Królestwo Plagiariusa

Królestwo Plagiariusa

Dodano: 
Podróbki opanowały niemal całą Europę

Podróbki są przedmiotem około 7 proc. handlu światowego - wynika z najnowszego raportu Komisji Europejskiej. Straty producentów markowych wyrobów wynoszą już 300 mld euro. Firma PricewaterhouseCoopers zbadała handel komputerowym oprogramowaniem i oceniła, że w Europie lewy software opanował aż 39 proc. rynku. Stary Kontynent bije pod względem nasycenia podróbkami wszelkie rekordy. Na pirackich kopiach opiera się bez mała 40 proc. całego sektora informatycznego. Podróbki stanowią 16 proc. sprzętu audiowizualnego, po 10 proc. płyt kompaktowych i części zamiennych do samochodów oraz 7 proc. artykułów sportowych.

Włoch potrafi
Do przewodnictwa Europy w tym procederze przyczyniają się przede wszystkim Włosi, którzy są trzecim - po Korei Południowej i Tajwanie - potentatem w produkcji "markowych kopii". Włoskim zagłębiem fałszerzy jest Neapol. 76 proc. właścicieli sklepów na Półwyspie Apenińskim deklaruje, że przynajmniej raz dostarczono im podróbki markowych towarów. Najczęściej podrabia się wyroby z etykietami firm Levi’s, Rolex, Lacoste i Prada. Co znamienne, aż 80 proc. nabywców ma świadomość, że nie kupuje oryginałów. Włosi są również mistrzami w zaspokajaniu potrzeb rynku płytowego. Już następnego dnia po zakończeniu festiwalu w San Remo w całym kraju pojawiły się CD i kasety z koncertem laureatów. Firmy fonograficzne potrzebowały na to aż dziesięciu dni. Włosi nie gardzą również produkcją "markowych" win. Niedawno zarekwirowano 3 mln butelek sfałszowanego chianti i jego szlachetnej odmiany "Sassicaia".

Hollywood po ukraińsku
Do czołówki nielegalnych producentów płyt kompaktowych należą też Bułgarzy i Ukraińcy. W Niemczech rozprowadzaniem trefnego towaru zajmują się głównie Wietnamczycy, Turcy i obywatele krajów byłej Jugosławii, we Włoszech - przede wszystkim imigranci z Maghrebu i innych krajów Afryki. Według włoskiej policji, właścicielami i udziałowcami prawdziwych kombinatów płytowych w Bułgarii są oficerowie lokalnej policji. Ich towar rozwożą po Europie Turcy, Włosi i Albańczycy. Fałszerze ukraińscy wyspecjalizowali się w kopiowaniu kaset wideo. Zdarza się, że puszczają w obieg taśmy VHS z najnowszą hollywoodzką produkcją, zanim filmy te znajdą się na ekranach kin. Ich przerzut przez granice odbywa się wszystkimi możliwymi kanałami.

Czysta z ksylenem
W ubiegłym roku wartość sfałszowanych produktów przechwyconych przez niemiecką policję wyniosła 185,8 mln marek, co w porównaniu z 1999 r. oznacza wzrost o 350 proc. Podrabiane jest dziś niemal wszystko: od gwiazdek mercedesa, przez zabawki, odzież, artykuły sportowe i szkolne, po sprzęt gospodarstwa domowego i skomplikowane urządzenia elektroniczne. Według niemieckiej policji, najwięcej podrabianego alkoholu płynie z przygranicznych Czech. W pobliżu przejść w Saksonii, Turyngii i Bawarii znajduje się ponad 2000 tzw. wietnamskich bazarów, gdzie handluje się tym towarem. W sprzedawanym tam alkoholu wykryto resztki płynu do mycia muszli klozetowych, ślady trującego metanolu, benzolu, ksylenu i toluolu. Przygraniczne bazary nie są likwidowane przez czeskie władze, gdyż miasta inkasują od handlarzy za każdą z tysięcy budek ponad 5,5 tys. marek miesięcznie.

Lewe pokémony
Na liście głównych dostawców markowych podróbek do Francji wymienia się dwanaście krajów: większość produkcji pochodzi z Chin, Hongkongu i Tajwanu. Następne miejsca zajmują Korea Południowa, Indie, Tajlandia, Singapur, Turcja, Maroko, Meksyk, Hiszpania i Włochy. Prócz stałego asortymentu podróbek renomowanych firm zdarza się też produkcja okazjonalna. Podczas mistrzostw świata w piłce nożnej we Francji przechwycono pół miliona sfałszowanych maskotek mistrzostw. We Francji - podobnie jak w Niemczech - piracki proceder gwałtownie się nasila. W 2000 r. francuska policja skonfiskowała o 34,5 proc. więcej podróbek niż rok wcześniej. Prawdziwą eksplozję odnotowano w sprzedaży fałszowanych zabawek. Zarekwirowano m.in. 2 mln pokémonów. Wzrosła też liczba przechwyconych podróbek butów (z 27 tys. do 87 tys. par).

Uwaga na karty
W Korei Południowej, Japonii, Chinach i na Tajwanie podrabia się prawie wszystko. Od zegarków, które później trafiają do wiedeńskich sklepów na Lassallestrasse, gdzie zaopatrują się m.in. polscy dostawcy, po odzież, kosmetyki, wyroby zielarskie, a nawet lekarstwa. Indie wyspecjalizowały się w nielegalnym kopiowaniu oprogramowania komputerowego. Nie bez powodu Amerykanie ulokowali tam swe największe firmy software’owe i nie bez powodu kanclerz Gerhard Schröder zachęca właśnie hinduskich informatyków do skorzystania z dwudziestu tysięcy zielonych kart i legalnej pracy w Niemczech. Azjaci doskonale fałszują też karty kredytowe. Komisja Europejska szacuje, że straty z tego powodu przekroczą w tym roku dwa miliardy euro.
Niemiecka policja celna po zbadaniu kraju pochodzenia przechwyconych podróbek ulokowała Polskę na piątym miejscu - po Czechach, USA, krajach azjatyckich (ujęte łącznie Chiny, Japonia i Wietnam) oraz Tajlandii. Na amerykańskiej liście największych podrabiaczy Polska znajduje się w pierwszej dziesiątce. Polacy masowo produkują fałszywy włoski likier "Amaretto di Saronno", za którym z kolei przepadają Rosjanie.

Wina i kara
Walka z fałszerzami jest bardzo trudna, przede wszystkim z powodu wysokich kosztów śledztwa. Klub piłkarski FC Bayern próbował swego czasu tropić nielegalnych producentów klubowych gadżetów. Ślady doprowadziły do fabryk we Włoszech i w Turcji. Koszty dochodzenia i postępowania sądowego przekroczyły pół miliona marek, a kary wymierzone sprawcom były niewspółmiernie niskie. W tej sytuacji FC Bayern postanowił elektronicznie znakować swe reklamówki. Jeszcze trudniej jest ukarać tzw. żołnierzy - dystrybutorów podróbek. Gdy niemiecka i czeska policja przyłapała na przygranicznym bazarze Wietnamczyka sprzedającego podrobiony alkohol i papierosy, najwyższa kara, jaką można mu było wymierzyć, wynosiła w przeliczeniu około 5 tys. zł. Francuskie prawo za podrabianie markowych wyrobów przewiduje karę do dwóch lat więzienia i grzywnę równowartości 300 tys. zł.

Siemens, czyli Lauder
Według włoskich organizacji konsumenckich, rynek fałszywek zasilają często producenci oryginałów, którzy zaniżają ceny markowych towarów, by w ten sposób powiększyć swe zyski. Ponadto sami dopuszczają się fałszerstw. Od 1977 r. w Niemczech - z inicjatywy prof. Rido Bussego - przyznaje się Plagiariusy, statuetki czarnego krasnala z długim nosem. Jest to symboliczne wyróżnienie, którego nikt nie odbiera. Plagiarius ma wyłącznie charakter propagandowy, a przyznawany jest za kopiowanie cudzych wzorów. W 2000 r. otrzymała go grecka firma Lauder, która wypuściła na rynek czajnik elektryczny niemal niczym nie różniący się od wyrobu Siemensa. Drugie miejsce zajęła niemiecka fabryka obuwia Deichmann za skopiowanie wzoru plecaka firmy Bree. W tym roku wpłynęło już 30 "nominacji" - po raz pierwszy w przeważającej liczbie "uhonorowano" wyroby made in Germany.



Okładka tygodnika WPROST: 30/2001
Więcej możesz przeczytać w 30/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0