Sezon stulecia

Sezon stulecia

Dodano: 
Atrakcje roku jubileuszowego Filharmonii Narodowej - fajerwerki czy nowa codzienność?
Od początku roku trwa w warszawskiej filharmonii, której stuknęło sto lat, istny festiwal gwiazd. Melomani przyzwyczaili się już do tego stanu rzeczy i cieszą się, że wreszcie jest u nas prawie tak jak w Londynie, Paryżu czy Amsterdamie. Zbliża się jednak moment próby: druga połowa roku nie będzie już tak "wystrzałowa" jak pierwsza, chociażby ze względu na cięcia budżetowe. A potem skończy się jubileusz i powróci szara codzienność?

Sto gwiazd na stulecie
Natłok wielkich nazwisk, które pojawiły się tu w pierwszej połowie roku, mógł przyprawić o zawrót głowy. Wymieńmy tylko niektóre. Pianiści - Murray Perahia, Garrick Ohlsson, Daniel Barenboim, Andras Schiff, Stanisław Bunin, Grigorij Sokołow. Dyrygenci - Zubin Mehta, Riccardo Chailly, Jerzy Semkow, Stanisław Skrowaczewski. Śpiewaczki - Cecilia Bartoli, Ewa Podleś. Zespoły muzyki dawnej - The English Concert, Das kleine Konzert, Huelgas Ensemble. Zespoły kameralne - Beaux Arts Trio i kilka czołowych kwartetów smyczkowych. Zapowiadani są jeszcze między innymi Vladimir Ashkenazy, Jesus Lopez-Cobos, Marek Janowski i Philippe Herreweghe.
Po raz pierwszy zorganizowano też w filharmonii Letni Festiwal Muzyczny. Kierowano się zasadą: lżejszy repertuar, ale w dobrym wykonaniu. Jak twierdzi dział promocji Filharmonii Narodowej, jubileusz był właściwym momentem na wprowadzenie tej inicjatywy, o której myślano od kilku lat. Filharmonia chce, by festiwal stał się imprezą cykliczną, do czego zachęca ogromne powodzenie koncertów. Na występy klezmerskiego zespołu Brave Old World, niemieckiej Kammerorchester Carl Philipp Emanuel Bach czy znanego duetu gitarowego Sergio & Odair Assad (wyjątkowo na Zamku Królewskim) przybyły tłumy melomanów. Przed kasami ustawiły się długie kolejki po darmowe bilety (sponsorem były władze Warszawy).

Kto daje i odbiera
Tymczasem zanosi się na to, że plany na drugą połowę roku zostaną zredukowane. Na razie występ odwołał Krystian Zimerman, który miał wystąpić w październiku (to zmiana z przyczyn niezależnych od organizatorów). Do cięć programowych dojdzie zapewne, gdy okaże się, w jakim stopniu deficyt budżetowy wpłynie na życie kulturalne kraju. Początkowo Ministerstwo Kultury przyznało filharmonii nadzwyczajną dotację (zwiększoną w stosunku do zwykłej o około 30 proc.), ale teraz odbierze zapewne jej niemałą część. Nowy minister Andrzej Zieliński, który pierwszego dnia urzędowania zapowiadał, że postara się, by i tak niski budżet resortu nie został zredukowany, szybko musiał spuścić z tonu. Mówi się teraz o zmniejszeniu dotacji dla wszystkich instytucji kultury o około 14 proc. Jeżeli filharmonia dostanie 5-15 mln zł mniej, będzie musiała zrezygnować z droższych projektów (pierwsza w kolejce jest orkiestra Filharmonii Czeskiej pod batutą jej obecnego szefa Vladimira Ashkenazego).
Zmniejszenie dotacji ministerialnej, finansującej także codzienne życie filharmonii, być może spowoduje też redukcję - dla oszczędności - liczby koncertów miejscowych zespołów (na przykład likwidację sobotnich powtórzeń piątkowych koncertów symfonicznych, jak to się już dzieje w innych filharmoniach kraju). Tego jednak nie darowaliby ani melomani abonamentowi, ani muzycy, którzy zarabialiby wtedy mniej. Antoni Wit, obejmujący w styczniu 2002 r. stanowisko dyrektora Filharmonii Narodowej po Kazimierzu Kordzie, znajdzie się w niełatwej sytuacji, zwłaszcza że nie będzie to jedyny jego kłopot: głównym będzie niski poziom orkiestry.

Biznes & kultura
Filharmonia ma na szczęście wypróbowanych sponsorów. Pierwszym jest Bank Handlowy (z powodu historycznych powiązań). Warto przypomnieć, że warszawska filharmonia powstała z sojuszu świata sztuki i biznesu - jednym z jej inicjatorów był Leo-pold Julian Kronenberg, syn założyciela banku (więcej na ten temat można przeczytać w wydawnictwie jubileuszowym "100 lat filharmonii w Warszawie").
W tym roku przybył nowy mecenas - fundator serii, której tytuł "Wielcy pianiści z ideą", jest równie zręczną reklamą jak "Era jazzu". W działalność filharmonii angażują się też inne przedsiębiorstwa. LOT jest stałym przewoźnikiem artystów. Filharmoników Wiedeńskich - z powodu swych austriackich powiązań - wsparł Powszechny Bank Kredytowy, a występ Concertgebouw stał się dla holenderskiej grupy ING sposobem na przypomnienie, że od dziesięciu lat działa w Polsce. Koncerty Cecilii Bartoli w Warszawie i Wrocławiu ufundowała, poświęcając na ten cel niebagatelną sumę, debiutująca na rynku wspierania muzyki poważnej firma Lucent Technologies.
Czy sponsorzy pozostaną wierni filharmonii? Zapewne tak, jeśli będą świadomi, że wspieranie kultury wysokiej oznacza budowanie pozytywnego wizerunku firmy (nawet w reklamowych spotach muzyka poważna pojawia się wówczas, gdy trzeba zbudować atmosferę zaufania i pewności). Koncerty w filharmonii nie są oczywiście tak interesujące dla sponsorów jak imprezy sportowe, podczas których można wywiesić bannery z logo firmy. Miejmy jednak nadzieję, że w dalszym ciągu ważniejsze dla nich będzie poczucie, iż uczestniczą w prawdziwym artystycznym wydarzeniu. Niekoniecznie w ramach jubileuszu.

Okładka tygodnika WPROST: 30/2001
Więcej możesz przeczytać w 30/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0