Gwałtowne walki między partyzantami a wojskami amerykańskimi toczyły się w czwartek rano również w Ramadi i Faludży oraz w Bakubie (wszystkie trzy miasta leżą w tzw. trójkącie sunnickim). W Bakubie i Ramadi starcia zaczęły się o świcie od ostrzelania komisariatów z karabinów automatycznych i rakietowych granatników przeciwpancernych. Do walk między partyzantami sunnickimi a żołnierzami amerykańskiej piechoty morskiej doszło też w Faludży, gdzie zestrzelono jeden z amerykańskich helikopterów. Załoga wyszła z opresji bez szwanku. Wielu mieszkańców Faludży zaczęło opuszczać miasto.
W czasie czwartkowych zamachów terrorystycznych i walk zginęło w całym Iraku ok. 100 osób - podały wieczorem źródła koalicyjne. Poprzednie informacje irackiego Ministerstwa Zdrowia mówiły o 85 zabitych, w tym trzech żołnierzach USA, i 320 rannych. Ofiary to głównie członkowie sił bezpieczeństwa nowego Iraku. Cytowane przez Reutera źródło w siłach koalicyjnych podało, że 62 osoby zginęły w Mosulu, a w Bakubie od 20 do 30. Poza tym mężczyzna z teczką lub walizką wysadził się w powietrze w Bagdadzie, zabijając "paru ludzi".
Do ataków przyznała się powiązana z Al-Kaidą grupa jordańskiego ekstremisty islamskiego Abu Musaba al-Zarkawiego.
"Wasi bracia w Dżamiat al-Tawhid i Dżihad przeprowadzili zakrojone na dużą skalę uderzenie w kilku regionach kraju, łącznie z atakami na (...) agentów policyjnych i szpiegów oraz na armię iracką wraz z jej amerykańskimi braćmi" - głosi arabskojęzyczne oświadczenie, umieszczone na jednej ze stron internetowych, wykorzystywanych przez islamistów.
"Wasi bracia w brygadzie męczenników przeprowadzili też kilkanaście błogosławionych operacji, w tym pięć w Mosulu przeciwko pięciu komisariatom policji, dwie w Bakubie i kolejną w Ramadi" - głosi oświadczenie.
Jeszcze zanim ukazało się to oświadczenie, premier Iraku Ijad Alawi oskarżył grupę Zarkawiego o dokonanie zamachów w Mosulu. Alawi twierdził jednak, że ataki, do których doszło w czwartek w różnych miastach irackich, zapewne nie były skoordynowane. Uznał, że odpowiedzialność za akty przemocy w Bakubie i Ramadi prawdopodobnie ponoszą byli działacze partii Baas, lojalni wobec Saddama Husajna.
W Bakubie grupa Zarkawiego rozpowszechniła komunikat, wzywający mieszkańców, żeby "zastosowali się do poleceń ruchu oporu i nie opuszczali swych domów, kiedy się ich o to prosi".
"W nadchodzących dniach zostaną przeprowadzone ataki na siły okupacyjne i współpracujących z nimi" - czytamy w oświadczeniu. "Wszelki opór wobec tych poleceń narazi opierających się na śmierć i zniszczenie ich domów".
Natomiast Armia Mahdiego, milicja radykalnego szyickiego przywódcy Muktady al-Sadra, ogłosiła wieczorem "natychmiastowe" zawieszenie broni i zadeklarowała, że będzie odtąd współpracować w ochronie żywotnych urządzeń irackich przed atakami "terrorystycznymi". "Zważywszy nadzwyczajną sytuację, w jakiej znalazł się nasz naród, zdecydowaliśmy zaprzestać od tego wieczora operacji wojskowych w granicach Miasta Sadra (chodzi o szyickie przemieście Bagdadu) aż do nowego rozkazu" - głosi komunikat Komitetu Centralnego Armii Mahdiego, rozpowszechniony po serii czwartkowych zamachów w regionach kontrolowanych przez sunnitów.
"Wszyscy członkowie Armii Mahdiego mają podporządkować się tej decyzji pod groźbą usunięcia z jej szeregów" - dodaje komunikat, odczytany przez głośniki umieszczone na wieżyczkach meczetów na szyickim przedmieściu Bagdadu.
Ataki na nowe władze nasilają się w miarę zbliżania się terminu przekazania władzy irackiemu rządowi . W czwartek zachodni doradcy przekazali w Bagdadzie Irakijczykom kontrolę nad 11 resortami, które były jeszcze kierowane przez koalicję. Oznacza to, że na sześć dni przed oficjalnym przekazaniem władzy rządowi irackiemu Irakijczycy kierują już wszystkimi 25 resortami. Około 200 cudzoziemców, głównie Amerykanów i Brytyjczyków, pozostanie w irackich ministerstwach jako konsultanci.
Wśród ministerstw, które od czwartku kontrolują Irakijczycy, są resorty obrony, spraw wewnętrznych i sprawiedliwości.
ss, em, pap