Wielki brat wkracza do akcji

Wielki brat wkracza do akcji

Dodano: 
Wyborcy potrafią rozszyfrować wszelkie manipulacje i kanty polityków

Kolejne przedstawienie w wykonaniu artystów naszej politycznej sceny zmierza do finału. Dla niektórych aktorów będzie to walka na śmierć i życie. Dobiega końca czteroletni spektakl, w którym główną rolę grała AWS. Dla aktorów zawsze najważniejsze jest to, co się stanie, gdy opadnie kurtyna: czy będzie to owacja (z okrzykami "bis"), czy buczenie i gwizdy?
Od pewnego czasu publika zdradza wyraźne objawy znużenia, a nawet złości. Chciałaby chyba nawet ekipę grającą przegonić ze sceny. Źle się gra, gdy publiczność jest niezadowolona, słysząc coraz głośniejsze rozmowy na widowni, docinki i pojedyncze gwizdy. Według starego scenariusza, pozytywną kulminację nastroju planowano na wybory prezydenckie, które miała wygrać pierwsza gwiazda AWS. Wszystko było przygotowane w najdrobniejszych szczegółach, ale publika nie dała się nabrać. Gwiazda, mimo całego arsenału ciekawych sztuczek, wypadła blado i zaczęły się kłopoty. Nie umiem ocenić, do jakiego stopnia polskie społeczeństwo jest odporne na oszustwa polityków. Czasami mam wrażenie, że Polacy są niesłychanie bystrymi i przytomnymi obserwatorami politycznej sceny. Wedle tej obserwacji, większość wyborców zdolna jest rozszyfrować wszelkie manipulacje i kanty, czego dowodem są wyniki głosowania. W kręgach aktorskich panuje jednak inne przekonanie. Doświadczeni gracze polityczni uważają, że opinię publiczną zawsze można jakoś przekręcić, jeżeli znajdzie się odpowiednie metody. Spora grupa aktorów dobiegającej końca sztuki czyni wszystko, żeby nie skończyła się ona klapą.
Zostawmy jednak teatralną scenerię i zastanówmy się, co właściwie może zrobić rządząca grupa, która z niepokojem obserwuje coraz niższe notowania i wzrastającą niechęć ze strony społeczeństwa. W takiej sytuacji jedyną racjonalną taktyką jest podejmowanie wysiłków na rzecz zmniejszenia rozmiarów przegranej albo nawet odniesienia zwycięstwa - połączone z akcją mającą na celu zapewnienie sobie bezpiecznego przetrwania na wypadek politycznej awarii. Do niedawna, wobec trudności w znalezieniu recepty na sukces wyborczy, większe znaczenie miały działania na rzecz zabezpieczenia miękkiego lądowania po klęsce. Z pewnością nie ogarniam wszystkich stosowanych metod, ale należą do nich niewątpliwie takie przedsięwzięcia, jak obejmowanie ważnych stanowisk państwowych czy poszerzanie wpływów w mediach, na przykład przez stworzenie bogatej i mogącej zdobyć popularność stacji telewizyjnej, jak choćby Telewizja Puls. Inną ważną metodą jest umiejętna prywatyzacja (czytaj: sprzedaż) znaczących spółek skarbu państwa, najlepiej kapitałowi zagranicznemu - po to, by ludzie z rządzącej ekipy znaleźli w nich bezpieczne posady, z których przyszła, wroga władza nie będzie mogła ich usunąć. Chodzi również o to, żeby nowy minister skarbu nie miał już nic atrakcyjnego do sprzedania.
Niezależnie od różnych działań zabezpieczających nie porzuca się myśli o zwycięstwie. Los zesłał bowiem rządzącym wspaniałą Wunderwaffe w postaci rekordowo popularnego ministra sprawiedliwości. Wiele tęgich głów myśli teraz, jak przekuć tę popularność w wyborczy sukces prawicy. Zastanawiałem się już trochę nad tym i nie wydaje mi się to łatwe. A może po prostu jestem za głupi, bo nie znam się na technikach manipulacji i nie wiem na przykład, że jest już rozpisany w szczegółach plan akcji pod kryptonimem Wielki Brat. Jeżeli telewizyjny, niewinny "Big Brother" cieszy się taką popularnością, dlaczego nie spróbować starego, orwellowskiego patentu w polityce. I zrobić tak, żeby wszyscy uczciwi i prawi ludzie pokochali Wielkiego Brata, a źli i niegodni zaufania trzęśli się ze strachu, ilekroć Jego dobra, szlachetna i okrągła buzia pojawi się na ekranie telewizyjnym. Gdyby nasz wielki zmęczył się nieco ciągłymi występami, zastąpi go bez trudu sobowtór, brat nieco mniejszy, bliźniak prawie nie do odróżnienia. Dzięki niemu Wielki Brat będzie się mógł do nas zwracać w tym samym czasie z różnych miejsc, wzmacniając swoją potęgę do kwadratu. Pozostaje tylko jeden drobiazg, dzisiaj jeszcze, niestety, technicznie niemożliwy. Trzeba zainstalować telewizyjne kamery w lokalach wyborczych, aby Wielki Brat widział, jak głosujemy. Bez tego cała robota może pójść na marne.
Okładka tygodnika WPROST: 20/2001
Więcej możesz przeczytać w 20/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0