Kłody na łączach

Kłody na łączach

Dodano:   /  Zmieniono: 
Telekomunikacja Polska jest gorzej przygotowana do świadczenia nowych usług niż konkurencja
Mimo formalnego uwolnienia rynku połączeń międzymiastowych narodowy operator robi wszystko, by dominować na rynku. Dwa tygodnie temu Włodzimierz Strzemiński, prezes Niezależnego Operatora Międzystrefowego, przewidywał dwa możliwe scenariusze: wyniszczającą konkurencję wojnę cenową lub nieznaczny spadek cen na początku i ich stopniowe wyrównywanie. Tymczasem TP SA wybrała trzeci wariant - grę nie fair o zachowanie pozycji monopolisty.

W TP SA bez zmian
Zgodnie z decyzją ministra łączności od 1 lipca zmienił się sposób wybierania numerów międzymiastowych. Dzwoniąc poza własną strefę numeracyjną, czyli poza obszar dawnego województwa, po cyfrze 0 wybieramy kod operatora: 1033 - jeśli chcemy korzystać z usług TP SA, 1044 - gdy wolimy NOM. Netii i Energisowi, które rozpoczną działalność nieco później, przyznano kody 1055 i 1066. W chwili uruchamiania usługi niewiele osób wiedziało o zmianach. Odpowiedzialność za to ponosi głównie TP SA. Mimo obowiązku nałożonego na spółkę rozporządzeniem ministra klientów nie informowano o numerach dostępowych konkurencji ani nawet o możliwości wyboru operatora. - Reklama i komunikat sugerowały, że ta zmiana, to tylko wymóg techniczny narzucony TP SA przez ministra łączności, a nie otwarcie rynku na konkurencję. Miało to wywołać przekonanie, że poza miasto nadal można dzwonić tylko za pośrednictwem TP SA, tyle że w inny sposób - mówi jeden z wysokich urzędników Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Opóźnić ile się da
Dezinformacja to nie jedyny przykład działania TP SA na niekorzyść konkurencji z naruszeniem co najmniej dobrych obyczajów handlowych. To, że od momentu przyznania koncesji w maju ubiegłego roku do lipca tego roku NOM i inni konkurenci TP SA nie rozpoczęli działalności, też jest w pewnym stopniu "zasługą" naszego narodowego operatora. Mimo arbitrażu i mediacji prowadzonych przez ministra łączności, a później także przez Urząd Regulacji Telekomunikacji, TP SA wciąż nie chciała zaakceptować stawek rozliczeń za rozmowy międzystrefowe. Według nowych uregulowań, gdy klienci TP SA korzystają z usług innego operatora, spółka musi oddać część pieniędzy z naszego rachunku. Spory o to, jaka to będzie część, trwały ponad rok. Nie pomagały wyroki NSA ani groźby nałożenia kar finansowych przez UOKiK.
TP SA starała się opóźnić start konkurencji również za pomocą tzw. testów technicznych. Łącząc sieci operatorów międzystrefowych z własną, nakazała konkurentom poddanie ich łącz sprawdzianom, mimo że formalnie nie są one wymagane. Testy się przeciągały, a TP SA stale zaostrzała wymagania. Z tego m.in. powodu później wejdzie na rynek połączeń międzystrefowych Netia. - Zgodnie z wzajemnymi ustaleniami TP SA miała podpisać protokoły odbioru technicznego naszych punktów dostępu do ich sieci dwa tygodnie przed rozpoczęciem świadczenia usług. Mimo wcześniejszych deklaracji nie zrobiła tego w terminie umożliwiającym nam rozpoczęcie działalności 1 lipca - mówi Jolanta Ciesielska, rzecznik prasowy Netii. - Mamy nadzieję, że za miesiąc nic nam nie przeszkodzi, choć wiele zależy od TP SA.

W blokach startowych
Odbiór techniczny sieci nie wystarczał, aby operator mógł działać w całym kraju. - Okazało się, że wiele central TP SA nie jest w stanie przekazywać rozmów do naszej sieci - mówi Marcin Gruszka, rzecznik NOM. - Są w Polsce rejony, gdzie 60 proc. klientów ma zablokowane wyjście międzymiastowe albo nie ma możliwości wyboru i musi dzwonić za pośrednictwem TP SA - ocenia Gruszka. Dzieje się tak nie tylko na prowincji, ale na przykład także na warszawskiej Woli. Podobna niespodzianka spotyka dzwoniących z automatów.
Nawet jeśli mieszkamy w zasięgu nowoczesnej centrali, nie oznacza to jeszcze, że możemy dzwonić za pośrednictwem dowolnie wybranego operatora. Wystarczy, że mamy aparat z tarczą, która uniemożliwia przesyłanie sygnałów tonowych. W takim wypadku pracownicy infolinii TP SA zamiast informować, że powinniśmy wymienić aparat, proponują podpisanie z TP SA umowy preselekcji, czyli automatycznego wyboru tego operatora międzystrefowego. Nie wspominają o konkurencji.
Dodatkowo okazało się, że nie wszyscy klienci mają możliwość stałego wyboru operatora. Nie mogą z niej skorzystać na przykład osoby podłączone do central analogowych. - Problem ten dotyczy zaledwie 15 proc. posiadaczy telefonów w naszej sieci - ocenia Michał Potocki, rzecznik TP SA. Być może to niewiele, ale czy Telekomunikacja Polska, nakładając na operatorów międzystrefowych tak rygorystyczne wymagania techniczne, nie powinna lepiej zadbać o własną infrastrukturę? - Doszliśmy do kolejnego absurdu. TP SA, spółka o dużo większym potencjale niż na przykład NOM, okazuje się gorzej przygotowana technicznie do świadczenia nowych usług - mówią konkurenci monopolisty.
Jedno powinno cieszyć. Od 1 lipca stawki za połączenia międzymiastowe oferowane przez NOM są tańsze o 10 proc. w stosunku do TP SA. Telekomunikacja Polska ogłosiła, że też obniży swoje opłaty. Konkurencyjne ceny zapowiada także Netia.

Więcej możesz przeczytać w 28/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0