Kierownik pociągu pancernego

Kierownik pociągu pancernego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Władze Rosji zafundowały koreańskiemu dyktatorowi powrót do Związku Radzieckiego


Dynastia Kimów jest dziedzicznie obciążona lękiem przed lataniem, dlatego jej członkowie jeżdżą pancernymi pociągami. Z tego powodu podróż Kim Dzong Ila trwa prawie cztery tygodnie i jest najdłuższą od dziesięciu lat oficjalną wizytą, jaką przywódca państwa złożył w Rosji. Na czas pobytu Kima w Rosji znów trzeba było zapomnieć o głasnosti: program podróży, miejsca postoju, a także lista osób, z którymi spotykał się koreański gość, objęte były ścisłą tajemnicą. Nie wiadomo nawet dokładnie, gdzie wyprodukowano pociąg, którym jeździł Kim. Według jednych źródeł - w Rosji, według innych - w Japonii.
Podczas wizyty północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong Ila w Rosji mieszkańcy Moskwy mogli odnieść wrażenie, że cofnęli się w czasie co najmniej o dziesięć lat. Przecierali oczy ze zdumienia, widząc na ulicach swego miasta obrazy, od których w ciągu ostatniej dekady zdążyli już nieco odwyknąć. Gdy opancerzony pociąg wjeżdżał do Moskwy, dworzec od dawna otoczony był ścisłym kordonem milicji. Zadbano, aby okolica wyglądała świeżo i czysto. Miejskie służby - jak za czasów ZSRR - malowały trawę na zielono. Przed Mauzoleum Lenina znów stanęła warta honorowa. Gospodarze zrobili wszystko, by wódz komunistycznej Korei, w której czas zatrzymał się w epoce zimnej wojny, czuł się jak w ZSRR.

Lenin z lamusa
Na pierwszym planowanym postoju w Chabarowsku na koreańskiego przywódcę czekała delegacja miejscowych władz. Nadaremnie, z pociągu nikt nie wysiadł. Członkowie północnokoreańskiej delegacji pojawili się na peronie po 20 minutach. Oświadczyli, że przywódca jest zmęczony. Podobnie było w Ułan Udo i Jekaterynburgu. Jedynie w Omsku Kim zwiedził fabrykę broni.
W Moskwie na "ulubionego przywódcę" czekała grupa starszych ludzi z czerwonymi sztandarami. Zadbano o to, by tłum rozwścieczonych pasażerów, których pociągi odwołano, nie bacząc na trwający szczyt sezonu urlopowego, nie rzucał się w oczy. Wyczyszczono i umyto wszystkie drogi dojazdowe i okolice dworców, na których zatrzymywał się specjalny pociąg. Wypucowano również dawno zapomniany pomnik Lenina.
Jurij Tien, deputowany i przewodniczący parlamentarnej komisji rosyjsko-koreańskiej, uważa, że to nic dziwnego: "Chcemy, aby przywódca Korei Północnej czuł się u nas jak najlepiej. To jego pierwsza podróż zagraniczna i powinniśmy to docenić".

Z kim pił Kim?
Miejsca, które odwiedzał Kim w czasie swej podróży, można podzielić na trzy grupy: zakłady kosmiczne i zbrojeniowe, galerie sztuki i muzea, a także, rzecz jasna, miejsca pamięci rewolucyjnej. Północnokoreański przywódca złożył kwiaty przed Mauzoleum Lenina, choć od lat żaden wizytujący Moskwę mąż stanu tam nie zagląda. Największe wrażenie na szefie KRLD zrobiły Kosmiczne Zakłady im. Chruniczewa w Moskwie i Leningradzka Fabryka Metalurgiczna. W tych pierwszych zobaczył makietę nie istniejącej już stacji orbitalnej Mir. Koreański przywódca długo siedział wewnątrz modelu stacji, a później zadał dyrektorowi fabryki wiele pytań. Kiedy gospodarze pokazali rakiety nośne typu Angara i Proton, zdolne do przenoszenia ładunków jądrowych, towarzyszący wodzowi koreańscy wojskowi natychmiast zaczęli robić zdjęcia i notatki. W Leningradzkiej Fabryce Metalurgicznej, produkującej czołgi i traktory, Kim odbył przejażdżkę traktorem z lat 40. (był to pierwszy model ciągnika, jaki trafił do Korei Północnej).
Wizyta w Sankt Petersburgu miała mniej oficjalny charakter. "Z kim pił Kim" - żartowała rosyjska prasa. Wielki wódz odwiedził wraz z gubernatorem miasta Dimitrijem Jakowlewem browary piwa Bałtika. Najwyraźniej doskonale się tam bawili, gdyż wizyta w zakładach piwowarskich przeciągnęła się do dwóch godzin (planowano 20 minut), tak że nie starczyło już czasu na to, aby odwiedzić słynny okręt Aurora.
Pobyt w Moskwie po powrocie z Petersburga również miał nieoficjalny charakter. Po odwiedzeniu Galerii Tretiakowskiej Kim spotkał się z przyjaciółmi swego ojca Kim Ir Sena, m.in. z byłym marszałkiem ZSRR Dimitrijem Jazowem.

Deklaracja moskiewska
Koreański przywódca podczas całej wizyty pieczołowicie wycierał ręce. Nawet jeśli tylko dotknął klamki w Smolnym, natychmiast brał od jednego z pracowników ochrony chustkę higieniczną i czyścił dłonie. Robił to kilkanaście razy dziennie. Nie wiadomo, czy ta niezwykła dbałość o higienę to efekt strachu przed otruciem, czy objaw nerwicy. Każdy krok "ulubionego przywódcy" był uwieczniany na taśmie przez towarzyszących mu filmowców. Często przybierało to komiczne formy. Wystarczyło, by Kim się schylił, natychmiast podbiegał do niego mężczyzna z kamerą. Głównym elementem wyposażenia koreańskiej ekipy telewizyjnej była kamera na korbkę.
Z geopolitycznego punktu widzenia najistotniejszym efektem tej wizyty jest podpisana przez Władimira Putina i Kim Dzong Ila "Deklaracja moskiewska". Wynika z niej, że obie strony "do 2003 r. nie będą prowadzić doświadczeń z rakietami balistycznymi" i że "koreański program rakietowy nie jest skierowany przeciwko żadnemu państwu, które uznaje niepodległość Korei Północnej". Tak oto Władimir Putin pokazał światu, że z Kim Dzong Ilem można się porozumieć, ale może to zrobić tylko on - prezydent Rosji. I to chyba jedyny ważny skutek tej długiej transsyberyjskiej podróży.
Wizyta Kim Dzong Ila była dokładnym odtworzeniem podróży jego ojca Kim Ir Sena z roku 1959. Jeśli dynastia Kimów przetrwa, jej następny członek podąży do Rosji śladami ojca i dziadka dopiero za 30-40 lat. Miejmy nadzieję, że wówczas przenoszenie się w czasy Związku Radzieckiego nie będzie ani konieczne, ani możliwe.

Więcej możesz przeczytać w 33/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0