Homo sapiens

Homo sapiens

Dodano: 
Dwaj bohaterowie antycznej tragedii: wspaniały doktor i jego tygrys. A reszta aktorów tego niesamowitego spektaklu to głupcy lub statyści
Wyjątkowo czarny ubiegły tydzień. W poniedziałek - strzelanina w jeleniogórskim sądzie, we wtorek - tragiczne polowanie na tygrysa w Warszawie. I nawet gdyby już nic nie zdarzyło się do niedzieli, to i tak zostanie poważnie przekroczona statystyczna norma zdarzeń niezwykłych.

Jak wszyscy byłem poruszony sensacyjnymi wiadomościami, ale zastanawiałem się, dlaczego moje odczucia tak różnią się od reakcji i komentarzy narzucanych przez media. Po sprawie jeleniogórskiej podniósł się krzyk, że sądy są bezbronne, źle strzeżone, że nie ma dość policji i pieniędzy do walki z przestępczością zorganizowaną. Zaczęto szukać winnych, sądy obwiniały policję, a policja - Ministerstwo Sprawiedliwości. Z jednego spektakularnego wydarzenia wyciągano najróżniejsze wnioski ogólnej i systemowej natury. A mnie uporczywie jeleniogórskie sceny jak z westernu kojarzyły się z szaleństwem, głupotą i bezmyślnością bezpośrednich sprawców strzelaniny. Nie mogłem pojąć, w jaki sposób sądzeni bandyci zdecydowali się podjąć szaleńczą próbę ucieczki w obecności specjalnej antyterrorystycznej jednostki policji. Takie rzeczy zdarzały się raczej podczas wojny lub okupacji, ale nie w czasach pokoju. Gdy zapytałem o rzecz całą doświadczonego w bandyckich sprawach kolegę adwokata, ten rzucił krótko: "Debile". Dopiero po dłuższym czasie zrozumiałem, co miał na myśli. Otóż istotnie trzeba być idiotą, żeby coś takiego zaplanować. Broń i granaty ukryte w sądowym kibelku (wzorem słynnego patentu z "Ojca chrzestnego"), a później jakoś to będzie. No i było! Dwóch kowbojów na miejscu pożegnało się z życiem, resztę złapała policja i zamiast wolności czeka ich przedłużony pobyt za kratami. Wiedziałem, że bandyci nie są z reguły mózgowcami, ale nie podejrzewałem ich o to, iż na własne życzenie potrafią sobie załatwić szybką śmierć. A celem ich akcji miało być przecież coś wręcz przeciwnego.
Następnego dnia w gigantycznym polowaniu na grubego, pręgowanego zwierza w podwarszawskim Tarchominie życie stracili dwaj główni bohaterowie tragicznych łowów: lekarz weterynarii, specjalista od dzikiej zwierzyny, i niestety kompletnie głupi, choć bardzo urodziwy tygrys bengalski. Ten ostatni był jedyną żywą istotą, której nie można przypisać żadnej winy. Tragiczna śmierć lekarza wywołanego z domu przez telefon komórkowy ma szczególnie ponury i symboliczny wymiar. Gdy najpierw ginie przez przypadek doktor kochający dzikie zwierzęta, to tygrys musi też ponieść śmierć. Kamery zarejestrowały dramatyczne sekundy. Tygrys jest szybszy od doktora, goni go, powala na ziemię i ucieka. Doktor próbuje wstać i dosięga go kula przeznaczona dla uciekającego zwierza. Lekarz bezwiednie, ale do samego końca chroni tygrysa przed śmiercią. Przeznaczenie jakieś czy co? Dwaj bohaterowie antycznej tragedii: wspaniały doktor i jego tygrys. A reszta aktorów tego niesamowitego spektaklu to głupcy lub statyści. Mój kolega adwokat pewnie znów użyłby psychiatrycznej etykietki, ale w tym wypadku byłaby ona zbyt ostra i krzywdząca. Tak czy inaczej, mieliśmy do czynienia z istnym koncertem bezmyślności. Rozpoczął go ten, kto wypuszczenie tygrysów z klatek uznał za dobry żart. Dwa zwierzaki obsługa cyrku jakoś podeszła, a trzeci się nie dał. Najpierw zaniepokojony, a wkrótce już oszalały ze strachu, nie wiedział, co począć. Uganiali się za nim jak dzicy ludzie z grabiami, dzidami, widłami, pałkami i co tam kto jeszcze miał pod ręką. W kamiennej dżungli osaczyli go jacyś czarni i niebiescy, ze strasznie huczącymi krótkimi i długimi kijami. Nikt nie myślał o niczym innym, tylko o tym, żeby zabić zwierza. Człowiek potrafi, bo przecież on jest panem wszelkiego stworzenia. Bezmyślnym, dzikim, ale panem. Panem, który mieni się homo sapiens. Jeżeli tak jest w istocie, to bezmyślność stanowi najprostsze zaprzeczenie człowieczeństwa.
I ona jest wszystkiemu winna, a nie żadne czynniki obiektywne, funkcjonalne, strukturalne czy systemowe. Bardziej mi żal tygrysa niż bandytów z jeleniogórskiego sądu.
Okładka tygodnika WPROST: 13/2000
Więcej możesz przeczytać w 13/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0