Prawybory

Prawybory

Dodano: 
Potraktowanie pierwszej tury wyborów prezydenckich jako prawyborów to jedyny sposób na zwycięstwo z lewicą

Odbyło się przed Trybunałem Konstytucyjnym roztrząsanie, czy statut Chrześcijańskiej Demokracji III RP jest zgodny z konstytucją. Stawał w mojej sprawie prof. Lech Falandysz (ponownie witam na pokładzie, profesorze). Sprawa dotyczyła procedury obierania szefów regionów, których demokratycznie wybrany przewodniczący wybiera z przedstawionych mu kandydatów. Jest to przecież procedura bardziej demokratyczna niż powoływanie przez prezydenta USA rządu Stanów Zjednoczonych, które uchodzą za pierwszą demokrację świata. Dobrze, że rozsądek przeważył i uznano statut ChDRP.

Coraz częściej słychać, że przed kampanią prezydencką potrzebne są prawybory. Co to są prawybory? To procedura pozwalająca sprawdzić, który z kandydatów jakiegoś ugrupowania ma największe szanse wyborcze. Przedmiotem sprawdzania jest elektorat, a pytanie do niego skierowane brzmi: na kogo chciałbyś głosować? Nieporozumieniem więc jest nazywanie prawyborami procedur zaproponowanych przez SKL, ZChN i PPChD. Służą one wybadaniu, jakim poparciem cieszą się poszczególni politycy w politycznym zapleczu tych ugrupowań, wśród posłów i radnych. Stawia się zatem pytania, na które odpowiedzi są znane. Na przykład wśród działaczy SKL największe poparcie powinien mieć prezes Styczeń. Jeśli jest inaczej, to nie powinien przewodzić temu ugrupowaniu. Badanie poparcia we własnym obozie to czynność jałowa. Chyba że pomysł prawyborczy nie jest pomysłem na prawybory, ale rodzajem szantażu na wcześniejsze wyłonienie kandydata AWS. W takim razie będzie on dobry wtedy, gdy będzie skuteczny. Nic jednak tej skuteczności nie zapowiada.
Ja natomiast proponuję potraktowanie pierwszej tury wyborów jako prawyborów. Ma to wiele zalet. 1) Mobilizacja elektoratu. Elektorat prawicy jest zróżnicowany. Elektorat ZChN nie zawsze pokrywa się z elektoratem SKL, elektorat Mariana Krzaklewskiego nie jest w stu procentach tożsamy z elektoratem Lecha Wałęsy. Tylko taka mobilizacja może uchronić centroprawicowego kandydata (jeżeli zostałby wyłoniony tylko jeden) przed przegraną już w pierwszej turze, gdyż zapewnia odebranie największej liczby głosów lewicy. 2) Reprezentatywność i wiarygodność takich prawyborów. Biorą w nich udział ci, którzy głosują. Ich werdykt ma walor ostateczności i niepodważalności. 3) Brak kosztów takiego przedsięwzięcia. Koszty ponosi PKW, a nie prowadzący badania. Przeciwnie - kandydaci otrzymują darmowy czas antenowy, co pozwala na promocję partii. Mieliby w mediach kilkakrotnie więcej czasu niż przeciwnik - reprezentant lewicy. 4) Taka procedura pokaże prawą stronę sceny politycznej jako obszar zgody, a polityków tej strony jako otwartych na pluralizm, a równocześnie jako konsyliacyjnych.
By tego dokonać, trzeba uzyskać zgodę w sprawie następujących pryncypiów. 1) Główne nurty polityczne wystawiają swych liderów lub kandydatów do wyborów prezydenckich. 2) Część centroprawicowa sceny politycznej zobowiązuje się nie prowadzić negatywnej kampanii wyborczej, atakować można tylko kandydata lewicy. 3) Przechodzący do drugiej tury zyskuje poparcie tych kandydatów, którzy odpadli. Są oni też zobowiązani do nawoływania swoich elektoratów do głosowania na kandydata, który przeszedł. 4) Podobne porozumienie należy zawrzeć z Unią Wolności w sprawie ich kandydata w pierwszej turze i wspólnego w drugiej.
Tylko w ten sposób można zmobilizować elektorat, zewrzeć jego szeregi i pokonać kandydata lewicy. Dogmat jedności za wszelką cenę (ważny w wyborach parlamentarnych) zupełnie nie sprawdza się w wyborach prezydenckich, które podlegają innym prawom. Już zgłosiło się wielu kandydatów (Lepper, Wilecki, Olechowski, Olszewski, Korwin-Mikke) i nic nie wskazuje na to, by AWS mogła odwieść ich od kandydowania. Jeżeli nie można osiągnąć jedności, trzeba z braku jedności uczynić siłę. Idea potraktowania pierwszej tury wyborów jako prawyborów jest jedynym sposobem na zwycięstwo z lewicą i jako taka powinna się stać przedmiotem porozumienia międzypartyjnego. A co najmniej dyskusji - może ktoś (na co się nie zanosi) zaproponuje lepszy pomysł. Pragnę też uzmysłowić, że czasu zostało mało.
Okładka tygodnika WPROST: 13/2000
Więcej możesz przeczytać w 13/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0