Pieniądze albo życie

Pieniądze albo życie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pisarze buntownicy kontra wolny rynek
Kto pamięta czasy pi-sarzy buntowników, którzy decydowali się na pełne fantazji i swobody życie, rezygnując z udziału w "wyścigu szczurów", jak pogardliwie ich następcy nazywają obowiązek szybkiego bogacenia się? Kolejne pokolenia amerykańskich pisarzy, wśród których byli Ernest Hemingway, Henry Miller, William Wharton, Paul Auster, wyruszały w świat, poszukując przygód mających ich przygotować na twardy byt ludzi niezależnych.
Możemy się przyjrzeć takim doświadczeniom, ukazały się bowiem dwie pasjonujące książki: "Listy. 1935-1980" Lawrence’a Durrella i Henry’ego Millera oraz autobiografia młodzieńcza Paula Austera "Wiążąc koniec z końcem" (opublikowane przez wydawnictwo Noir sur Blanc). Ukazują one ludzi, którzy ośmielili się żyć i pisać całkowicie po swojemu, proponować własną wizję świata, odrzucać lansowane wartości, style życia i sztuki. Mieli mnóstwo trudności i prawie zawsze mało pieniędzy, nawet gdy zdobyli już uznanie.
Z Henry’ego Millera rozliczni wydawcy gotowi byli zrobić wyzywającego ero-tomana, odrzucając niemal wszystko, co było jego odkrywczym, trudnym widzeniem natury ludzkiej i prowokującym intelektualnie obrazem świata. Mógłby zostać bogaczem, gdyby poddał się takim zamówieniom, ale upierał się przy swoim.
Pierwszy list młodego Durrella z roku 1935 był hymnem pochwalnym na cześć "Zwrotnika Raka" Millera, wydanego po długich staraniach autora. Durrell pisał: "Zwrotnik nadał życiu nową jakość. Ta książka zachwiała całą moją skalą wartości, pomieszała mi wszystkie miary i wagi. Widać w niej duszę. Z radością patrzę, jak jednym ruchem zmiótł Pan z powierzchni ziemi miałkie i cukierkowe uczucia. Oddaję cześć Zwrotnikowi jako powieści naszego pokolenia". W trwającej niemal pięćdziesiąt lat korespondencji obu pisarzy przewija się wątek kłopotów wydawniczych, cenzuralnych (tak!) oraz niebywałych bredni krytyków.
Paul Auster, najmłodszy z przypomnianych autorów, nie liczący się długie lata ani z giełdami finansowymi, ani literackimi, uznał, że warto pokazać, jak pod koniec XX wieku zostaje się artystą wagabundą. Jego autobiograficzną powieść "Wiążąc koniec z końcem" czyta się jednym tchem nie tylko dla niezliczonych przygód młodego obieżyświata. Przede wszystkim zadziwia ona bezkompromisową konsekwencją w buncie przeciw standardowo rozumianej karierze. Auster skończył szkołę, ale przez roztargnienie nie odebrał świadectwa, bo właśnie ruszał w podróż po Europie (odbył ją, pracując na tankowcu). Dorywczych zajęć imał się w Paryżu, we Włoszech, Hiszpanii, Irlandii, zależało mu jedynie na zdobywaniu nowych doświadczeń. "Precz z cudzymi wizjami udanego życia" - pisze. Miał swoje. Był przeciwny wojnie w Wietnamie, demokrację uznał za "tyranię większości", wydarzenia roku 1968 traktował z dystansem, wolał być samotnikiem z mocnym charakterem niż dzieckiem-kwiatem.
Dwa lata spędził na "delirycznym czytaniu książek", uzyskawszy po powrocie stypendium na nowojorskim Uniwersytecie Columbia. Uznał to za cenne doświadczenie, od którego "mózg płonął". Szukał jednak dalej wiedzy o ludziach. W autobiografii opisał spotkania z Genetem, Kosińskim, Lennonem. Dzięki tym swego rodzaju konfrontacjom chciał zrozumieć i ich, i siebie.
Wciąż nie miał jednak pieniędzy na życie. Pisał wiersze, recenzje, sztuki, tłumaczył, ale nie przynosiło mu to ani zarobku, ani uznania. Po dziewięciu latach, mając poczucie kryzysu i klęski, zaczął pisać książki dla forsy. Były to kryminały, które wydawcy zbywali wzruszeniem ramion. Tonąc, chwycił się brzytwy: postanowił sprzedać karcianą grę, wymyśloną w dzieciństwie. Wszędzie wyśmiewano i odrzucano jego pomysł. Tracił już grunt pod nogami, gdy na pewien czas ocalił go testament ojca.
Kim był ten heroiczny czciciel tworzenia całkowicie niezależnego, nie poddającego się prawom społeczeństwa? Naiwnym maniakiem? Szalonym marzycielem? Głęboko mądrym człowiekiem nie z tej epoki? Znał przecież współczesny świat, ale długo nie aprobował obowiązujących zasad. Zasady, wartości i sztukę chciał tworzyć sam. Czy był w tym anachroniczny?
Gdy minęła pierwsza młodość, poddał się prawom wolnego rynku. Poszukał operatywnej agentki. Ona wysłała do Abon Books książkę, która przeszła wcześ-niej groteskowe perypetie wydawnicze. W ciągu trzech dni wypłacono pisarzowi tysiąc dolarów. "Wiążąc koniec z końcem" kończą zdania: "To tyle o pisaniu książek dla pieniędzy. Tyle o sprzedawaniu". Przed Austerem otworzyła się kariera przenikliwego, realistycznego pisarza, znanego autora "Trylogii nowojorskiej".

Więcej możesz przeczytać w 32/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0