Drang nach Osten

Drang nach Osten

Dodano:   /  Zmieniono: 
Już za trzy, cztery lata połowa polskich emigrantów mieszkających w Niemczech, którzy wyjechali tam w latach 70. i 80., otrzymali niemieckie paszporty, a jednocześnie zachowali polskie, może się ponownie przeprowadzić do ojczystego kraju
Co roku do Polski wraca z Niemiec kilkadziesiąt tysięcy przesiedleńców


Według niemieckich danych, tylko w 1998 r. z różnych miejscowości w RFN wymeldowało się 70 tys. przesiedleńców. Na obczyźnie witają się po niemiecku, ale przeklinają i piją po polsku. Wprawdzie w statystykach figurują jako Niemcy, ale w opinii wielu sąsiadów i władz uchodzą za obcokrajowców, o których pogardliwie mówi się, że "zapomnieli polskiego, a niemieckiego nie zdążyli się nauczyć".

Zarabiać w Niemczech,
wydawać w Polsce

Teraz wracają - głównie na Śląsk i Mazury. Spektakularnym przykładem tego rozdwojenia jaźni przesiedleńców jest w ostatnich dniach Tomasz Zdebel, piłkarz belgijskiego klubu Lierse, wcześniej grający w Bundeslidze, powołany do reprezentacji naszego kraju. Zdebel ma polski i niemiecki paszport, równie dobrze mógł więc zadebiutować w drużynie narodowej Niemiec (brano to ostatnio pod uwagę). - Do swoich rodzinnych stron przyjeżdżają najczęściej emeryci i osoby po czterdziestce, których dzieci skończyły za granicą szkoły i usamodzielniły się - mówi Danuta Berlińska, doradca wojewody opolskiego ds. mniejszości niemieckiej. - Wolą w Polsce wydawać zarobione w Niemczech marki lub tutaj czekać na niemiecką emeryturę. Czynnik finansowy obok tęsknoty za rodzinnymi stronami jest najczęstszą przyczyną powrotów.
- Czuję się Polakiem, nadal mam mieszkanie w Niemczech, ale inwestuję w Polsce. Dziś tutaj jest szansa - mówi Mieczysław Tynior. Wraz z żoną założył restaurację w Brynicy pod Opolem. Wystrój lokalu łączy elementy typowe dla obu krajów, co sprawia, że zarówno niemieccy, jak i polscy goście czują się tu u siebie.
- Wielu moich znajomych, którzy odnieśli zawodowy sukces za granicą, a w ojczyźnie zostawili choćby wspomnienia, teraz myśli o powrocie - przyznaje Tynior.
Tygodnik "Die Woche" poświęcił powrotom niemieckich Ślązaków do ojczyzny obszerny materiał. Jak odnotowano, w latach 80. ze Śląska wyemigrowało do Niemiec pół miliona osób. Federalny Urząd Statystyczny tylko w 1989 r. naliczył 200 tys. przesiedleńców zza Odry i Nysy. Jak donosi niemiecka prasa, w 1998 r. z różnych miejsc pobytu w Niemczech wymeldowało się 70 tys. osób. - Rzeczywiście, istnieje grupa emigrantów, którzy wracają do Polski, ale są to dopiero początki - uważa Danuta Berlińska. - W opolskich dzielnicach są ulice, gdzie nawet 40 proc. domów jest pustych. Ich właściciele przebywają w Niemczech, gdzie pracują - legalnie lub dzięki pomocy mieszkającej tam rodziny. To dlatego podczas wyborów do władz państwowych lub lokalnych frekwencja w województwie opolskim zawsze jest o kilka procent niższa niż średnia frekwencja w całym kraju.

Jeśli interes,
to tylko w Polsce

Wśród tych, którzy zdecydowali się na powrót, jest 21-letni Lothar König. Jego rodzice opuścili Polskę przed dziesięciu laty. Lothar zna się na koniach, a jego brat Andreas jest stolarzem. Jak sam stwierdził, "z takimi umiejętnościami w Niemczech nie można być kimś". Bracia wyjechali więc do Większyc koło Opola i kupili gospodarstwo. W stajniach mają dwanaście koni i dwanaście kuców. Lothar uczy jeździectwa, a jego brat zajmuje się zakwaterowaniem wczasowiczów. Ich rodzinne ranczo kwitnie.
Rodzina Lutza Zimmermanna opuściła Polskę w kwietniu 1989 r. On zarabiał dobrze w przemyśle metalowym, żona Beata pracowała jako pielęgniarka, a córka chodziła do szkoły. Państwo Zimmermannowie mieszkali w małej miejscowości koło Osnabrück, nie przestali jednak myśleć o rodzinnych stronach. Ponadto ich dziewięcioletnia córka Ines była w Niemczech "tylko cudzoziemką". W Gogolinie jest kimś - córką cenionego w okolicy Zimmermanna. Po powrocie do Polski jej ojciec, 33-letni piekarz z zawodu, otworzył piekarnię. Zatrudnia jedenastu ludzi i zaopatruje dwanaście sklepów. Od roku ma również własną pizzerię. W zrealizowaniu tego przedsięwzięcia pomogli rodzice Lutza, którzy mieszkają w Polsce. Dziś - jak mówią - są prawie bezkonkurencyjni, a na niemieckim rynku nie mieliby szans. - Za zachodnią granicą byliśmy dziewięć lat, przeszliśmy szkołę życia, nabyliśmy doświadczeń - przyznaje Beata Zimmermann. - Wróciliśmy między innymi dlatego, by rodzinny biznes o pięćdziesięcioletniej tradycji nie został zaprzepaszczony. Polacy emigrowali do Niemiec głównie z przyczyn ekonomicznych. Szacuje się, że za zachodnią granicą przebywają obecnie prawie dwa miliony przesiedleńców z Polski.

Biobywatele
Zdecydowana większość zdobyła paszport z czarnym orłem, powołując się na niemieckie korzenie (czasem wystarczyła fotografia przodka w niemieckim mundurze). W RFN przed urzędnikami prawie wszyscy deklarowali, że zrzekli się polskiego obywatelstwa. Dziś przypominają sobie o schowanych w szufladach paszportach z białym orłem. Niektórzy udają się do polskiej ambasady i proszą o wydanie nowych dokumentów. Deklarują, że stare zgubili.
Wielu Polaków rzeczywiście miało niemieckie korzenie. Ślązak Krzysztof Hyła (po przyjeździe do Niemiec Christof Hyla), szef bońskiego sekretariatu Towarzystwa Kontynent (dawniej organizacji obrony praw człowieka w Europie Środkowej i Wschodniej, dziś wspomagającej reformy w państwach posowieckich), nie musiał pokazywać fotografii przodków, by otrzymać niemiecki paszport. Miał niepodważalne dokumenty, świetnie znał język naszych zachodnich sąsiadów. Wielu innych przypomniało sobie o niemieckim pochodzeniu dopiero pod koniec lat 80., gdy Wschód i Zachód dzieliła cywilizacyjna przepaść. Niektórzy noszą w kieszeni legitymację Związku Wypędzonych, mimo że do Niemiec przybyli wyłącznie dzięki własnym, często mozolnym staraniom. Paszporty Republiki Federalnej Niemiec otrzymali po złożeniu podpisu pod deklaracją, która wyklucza posiadanie obywatelstwa innego kraju. Ale dziś mają dokumenty zarówno z czarnym, jak i z białym orłem, choć ani Niemcy, ani Polska nie uznają podwójnego obywatelstwa.
- Jeśli ktoś okazuje polski paszport, jest - według naszego prawa - polskim obywatelem niezależnie od tego, czy w kieszeni ma jeszcze dziesięć innych dokumentów - mówi Artur Kozłowski z Departamentu Obywatelstwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Tymczasem posiadanie dwóch paszportów daje wiele przywilejów. W Polsce dokument z białym orłem umożliwia kupowanie nieruchomości za niewielkie pieniądze, ułatwia postępowanie spadkowe. Z kolei ten z czarnym orłem otwiera drzwi w całej Europie, zapewnia emeryturę, zasiłki itp. Często dzięki dwóm paszportom można płacić niższe podatki: w naszym kraju pracownik deklaruje, że rozlicza się z fiskusem w Niemczech, tam zaś mówi, iż płaci w Polsce. W praktyce umożliwia to niepłacenie podatków w obu krajach. Co więcej, Niemiec z polskim paszportem może wwieźć do Polski towary i w Niemczech otrzymać zwrot podatku VAT. To samo może zrobić, jadąc w drugą stronę. Niedawno kierowca passata przekraczający granicę przez pomyłkę podał pogranicznikom - zamiast paszportu swojego i żony - dwa własne.
- Po latach okazuje się, że w tej sytuacji uczciwość się nie opłaca, lawiranctwo jest zaś nagrodzone - mówi Zbigniew Kostecki, wiceprzewodniczący Konwentu Organizacji Polonijnych w Niemczech. - Ten, kto zastosował się do wymogu posiadania tylko jednego obywatelstwa i po przyjeździe do Niemiec zrzekł się polskiego, praktycznie nie ma dziś szans na odzyskanie dawnego paszportu. Ci, którzy tego nie zrobili, a jest ich wielu, mogą się tylko śmiać. Kilka dni temu rozmawiałem z osobą, która w RFN jest bezrobotnym Niemcem otrzymującym zasiłek, mającym ubezpieczenie i prawo do wszelkich świadczeń socjalnych, tymczasem w Polsce pozostaje Polakiem prowadzącym własny biznes.

Multiobywatele
Do końca ubiegłego roku w niemieckich przepisach o obywatelstwie obowiązywało "prawo krwi", wprowadzone ustawą z 22 lipca 1913 r. Zgodnie z nim, Niemcem można było być tylko z urodzenia, a "zagraniczni współobywatele" otrzymywali wyłącznie prawo pobytu i pracy. Po ostatnich wyborach rząd socjaldemokratów i Zielonych zlikwidował ten anachroniczny przepis. Od stycznia 2000 r. Niemcem może już być osoba o innym niż biały kolorze skóry, wyznawca dowolnej religii. Niemiecki paszport może otrzymać każdy, kto mieszka tam od dłuższego czasu, lecz musi też spełnić kilka dodatkowych warunków. Ale nawet znowelizowana ustawa nie zezwala na posiadanie podwójnego obywatelstwa. Argumentowano, że uczyniono tak, by uniknąć konfliktu lojalności wobec starej i nowej ojczyzny.
- Fakt posiadania dwóch paszportów z punktu widzenia lokalnego środowiska może mieć nawet pewne pozytywne aspekty. Rozgłośnia radiowa w Opolu przedstawia giełdę pracy adresowaną do Polaków z niemieckim paszportem. Dzięki temu dokumentowi wielu słabiej wykształconych pracowników nie zasila rzeszy bezrobotnych w Polsce, lecz może szukać zajęcia we wszystkich krajach jednoczącego się kontynentu - zauważa Danuta Berlińska.
W najbliższych latach zjawiska migracji będą się w Europie nasilać. To naturalna konsekwencja jednoczenia się kontynentu. Ostatecznie każdy będzie mieszkał i pracował tam, gdzie chce i gdzie mu się to opłaca. Problemem jest to, że obecna sytuacja rodzi obiekcje etyczne: przesiedleńcy z Niemiec korzystają z różnych przywilejów w RFN i w Polsce, a budżety obu krajów korzystają na ich "przedsiębiorczości" znacznie rzadziej.


Więcej możesz przeczytać w 13/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0