MENU

Dodano:   /  Zmieniono: 
Płyty
Drugi solowy album Piaska "Popers" to dwanaście przyjemnie zagranych i nowocześnie zaaranżowanych popowych piosenek. Brakuje wprawdzie hitów, ale za to słychać, że muzyk konsekwentnie poszukuje własnego wizerunku. Zgrabny pop, delikatny funk, lekko jazzujące aranże są atutami płyty, która dowodzi, że piosenkarz nie chce być plastikowym idolem. Może wreszcie jakiś dobry producent wykorzystałby możliwości wokalne Andrzeja Piasecznego oraz zadbał o dobór atrakcyjniejszych piosenek. Piasek może być polskim George'em Michaelem, czeka go jednak jeszcze dużo pracy.


Po dwudziestu latach kariery usłanej artystycznymi i komercyjnymi sukcesami grupa The Cure, a właściwie jej lider Robert Smith, nadal jest dekadenckim, melancholijnym marzycielem, który bez oglądania się na mody realizuje swoje wizje. Nowy album "Bloodflowers" to prawie godzina muzyki, w której desperacja, nostalgia i patos tworzą niepowtarzalny klimat. Zespół proponuje kolejną porcję ultraemocjonalnej, nieco chorej muzyki pop, bezpardonowo atakującej zmysły. Ponadjedenastominutowy psychodeliczno-hendriksowski "Watching Me Fall" to kwintesencja dorobku Smitha. Bez hitów, ale i bez wpadek.


Wydarzenia: Polska
Wystawę "Stulecie Polaków" - prezentowaną wcześniej w Zamku Królewskim w Warszawie i salach Palazzo Blumenstihl w Rzymie - można zwiedzać teraz w Muzeum Historii Fotografii w Krakowie. Ostatni wiek naszej historii przedstawiony jest tu interesująco i w sposób daleki od sztampy. I tak rok 1968 zamyka się w zdjęciu wyruszających na emigrację Polaków pochodzenia żydowskiego. Są i fotografie portretowe, między innymi Jana Pawła II, Józefa Piłsudskiego, Marii Skłodowskiej-Curie, Heleny Modrzejewskiej, Tadeusza Kantora czy Wisławy Szymborskiej. Polityków reprezentują Bolesław Bierut, Edward Gierek, Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski. Wystawa w Krakowie otwarta jest do końca marca. 4 kwietnia przeniesiona zostanie do Pałacu Opatów w Gdańsku Oliwie. Patronem medialnym ekspozycji jest tygodnik "Wprost".

Jarosław Knap
Agent J-23 znowu nadaje z Wrocławia" - pod takim hasłem odbyły się w tym mieście Pierwsze Nieustające Mistrzostwa Polski w Oglądaniu "Stawki większej niż życie", czyli Non Stop Kloss. Imprezę przygotował z okazji swoich dziesiątych urodzin dolnośląski oddział "Gazety Wyborczej". Osiemnaście odcinków serialu wyświetlano we Wrocławskim Teatrze Lalek. Na filmowy maraton wielbiciele agenta J-23 zjechali z całej Polski. Dla fanów Klossa, którzy nie zmieścili się w sali, w centrum miasta ustawiono duży ekran i zorganizowano trwającą dwa dni projekcję najciekawszych fragmentów serialu. Podczas Non Stop Kloss można się było przekonać między innymi o tym, że agent J-23 w przeciwieństwie do Jamesa Bonda, który był wierny martini, w każdym odcinku raczy się innym trunkiem. Wrocławska impreza ogromną popularność zawdzięczała zapewne sławie Hansa Klossa, ale i nagrodzie (10 tys. zł) ufundowanej dla najlepszego znawcy serialu. Uczestnicy konkursu musieli odpowiedzieć na hasło: "Ładna pogoda", powiedzieć, gdzie rosną "najlepsze kasztany", zacytować list Klossa do Stadkego. Niektórzy konsultowali się ze znajomymi przez telefony komórkowe, a w toalecie można było znaleźć ściągi.

W Teatrze Wielkim w Łodzi wystawiono po raz pierwszy w Polsce "Dialogi karmelitanek" Francisa Poulenca. To jedna z najciekawszych premier operowych w tym sezonie. Wyróżnia się piękną i spójną wizją Krzysztofa Kelma, reżysera i scenografa. Napięcie budowane jest za pomocą wręcz ascetycznych środków. Dramat Georges'a Bernanosa, będący podstawą libretta, na pierwszy rzut oka wydaje się nieefektowny. Cóż ciekawego może się dziać w klasztorze? Rzecz rozgrywa się jednak podczas rewolucji francuskiej, a mniszki są zmuszone do wyboru: albo zakonnice wspinają się na ogromny szafot, podczas gdy w tle ukazuje się wielka czerwona płachta. Zwrócić uwagę należy również na znakomite przygotowanie muzyczne zespołu pod kierownictwem Tadeusza Kozłowskiego. wyprą się wiary i ideałów, albo dobrowolnie skażą się na męczeństwo. Koszmar terroru przenika przez grube mury. Atmosfera zagęszcza się, kiedy w finale


Kontrowersyjną interpretacją "Króla Rogera" Karola Szymanowskiego Mariusz Treliński kolejny raz udowodnił, że jest fascynującą osobowością reżyserską (premiera w Operze Narodowej 10 marca). Dzieło to nie jest zbyt popularne ze względu na brak wyrazistej akcji dramatycznej i niejasność treści. Niektórzy dosłownie interpretują zauroczenie sycylijskiego króla Rogera pięknym Pasterzem (po wystawieniach w Stanach Zjednoczonych część publiczności uznała, że to wspaniała gejowska opera). Oczywiście posmak homoseksualizmu jest tu wyraźny, ale sprowadzanie problematyki utworu do tego tematu jest spłaszczeniem. Ważniejsze są tu kwestie światopoglądu i wiary (konfrontacja Boga represyjnego z Bogiem ekstatycznym). W realizacji Trelińskiego znikły wszelkie odniesienia do dawnej Sycylii, czas i miejsce są nieokreślone, tylko prawosławne chóry we wstępie i wnętrze katedry w drugim akcie przypominają o osadzeniu dramatu w chrześcijaństwie. Reżyser wprowadził tajemnicze białe postacie nagich efebów, będących wyrazem zwątpień i myśli Rogera. Podobny do nich jest Pasterz, przypominający raczej Draculę albo wysłannika obcej cywilizacji. Logiczną konsekwencją jest więc wizja z trzeciego aktu: zwampiryzowane białe postacie wyłaniające się z płytkich grobów, Pasterz spływający z nieba wśród laserowych światełek i migających cyferek jak z gier komputerowych. Wyzwolenie się Rogera spod władzy Pasterza i końcowa iluminacja mają tu jeszcze większą moc niż w oryginale. To "Król Roger" na dziś - dla miłośników science fiction i fantasy. Tylko przepiękna, pełna egzotycznego czaru muzyka Szymanowskiego jest z innego świata.
Więcej możesz przeczytać w 12/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0