Kieszonkowe potwory

Kieszonkowe potwory

Dodano:   /  Zmieniono: 
Japońskie potwory po raz kolejny opanowały Amerykę. Tak jak kilkadziesiąt lat temu Godzilla (wraz z krewniakami) podbiła amerykańskich widzów, tak teraz Pikachu i ponad 150 innych pocket monsters (pokémons), czyli kieszonkowych potworów, pustoszy kieszenie rodziców młodych Amerykanów

W listopadzie na ekrany kin w całej Ameryce Północnej wszedł film "Pokémon: The First Movie". Już po pierwszym weekendzie wyświetlania stał się rekordzistą w kategorii filmów animowanych (wpływy ze sprzedaży biletów wyniosły ponad 52 mln dolarów). Był chętniej oglądany niż najlepsze produkcje dla dzieci z wytwórni Walta Disneya. Sukces "Pokémon: The First Movie" nie był zaskoczeniem. Dla każdego Amerykanina, który ma w domu dzieci w wieku do 12 lat lub miał okazję z dziećmi w tym wieku rozmawiać, było bowiem jasne, że film pobije wszelkie rekordy popularności. Dwa miesiące przed premierą, gdy pojawiły się pierwsze reklamy filmu, amerykańskie dzieci nie rozmawiały o niczym innym. Obejrzenie tej pełnometrażowej kreskówki na jednym z pierwszych seansów stało się dla milusińskich sprawą honoru. Dystrybutorzy zastanawiali się nawet, czy oferowanie nabywcom biletu kinowego wraz ze specjalną kartą do gry z kieszonkowym potworem nie było zbędnym chwytem reklamowym. Ogromne zainteresowanie filmem zaskoczyło może tylko sprawców całego zamieszania - firmę Nintendo. Kart do gry zabrakło bowiem kilka dni po premierze.
Pokémons powstały na początku lat 90. Młody japoński rysownik Satoshi Tajiri, mieszkający na przedmieściach Tokio stworzył wówczas potworki wzorowane na robakach i insektach, które w dzieciństwie sam zbierał i hodował. Dzięki połączeniu talentu plastycznego i znajomości gier komputerowych powstała gra, która doskonale pasowała do najnowszego przeboju produkcji Nintendo - Game Boy. Przez kolejne pięć lat gra była udoskonalana. Powstawały kolejne związane z nią gadżety, komiksy, karty do gry, zabawki itp. Przełomowy okazał się rok 1996, gdy w japońskiej telewizji zaczęto emitować serial o kieszonkowych potworach. Młodzi Japończycy oszaleli na punkcie "Pokémon".
Nadszedł więc czas na Amerykę. Frontalny atak Nintendo America przypuściła via telewizja. I okazało się, że trafiła na podatny grunt, spulchniony sporą liczbą potomków japońskich emigrantów. Na rynek skierowano niewielką liczbę kart do gry. Po ich kupno ustawiały się kolejki. O "Pokémon" zaczęło być głośno. Doszło do sytuacji, w której o zestawy kart do gry, a nawet o pojedyncze egzemplarze, trzeba było walczyć. Dla dzieci wartość kart rosła z każdym dniem. Na szkolnych korytarzach, boiskach lub podczas lekcji trwała nieustanna wymiana i handel kartami. Zdarzały się liczne kradzieże. Kilka tygodni temu w jednej ze szkół na Long Island w Nowym Jorku podczas kłótni o karty dziewięcioletni chłopiec pchnął nożem starszego kolegę. Podobnie było w mieście Laval, w kanadyjskiej prowincji Quebec.
Zamieszanie wśród dzieci nie uszło uwagi władz szkolnych w Vancouver. Pod koniec 1998 r. wydano zarządzenie zabraniające uczniom przynoszenia do szkół kart "Pokémon". Nielegalny proceder kwitł jednak nadal, stając się dla dzieci tym bardziej ekscytujący.
Amerykańscy psychologowie z przerażeniem zauważyli, że dzieci, które nie mają kart, czują się gorsze i odrzucone. Z kolei te, które je mają, okazują tym pierwszym pogardę i traktują z wyższością.
Wydatki rodziców związane z szaleństwem "kieszonkowych potworów" nie kończą się na kartach do gry. Komputerowa zabawka Game Boy firmy Nintendo z grą "Pokémon" ma już trzy wersje: żółtą, czerwoną i niebieską. Do tego dochodzą gadżety: czapeczki, koszulki, rękawiczki, tornistry itp. Przeciętny rodzic musi się więc liczyć z uszczupleniem zawartości swego portfela nawet o 600 USD.
Mali eksperci w sprawach pokémons - siedmioletnia Caroline i pięcioletnia Agatha, zapytane, który ze 153 potworków jest najlepszy, zgodnie odpowiadają: Gloom!
- Jest najsilniejszy podczas bitwy - mówi Caroline. Z kolei Caterpie nie cieszy się popularnością. Czy dziewczynki pójdą obejrzeć film? - Oczywiście! W naszej szkole o niczym innym się nie mówi - przekonują.
Przyczyna sukcesu potworków leży w połączeniu tego, co dla dzieci najatrakcyjniejsze - kolekcjonowania, wymiany i walki. Czy moda na pokémons szybko przeminie? Raczej nie. Na ekrany kin w Japonii wszedł właśnie kolejny film "Pokémon: The Second Movie" i podobnie jak pierwsza produkcja bije rekordy popularności. Firma Nintendo zaś chce w Kraju Kwitnącej Wiśni wybudować podobny do disneyowskiego park rozrywki, gdzie królować będą Pikachu, Machop, Diglett i inni.


Więcej możesz przeczytać w 13/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0