynić, o ile nie zostaną zaatakowane.
LaPorte powiedział, że wojska amerykańskie wzmocnią monitorowanie Korei Północnej, wysyłając więcej samolotów w okolice strefy zdemilitaryzowanej, która rozdziela oba państwa koreańskie. W Korei Południowej stacjonuje 37.000 żołnierzy USA.
Tymczasem prezydent Korei Południowej Kim De Dzung zapowiedział, że mimo incydentu będzie kontynuował swoją "politykę słonecznego blasku" - otwarcia wobec Północy.
nat, pap