Nietykalny

Nietykalny

Wpędza kraje w długi, co chwila ląduje w centrum korupcyjnej afery, a mimo to na całym świecie przyjmowany jest z honorami. Poznajcie SEPPA BLATTERA.

To miał być mundial nad mundialami. Jeszcze kilka miesięcy temu prezydent Brazylii Dilma Rousseff i przewodniczący FIFA Sepp Blatter zgodnie rozkoszowali się twierdzeniem, że takich mistrzostw świata nie było nigdy wcześniej i długo nie będzie. Największe, najbardziej kolorowe i radosne święto piłki nożnej w historii. W końcu futbol wraca do domu, do kraju, gdzie jest religią, którego piłkarze zdobywali Puchar Świata aż pięć razy. Na razie zanosi się jednak na porażkę. Mistrzostwa zaczynają się za tydzień, a na niektórych stadionach wciąż trwają prace wykończeniowe. Na ulicach miast gospodarzy każdego dnia protestują tysiące ludzi. Brazylijczycy są wściekli na mundial. Zamiast horrendalnych kwot wydawanych na areny woleliby dostać nowe mieszkania, szkoły i szpitale. Komitety niezadowolonych zapowiadają strajki przed każdym z 64 meczów. Za punkt honoru obrały sobie uniemożliwienie rozegrania przynajmniej jednego spotkania. W ostatnim badaniu opinii publicznej radość z bycia gospodarzem mundialu wyraziło tylko 48 proc. Brazylijczyków. Porażka ma jedną twarz. Seppa Blattera.

MILIONY PROBLEMÓW

„Blatter to złodziej, największy szantażysta w światowym sporcie, sprzedawczyk i po prostu skur...syn, który zarabia miliony na naszym kraju”. To komentarz sfrustrowanego internauty? Nie. To słowa słynnego Romária, legendarnego napastnika, mistrza świata z 1994 r., a od kilku lat także brazylijskiego senatora. To jeden z niewielu przedstawicieli miejscowych elit politycznych, który nie boi się otwarcie mówić tego, co o przewodniczącym FIFA sądzi większość jego rodaków. W ubiegłym tygodniu hakerzy włamali się na oficjalną stronę mistrzostw. Umieścili na niej filmik ze Szwajcarem w roli głównej. Blatter najpierw tańczy do idiotycznej muzyki, a potem ze zdziwieniem patrzy na informacje o tym, że mundial to absolutne zło. Wątpliwe, żeby się tym przejął. Ma na głowie inne sprawy. Równolegle z gromami za brazylijski bałagan spadają na niego oskarżenia dotyczące mistrzostw świata w 2022 r. Na ich gospodarza FIFA wybrała Katar, co od początku wywoływało kontrowersje. Podstawowym problemem jest to, że mundial rozgrywany jest latem, a na Półwyspie Arabskim temperatury przekraczają wtedy 50 st.C. Działacze piłkarskiej centrali machali ręką i mówili, że mistrzostwa można przecież przenieść na zimę. Spotkało się to z protestami ze strony najsilniejszych klubów świata, dla których to środek sezonu.

Niespodziewanie w zeszłym miesiącu Sepp Blatter przyznał, że wybór Kataru na gospodarza imprezy mógł być błędem. – Raport techniczny jasno wskazał, że latem jest tam za gorąco, by grać w piłkę – przyznał Szwajcar. Gary Lineker, słynny angielski piłkarz, kpił na Twitterze: „Naprawdę musieli wynająć agencję badawczą, żeby się tego dowiedzieć? Zajęło im trzy lata, żeby się zorientować, że latem w Katarze jest gorąco? Mogłem im to powiedzieć za darmo”. Szerokim echem odbiły się także informacje, że podczas budowy katarskich stadionów zginęło już ponad 50 nepalskich robotników. Są tam traktowani jak niewolnicy. Blatter, jak to ma w zwyczaju, oświadczył, że FIFA nie ponosi odpowiedzialności za te wydarzenia.

Prawdziwa bomba wybuchła jednak w ubiegłym tygodniu. Brytyjski „Sunday Times” napisał, że jest w posiadaniu ponad miliona (!) dokumentów (m.in. e-maili i potwierdzeń dokonanych przelewów bankowych), które mają być dowodem na to, że były prezes azjatyckiej federacji Muhammad bin Hammam skorumpował czterech działaczy z Afryki i zapłacił im w sumie 5 mln dolarów za to, by głosowali za kandydaturą Kataru. Natychmiast odezwał się brytyjski minister sportu, który zaczął się domagać dymisji Seppa Blattera. Tyle że to wołanie na puszczy. Żaden polityk świata nie może mu wiele zrobić, bo zarówno związek piłkarski, jak i jego szef znajdują się poza kontrolą.

JAK PREZYDENT

78-letni Szwajcar to jeden z najpotężniejszych ludzi świata. Gdy jedzie z wizytą, traktowany jest jak głowa państwa. Po wygranych przez Baracka Obamę wyborach prezydenckich w 2008 r. Blatter był jego pierwszym gościem, chociaż nie rządzi żadnym krajem. Jest za to przewodniczącym FIFA, organizacji, która zrzesza więcej państw niż ONZ, a jej roczne dochody przekraczają kilka miliardów euro. Ale siła Szwajcara nie opiera się na wielkich pieniądzach. Za jego potęgę odpowiadają dwa czynniki: całkowity brak kontroli i wpływ na polityczną rzeczywistość. – Sepp Blatter od 16 lat rządzi FIFA. Wielu polityków z całego świata jest zamieszanych w różne afery przy okazji organizacji mistrzostw świata. Ci wszyscy ludzie mają wobec niego dług wdzięczności. To sprawia, że jest nietykalny – tłumaczy dziennikarz francuskiego „L’Equipe” Eric Champel. Co więcej, tylko FIFA ma nadzór nad krajowymi związkami piłkarskimi. Ilekroć rządy państw próbują w nie ingerować, walcząc z korupcją lub układami, piłkarska centrala wkracza do akcji i grozi wykluczeniem reprezentacji i klubów z międzynarodowych rozgrywek. W Polsce ostatni raz przerabialiśmy to kilka lat temu, kiedy ówczesny minister sportu Mirosław Drzewiecki próbował zrobić porządek w PZPN. Ostatnio do podobnej sytuacji doszło w Urugwaju.

SETKI PRZELEWÓW

Brak kontroli dotyczy nie tylko krajowych związków, ale też finansów FIFA. Organizacja mająca siedzibę w Szwajcarii nikomu nie musi się tłumaczyć ani ze swoich zysków, ani z tego, komu przelewa pieniądze. Chociaż śledztwo przeciwko FIFA prowadzi dziś m.in. FBI, najpewniej sam Blatter niespecjalnie się tym przejmuje. Do tej pory wszystkie podobne historie kończyły się niczym. Tak było w sprawie afery ze szwajcarską firmą ISL, założoną przez Horsta Dasslera, syna założyciela Adidasa. FIFA sprzedała jej prawa do dysponowania prawami do transmisji z mundialu i podpisywania umów sponsorskich. Umowa była niekorzystna dla FIFA (organizacja dostawała 75 proc. otrzymanych przez ISL pieniędzy), mimo to Blatter nie chciał z niej zrezygnować.

Według brytyjskiego dziennikarza Andrew Jenningsa, który cały proceder opisał w książce „Faul”, działo się tak, bo ISL było pośrednikiem w przekazywaniu łapówek politykom i działaczom na całym świecie. Dopiero kiedy firma zbankrutowała, likwidator odkrył, że wykonywano z jej kont setki przelewów w egzotycznych kierunkach, m.in. do krajów afrykańskich i na Karaiby. Według prokuratora badającego sprawę, były to łapówki dla działaczy FIFA, którzy dostawali dolę w zamian za oddawanie praw marketingowych ISL. Chodzi o niemal 100 mln euro, które trafiły do kieszeni działaczy. Cios w serce Seppa Blattera? W żadnym wypadku. Z funduszu miał zresztą korzystać on sam, kandydując na przewodniczącego FIFA w 1998 r. Według swoich przeciwników miał płacić afrykańskim działaczom po 100 tys. dolarów za oddanie na niego głosu. Jeden z Somalijczyków, który odmówił przyjęcia łapówki, nagłośnił sprawę wraz z dokumentacją. Efekt? Blatter nałożył na niego dziesięcioletni zakaz pracy w futbolu z powodu „rozsiewania złośliwych plotek”.

SZWAJCARSKI SEN

O politycznej potędze Szwajcara świadczą ostatnie wybory na przewodniczącego FIFA. Wygrał je jednogłośnie, bo... nie było innego kandydata. Dwa lata temu zapowiedział, że obecna kadencja jest jego ostatnią. Ale w tym roku już zmienił zdanie: – Zamierzam wystartować w wyborach 2015 r. Mam 78 lat, ale zdrowie mi dopisuje, a w futbolu wciąż do wykonania jest mnóstwo pracy.

Akurat pracy szwajcarski działacz nigdy się nie bał. Chociaż dla milionów kibiców na świecie jest symbolem złego bogacza, kiedy dorastał, w jego domu się nie przelewało. Jako nastolatek zarabiał pieniądze, pracując w hotelach i restauracjach. Grał też amatorsko w piłkę, ale szybko odkrył, że lepiej sprawdzi się w sporcie w innej roli. Chwilę pracował jako dziennikarz, potem był sekretarzem Szwajcarskiej Federacji Hokeja. Na jego karierę największy wpływ miała praca w Longines, słynnej firmie produkującej zegarki, a także sprzęt do pomiaru czasu na imprezach sportowych. To dzięki temu pojechał na igrzyska do Monachium i Montrealu, gdzie zdobył kontakty i doświadczenie. Stamtąd w 1975 r. trafił do FIFA, gdzie od razu został dyrektorem technicznym. Trafił pod skrzydła ówczesnego przewodniczącego organizacji – Brazylijczyka João Havelange’a. To jego Blatter zastąpił w 1998 r. Szybko też otoczył się zaufanymi ludźmi. Lojalność wobec siebie stawiał zdecydowanie ponad uczciwość, tolerując np. kolejne skandale z udziałem wiceprzewodniczącego FIFA Jacka Warnera, któremu udowodniono m.in. przyjmowanie łapówek za sprzedaż biletów na mecze kolejnych mundiali. Warner jako prezes CONCACAF (odpowiednik UEFA na obydwie Ameryki) zapewniał mu jedną trzecią głosów w czasie wyborów w FIFA.

NAJDROŻSZE MISTRZOSTWA ŚWIATA

Blatterowi nie szkodzą też kolejne wizerunkowe wpadki. Co chwila głośno o jego pomysłach, które miałyby zrewolucjonizować futbol, a które przyjmowane są mieszanką zdziwienia i śmiechu. „Ma 50 pomysłów dziennie, z czego 51 złych” – napisał kiedyś o Szwajcarze brytyjski pisarz Brian Glanville. Blatter chciał np. zrezygnować ze spalonego i powiększyć bramki tak, żeby w meczu padało przynajmniej kilkanaście goli.

W Brazylii jednak nikomu nie jest do śmiechu. Koszt organizacji mistrzostw w ojczyźnie Pelego przekroczy 12 mld dolarów (drugi najdroższy mundial w historii w Niemczech w 2006 r. kosztował trzy razy mniej). Największe oburzenie Brazylijczyków wzbudza to, że większość zysku z mistrzostw skasuje FIFA. Chcąc załagodzić sytuację, Blatter w maju zapowiedział, że organizacja przekaże brazylijskiemu rządowi 100 mln dol arów. Wobec 4 miliardów, które zarobi na imprezie, brzmi to jak jałmużna. Szwajcar, zniesmaczony manifestacjami, próbował udobruchać Brazylijczyków w inny sposób. W specjalnym liście napisał do nich, że, owszem, rozumie ich rozgoryczenie z powodu sytuacji ekonomicznej, ale nie powinni mieszać do tego futbolu. „Przecież w Afganistanie albo Syrii jest znacznie gorzej niż u was. Tam każdego dnia giną tysiące ludzi, ale nikt nie obraża się na piłkę nożną. Powinniście pomyśleć tak samo. Traktować futbol jako czystą radość” – przekonywał. O pieniądzach, układach i polityce nie napisał ani słowa. ■

Okładka tygodnika WPROST: 24/2014
Więcej możesz przeczytać w 24/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także