Ofiary złych mocy

Ofiary złych mocy

Dodano: 
W Afryce do linczu może wystarczyć oskarżenie o czary
Polowanie na czarownice w XXI wieku? To brzmi wręcz nieprawdopodobnie. Tymczasem na początku lipca świat obiegła szokująca informacja, że w Kongu zamordowano w tym roku co najmniej kilkadziesiąt osób oskarżanych o uprawianie czarów i rzucanie złych uroków. Niektóre doniesienia mówiły nawet o 800 ofiarach prześladowań. Tłem tych wydarzeń były konflikty między grupami etnicznymi przemieszanymi w wyniku wojny domowej w dawnym Zairze, jednak w Afryce prześladowania tych, którzy rzekomo sprowadzają nieszczęścia na pobratymców, mają znacznie dłuższą tradycję.

Strzeż się czarownika!
Walkę z wiarą w moc czarów podjęli w połowie XIX wieku europejscy misjonarze. Łudzili się, że nawrócenie Afrykanów na chrześcijaństwo automatycznie wyprze takie składniki ich animistycznych religii, jak wiara w czary czy fetyszyzm. Tymczasem Afrykanie w zaskakujący sposób zdołali pogodzić chrześcijaństwo (podobnie jak islam) ze starymi tradycjami i obrzędami. Powszechną wiarę w czary i moce nadprzyrodzone starały się wykorzenić także lewicowe rządy państw afrykańskich, dochodzące do władzy w procesie dekolonizacji. Na próżno.
Afrykańscy czarownicy cieszą się poważaniem jako znachorzy i prześladowcy złych mocy. Muszą się jednak mieć na baczności - w każdej chwili mogą zostać oskarżeni o spowodowanie pomoru bydła, suszy, powodzi, pożaru i innych plag. Zdaniem ludzi przesądnych, czarownicy sieją zniszczenie, wyrządzają ludziom krzywdy, prowokują zgony. Należy ich więc unicestwić, by nie doprowadzili do większej katastrofy. Nie potrzeba do tego żadnej instytucji, która jak inkwizycja sankcjonowałaby wyrok. Decyzja zapada na ogół na wiejskim zebraniu albo jest po prostu impulsywną reakcją tłumu.
Werbista Jacek Pawlik, misjonarz i antropolog kultury, na terenie misji w Togo udzielił schronienia tubylcowi, który uciekł przed linczem krajanów. Niedoszła ofiara została uznana za sprawcę naturalnej, choć przedwczesnej śmierci jednego z wieśniaków. Piętnastu mężczyzn, których w związku z tym wydarzeniem aresztowała policja, solidarnie odmawiało zeznań. Zdaniem ojca Pawlika, ten przejaw grupowej solidarności brał się z głębokiego przekonania o słuszności tego, co robili.

Wyrok duchów
Widownią niesamowitych, przesiąkniętych atmosferą czarów zdarzeń, jakby żywcem wyjętych z thrillerów, jest Senegal. Zdarza się, że sprawcę mordu "wskazuje" sam zamordowany. Owinięte w matę zwłoki denata umieszcza się na głowach tragarzy i w tej pozycji są "wysłuchiwane". Kapłan kilkakrotnie pyta nieboszczyka, kto go zabił, a ten "prowadzi" w stronę domu domniemanego zabójcy. Śledztwo policyjne na ogół wykazuje, że istotnie wskazana została właściwa osoba. Policjanci nie odważą się sprzeciwić wyrokowi duchów. Pytani przez zachodnich badaczy o harmonię ruchów tragarze mówią, że "odczuwają emitowane przez ciało denata fluidy i impulsy", które "sterują ich krokami".
Do krwawego samosądu nie potrzeba podejrzenia o morderstwo. W 1966 r. śmierć spotkała 40 osób w Kongu. Lokalne wyrocznie orzekły, że to właśnie z powodu ich "kuglarstwa" padło stado krów. "Winowajcy" spłonęli żywcem. W Prowincji Północnej w RPA jeszcze w latach 90. zamordowano 650 osób posądzanych o "nieczyste" praktyki. W pierwszej połowie 1998 r., w okresie nasilonych polowań na czarownice, kraina ta była widownią 386 aktów przemocy. Część zaatakowanych straciła życie, inni tylko majątek. Pozostałych miesiącami poddawano szykanom - byli poszturchiwani, obrzucani odchodami, znęcano się nad nimi psychicznie.
Thias Kgatla, profesor teologii z RPA, uważa, że okrutnych obyczajów biednych afrykańskich analfabetów nie da się prędko wykorzenić. Brak wykształcenia, bieda, głęboka wiara w mądrość przodków praktykujących podobne zwyczaje to żyzna gleba dla motywowanego zabobonem bezprawia. By doszło do uświęconego tradycją mordu, wystarczy, że umrze ktoś w osadzie lub w bliskim sąsiedztwie wydarzy się klęska żywiołowa. Zdarza się, że czarownik pada ofiarą auto da fé w wyniku pospolitych waśni domowych, rywalizacji o wpływy w wiosce, zazdrości o dobytek, majątek sąsiada. W niektórych regionach Gabonu i Kamerunu "podejrzane" są prowadzące handel kobiety. Ich smykałkę do robienia interesów przypisuje się czarom.

Pożeracze dusz
Czarownictwo wywodzi się z tradycyjnej koncepcji osoby ludzkiej - uważa ojciec Pawlik. Każdy ma duszę. Ona zaś współistnieje ze swym duchem, cieniem, zwanym też podwojeniem człowieka. Owo podwojenie opuszcza ciało podczas snu, czasem trafia na agresywnego ducha czarownika, żarłocznego "pożeracza dusz". To swoisty wampir, który zaraża go swoi-mi czarami. W ten sposób zastępy czarowników nieustannie się powiększają.
Wiara w moce nadprzyrodzone jest w Afryce wciąż powszechna. Zdarza się, że zabobonom ulegają nawet ludzie wykształceni. Szwedzka pisarka Osa Jonsson opisywała w latach 70. przypadek zamożnego ugandyjskiego kupca, który poprosił o przełożenie na inny dzień terminu podpisania kontraktu, bowiem "właśnie otaczają go złe duchy". Nadwornych czarowników radzili się jeszcze całkiem niedawno cesarz Bokassa albo Mobutu Sese Seko. Z ich usług korzystali też lokalni watażkowie w Afryce Zachodniej podczas krwawych wojen domowych toczonych przy pomocy armii wyrostków. Kilkunastoletni chłopcy bili się z szaleńczą odwagą, przekonani przez szamanów, że dzięki zaklęciom nie będą się ich imać kule.

Okładka tygodnika WPROST: 30/2001
Więcej możesz przeczytać w 30/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0