Pomoc aspołeczna

Pomoc aspołeczna

Dodano: 
Należy jak najszybciej sprywatyzować opiekę społeczną


Stworzony w III Rzeczypospolitej system pomocy społecznej odgrywa rolę współczesnej PRL. Ponad 6 mln osób korzysta z tego wsparcia, łudząc się, że państwo jest w stanie opłacać ich życie, a prawie 110 tys. urzędników udaje, że może to zrobić. W praktyce wygląda to tak, że większość pracowników pomocy społecznej wykonuje zadania, do których tak naprawdę nie trzeba zatrudniać nikogo, a większość korzystających z opieki dostaje pieniądze, za które kupić da się tyle, co nic. Każda próba przekazania części zadań państwowej pomocy społecznej w prywatne ręce spotyka się z natychmiastowym oporem. Tylko prywatyzacja tego sektora, choćby częściowa, gwarantuje racjonalniejsze wykorzystanie państwowych pieniędzy.

Zbędni urzędnicy
W roku 2000 na pomoc społeczną wydano w Polsce niemal 5,15 mld zł. W 2001 r. przeznaczono na ten cel prawie 5,2 mld zł. - To o wiele za mało. Brak pieniędzy sprawia, że działanie pracowników socjalnych staje się bezsensowne - mówi Jan Lityński, poseł Unii Wolności, przewodniczący sejmowej Komisji Polityki Społecznej. Oszczędności nie trzeba jednak szukać daleko. Prawie 110 tys. urzędników pomocy społecznej, którzy co miesiąc zarabiają średnio 1500 zł, kosztuje budżet rocznie prawie 2 mld zł. Dodając do tego pieniądze na utrzymanie wykorzystywanej przez nich infrastruktury, łatwo dojść do wniosku, że ponad połowę rocznego budżetu pomocy społecznej pochłaniają koszty. Potwierdzają to dane o wysokości świadczeń. W ubiegłym roku gminy, w ramach zadań własnych i zleconych, wydały na nie niewiele ponad 2,5 mld zł.
Tymczasem większość urzędników jest zbędna. - Najwięcej pieniędzy pochłaniają stałe świadczenia, na przykład dla niepełnosprawnych, nie mających środków do życia, choć w ogóle nie powinny być one realizowane w ramach pomocy społecznej - mówi Jan Lityński. - Powinny po prostu być wypłacane w formie rent. Podobnych przykładów jest więcej. Ministerstwo Finansów uparcie nie chce tego zrozumieć i co roku łączy w budżecie pod hasłem "opieka społeczna" pieniądze na fundusz pracy i pomoc społeczną. Dlatego komisja od dwóch lat konsekwentnie negatywnie opiniuje zarówno projekty budżetu w tym zakresie, jak i jego wykonanie. Gdyby świadczenia zastąpić rentami, do ich obsługi wystarczyłby ZUS.

Pomoc pozorowana
- W Polsce zbyt dużo świadczeń na charakter gwarantowany, a brakuje świadczeń okresowych. Niewiele też robi się, by to zmienić. Wręcz przeciwnie - niektóre rozwiązania idą w odwrotnym kierunku - mówi Irena Wójcicka z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Do połowy lat 90. obowiązywała na przykład zasada, że osoby bezrobotne, które samotnie wychowują dzieci, mają prawo do nie ograniczonego czasowo pobierania zasiłku. Potem przepis ten słusznie zmieniono, decydując, że zasiłek ma przysługiwać tylko przez trzy lata i stopniowo będzie malał. Od razu zaczęły się protesty. W rzeczywistości było tak, że bezrobotni przyzwyczaili się do tego świadczenia i nie szukali pracy. Pracownicy socjalni też czuli się zwolnieni z obowiązku pomagania im w znalezieniu zajęcia. Zmiany szły w dobrym kierunku, ale protesty sprawiły, że okres gwarantowanego zasiłku wydłużono o rok.
- Ograniczone fundusze, jakie państwo przeznacza na pomoc społeczną, idące w parze z dużą liczbą świadczeń gwarantowanych, sprawiają, że pracownicy socjalni nie mają swobody działania. Tymczasem to właśnie miało być podstawą ich pracy - mówi Irena Wójcicka. Po odliczeniu kosztów utrzymania infrastruktury, płac i świadczeń gwarantowanych do rozdania zostaje niewiele. Na posiłki dla bezdomnych i biednych dzieci przeznaczono w ubiegłym roku tylko 187 mln zł, na ubrania - niewiele ponad 5 mln zł. Zdarzało się, że zasiłki dla potrzebujących nie przekraczały 10 zł.

Na chybił trafił
Niewielkie sumy, którymi dysponuje opieka społeczna, nie zawsze trafiają też we właściwe ręce. Nie brakuje przykładów, że utrzymuje się w ten sposób przestępców. Katowicka pomoc społeczna finansowała Andrzeja M., pseudonim Sadysta, oskarżonego o włamania i napady na kobiety. 54-letniemu Tadeuszowi F. z Bukowna (woj. śląskie), wielokrotnie karanemu za rozboje i oskarżonemu o próbę wysadzenia w powietrze dużego bloku mieszkalnego, za mieszkanie płaciła właśnie opieka społeczna. Na państwowym wikcie była też pochodząca z warszawskiej Pragi grupa sprawców kilkunastu włamań do mieszkań.
Tymczasem istnieje prosty sposób na obniżenie kosztów i zracjonalizowanie dystrybucji środków na pomoc społeczną. W Niemczech, Francji czy USA prawie wszystkie tego typu zadania przejęły organizacje pozarządowe. Oczywiście mogą one liczyć na znaczące finansowanie z budżetu państwa konkretnych przedsięwzięć. W Polsce też funkcjonuje kilka dużych organizacji humanitarnych, które z powodzeniem mogłyby przejąć zadania opieki społecznej. Czynią to już zresztą w sytuacjach, gdy państwo nie chce lub nie może poradzić sobie z problemami.
- Wiele przepisów jest nieżyciowych. Gminy na przykład muszą utrzymywać stołówki i ich personel. Nie płacą natomiast za posiłki dla dzieci z tych rodzin, których dochód przekroczy choćby o złotówkę ustalony limit. Rodziców z kolei nie stać na opłacenie stołówki i koło się zamyka - mówi Zofia Winawer, rzecznik prasowy Polskiej Akcji Humanitarnej. - Gmina twierdzi wówczas, że nie ma chętnych do stołowania się i chce zamknąć obiekt. Wtedy wkraczamy my i płacimy za posiłki. W zeszłym roku w ramach akcji "Pajacyk" dożywialiśmy 4 tys. dzieci w 81 szkołach. Kosztowało nas to milion złotych. Ogółem na cele statutowe wydaliśmy w 2000 r. ponad 11 mln zł.

Nowy system?
11 mln zł wydanych przez PAH czy 200 mln zł, które w ubiegłym roku na pomoc dla potrzebujących przeznaczył Caritas Polska, to jednak kropla w morzu potrzeb, a zarazem szczyt możliwości tych organizacji. A pieniądze przecież by się znalazły. W sumie obie organizacje wydały w ubiegłym roku tyle, ile przez niecałe półtora miesiąca zarobili wszyscy pracownicy państwowej pomocy społecznej.
Prowadzeniem domów pomocy społecznej, udzielaniem pomocy rehabilitacyjnej czy świadczeniem usług domowych dla ludzi potrzebujących mogą i powinny się zająć instytucje prywatne. - Jeśli na danym terenie są podmioty, mogące podołać temu zadaniu, powinny otrzymywać pieniądze od państwa i wykorzystywać środki zebrane od darczyńców. Należałoby jednak poddać kontroli wykorzystanie państwowych funduszy - mówi Irena Wójcicka. - Część zadań pomocy społecznej państwo powinno przekazywać organizacjom pozarządowym. Dotyczy to zwłaszcza spraw na styku pomocy społecznej i problemów niepełnosprawnych. W organizacjach tych pracują ludzie wykwalifikowani, niejednokrotnie sami dotknięci różnego rodzaju przypadłościami. Podobnie można postąpić w wypadku pomocy środowiskom kryminogennym - dodaje Jan Lityński. Warto to zrobić nie tylko dlatego, że taka prywatyzacja pozwoli na oszczędności. Fachowa kadra sprawiłaby też, że być może z częścią problemów udałoby się uporać i spora grupa podopiecznych przestałaby potrzebować pomocy.
Wymiana podmiotów organizujących pomoc społeczną - z państwowych na prywatne - nie sprawi jednak, że wszystkie problemy zostaną rozwiązane. Potrzebne są głębokie zmiany w modelu polskiego kapitalizmu. - Pomoc społeczną sprywatyzujemy, prywatyzując do końca gospodarkę. Tak było w krajach tzw. azjatyckich tygrysów, gdzie klientela pomocy społecznej zmniejszała się wraz ze wzrostem gospodarczym - mówi Jan Macieja, ekonomista. - Co więcej - pracodawcy chętnie zatrudniali na przykład ludzi niepełnosprawnych, gdyż pracownicy ci zwykle boją się ryzyka i rzadko zmieniają miejsce zatrudnienia. Tymczasem polska, nie do końca sprywatyzowana gospodarka wciąż słabo reaguje na wzrost gospodarczy. Badania wykazały, że w USA wzrost zatrudnienia następuje już przy 0,75-procentowym wzroście.

W Polsce dopiero przy 5 proc.
W najbliższym czasie trudno liczyć na zmiany w systemie polskiej polityki społecznej. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, poza zbieraniem danych statystycznych, nie prowadzi żadnych analiz dotyczących funkcjonowania resortu. Nie do końca wiadomo nawet, kto powinien zapoczątkować rewolucję. Sekretarka w gabinecie ministra nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, który z jego doradców zajmuje się pomocą społeczną. Wie tylko, że wszyscy są na wakacjach.
Okładka tygodnika WPROST: 30/2001
Więcej możesz przeczytać w 30/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0