Zombi z Woronicza

Zombi z Woronicza

Dodano:   /  Zmieniono: 
Widzowie wierzą w kryzys finansowy w telewizji, który rzekomo musi być przezwyciężony dalszą jej komercjalizacją


  1. Rada programowa telewizji publicznej powołana przez Sejm, Senat i Krajową Radę Radiofonii i Telewizji zebrała się w gościnnie udostępnionej sali sejmowej przy ulicy Senackiej na swobodną dyskusję o tym, czy misja telewizji publicznej jest realizowana, czy nie. Rada jest o wiele bardziej niż władze telewizji zróżnicowana w swych sympatiach politycznych i światopoglądowych, dlatego jej dyskusje są gorące i ostre. Dość powiedzieć, że Krzysztof Teodor Toeplitz, jeden z dwóch zagajających dyskusję członków rady, twierdził, iż zagrożenia nie ma ze strony czynników politycznych, lecz tylko ze strony rynku. Drugi, Jan Dworak, uważał, że niezależnie od nacisków rynkowych grzech pierworodny TVP stanowi jej upolitycznienie, wyrażające się w doborze zarządu i rady nadzorczej - odpowiednio do układu sił politycznych w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.
    Nawet wyrobionemu politycznie obywatelowi nie jest łatwo się w tym wszystkim zorientować, więc przypomnę, że telewizja publiczna w Polsce jest spółką akcyjną, której jednoosobowe zgromadzenie akcjonariuszy stanowi każdorazowy minister skarbu, a rada nadzorcza powołująca zarząd jest mianowana przez konstytucyjny organ, jakim jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Ponieważ telewizja publiczna ma być publiczna, więc jest jeszcze rada programowa, do której należę i gdzie za 210 zł miesięcznej diety dokonuje się oceny, na ile program jest zgodny z rozmaitymi kryteriami ustawowymi, takimi jak wysoki poziom artystyczny i rzetelna informacja. Oceny naszej rady nie mają jednak żadnej mocy obowiązującej dla zarządu spółki. Jest on rozliczany pod każdym względem przez radę nadzorczą. Ponieważ telewizja publiczna jest spółką prawa handlowego, więc zarząd odmawia z kolei informacji o tym, ile zarabia i co oraz za ile sprzedaje. Rzecz jas-na, odmawia nie tylko czynnikowi kontroli publicznej, jakim jest rada programowa, ale także Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Jeden z jej członków poinformował nas podczas narady, że po miesiącach odmów i zwłok ustalono wreszcie, iż w 2000 r. w zarządzie telewizji publicznej zarabiało się około 64 tys. zł miesięcznie.

  2. Konferencja przy ulicy Senackiej dała jej uczestnikom, wśród których było wielu wybitnych ludzi kultury i polityki, okazję do wymiany informacji i ocen w poczuciu pełnego bezpieczeństwa. Poseł Iwona Śledzińska-Katarasińska przypomniała, że urzędnicy TVP odmówili radzie programowej pomocy w organizowaniu tej dyskusji. Uzasadniono to tym, że rada programowa nie ma prawa zajmować się oceną wykonywania przez zarząd misji publicznej. Smok Woronicza jest doprawdy groźny, fuczy i straszy wyziewami siarki, a przede wszystkim forsą i groźbą jej odebrania.

  3. Senator Kazimierz Kutz rozpoczął serię diagnoz, mówiąc, że TVP gnije, a proces ten jest nieodwracalny. Bogactwo wyrażeń, jakich nasi znakomici goście użyli do odmalowania telewizji publicznej, było doprawdy barokowe. Mówiono nie tylko o trupie w różnym stanie rozkładu, ale i o gracie, który spływa rzeką. Poseł SLD Ryszard Ulicki radził, by trupa dobić, co jest już wyraźnym skutkiem oddziaływania telewizyjnych filmów o zombi. Pracujący w telewizji lojalnie nie ujawnili tajemnic firmy, mówiąc tylko, że rzeczywistość jest gorsza od wszystkiego, co zostało na sali wypowiedziane. Panowało przerażenie, że TVP zmuszona do działalności rynkowej nie wykonuje ustawowych zadań, takich jak krzewienie kultury, edukacja, rzetelna informacja i służba obywatelska. Właściwie trudno się dziwić zarządom, które mają do czynienia z konfliktem oczekiwań. Mają realizować określoną prawnie misję publiczną, a jednocześnie jako spółka prawa handlowego przynosić dochody, walcząc o jak największy udział w miliardowym rynku reklam. Stąd skupienie uwagi na tzw. oglądalności, co sprawia, że ambitne programy muzyczne, filmowe czy edukacyjne pojawiają się po północy, kiedy byłby już czas na znacznie mniej wybredną rozrywkę.

  4. Historia TVP SA w III RP wskazuje, że niezależnie od zmiany opcji politycznej, mającej wpływ na telewizję publiczną, telewizja jest stale wykorzystywana do promocji wybranych środowisk politycznych i ukrytej walki wyborczej. Promocja świata polityki dokonuje się także ze szkodą dla zawartego w misji TVP SA obowiązku wszechstronnego przedstawiania stanowiska opinii publicznej w istotnych sprawach, a przynajmniej zorganizowanej części tej opinii. Telewizja publiczna nie realizuje więc istotnego zadania, jakim jest wspomaganie życia obywatelskiego przez publiczną debatę nad kolejnymi istotnymi sprawami z udziałem organizacji pozarządowych i środowisk lokalnych. Najlepszym tego przykładem była debata konstytucyjna, a właściwie jej brak, kiedy to o konstytucji w telewizji mówili głównie politycy i prawnicy, a stracono okazję, by włączyć w to szersze kręgi obywateli.

  5. Na początku obrad Krzysztof Teodor Toeplitz dowodził - dysponujący tymi samymi danymi, na które zwykle powołuje się prezes TVP - że telewizja jest politycznie niewinna, bo cieszy się zaufaniem publiczności, i że - zdaniem publiczności - wiernie przedstawia rzeczywistość. Ciekawe, że gdy mowa o wyborze między tym, co jest lepsze - opera Verdiego czy opera mydlana - KTT jest przeciwny kryterium oglądalności, ale ufa w wyrobienie widzów wtedy, gdy chodzi o rzeczywistość. Nasz spór najlepiej spuentował sam prezes telewizji publicznej Robert Kwiatkowski w swoich "Wiadomościach". Pokazano nas dyskutujących - nie puszczając ani słowa z tego, co mówimy, po czym pokazano prezesa mówiącego o kłopotach wynikających ze spadku wpływów z abonamentu. Tak się właśnie kształtuje w telewizji rzeczywistość, w którą następnie wierzą jej widzowie. Wierzą więc w kryzys finansowy, który rzekomo musi być przezwyciężony dalszą komercjalizacją i walką o lwią część rynku reklam - za cenę dalszego upadku zadań publicznych, uzasadniających istnienie TVP i publicznego abonamentu. Rada w swojej uchwale wezwała wszystkie siły polityczne do zajęcia przed wyborami stanowiska w sprawie telewizji publicznej jako dobra publicznego, a następnie do wypracowania w tej sprawie ponadpartyjnej zgody. Mało kto wierzy, żeby tak się stało, bo przecież zbliża się czas okienek wyborczych. Teoretycznie jednak nic jeszcze nie jest stracone: telewizja publiczna jest wciąż do uratowania dla społeczeństwa.
Więcej możesz przeczytać w 20/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0