Know-how

Know-how

Dodano:   /  Zmieniono: 
Robosiostra. W Japonii powstał skafander dodający sił pielęgniarkom. Power Assist Suit składa się z metalowego szkieletu, do którego przymocowano rękawy i nogawki. Czujniki przytwierdzone do głównych grup mięśni odczytują, jakiej siły potrzebuje pielęgniarka podczas podnoszenia lub obracania pacjenta. Informacje są następnie przekazywane do mikrokomputera, a stamtąd do pięciu serwomotorów przymocowanych do kombinezonu w łokciach, kolanach i pasie. Komputer czuwa nad tym, żeby osobie noszącej skafander dostarczyć tyle siły, by mogła bez problemu wykonać każde zadanie. Podczas testów pielęgniarka ważąca 64 kilogramy z łatwością obsługiwała 70-kilogramowego pacjenta. Prototypowy kombinezon waży aż 18 kilogramów i kosztował 15 tys. funtów. Jego twórca, Keijiro Yamamoto z Kanagawa Institute of Technology, twierdzi jednak, że już za dwa lata będzie można kupić o połowę lżejszą wersję seryjną - zaledwie za 1200 funtów.

Słońce na zawołanie. Czyżby przełom w meteorologii? Amerykańskiej firmie Dyn-O-Mat udało się wyprodukować substancję w mgnieniu oka likwidującą chmury. Podczas kosztującego milion dolarów testu samolot wysypał 4 tony tego niezwykłego środka na chmurę o długości 1,6 km i grubości 4 km. Obserwatorzy z centrum meteo-rologicznego i lokalnej telewizji potwierdzają, że obłok dosłownie zniknął z nieba i ekranów radarów. Dyn-O-Gel absorbuje dwa tysiące razy więcej wody lub pary wodnej, niż waży. Produkowany jest w postaci płatków podobnych do śniegu, dzięki czemu wolno opada i jest skuteczniejszy. Każda jego cząsteczka wiąże kilkanaście cząsteczek wody, po czym zmienia się w żel. Najszybciej rozpuszcza się w słonej wodzie, ale producent zapewnia, że również na powierzchni ziemi szybko ulega biodegradacji. Autorzy wynalazku sądzą, że będzie on przydatny na przykład do niszczenia grożących ulewą chmur przed ważnymi uroczystościami na wolnym powietrzu. Naukowcy zamierzają się ubiegać o pozwolenie wypróbowania środka w walce z huraganem.

Gdzie wzrok nie sięga. Agencja ds. Żywności i Leków zezwoliła na używanie w Stanach Zjednoczonych kamery umieszczonej w pigułce. Badany połyka urządzenie, które wędruje przez układ pokarmowy, przekazując kolorowe zdjęcia tkanek do odbiornika noszonego przy pasku. Kamera M2A Swallowable Imaging Capsule służy do badania jelita cienkiego. Dociera do załomów jelita, dzięki czemu oszczędzi wielu osobom konieczności operacji. Tylko w USA tego typu diagnozy potrzebuje co roku 25 tys. osób. Podczas testów urządzenie odkryło 60 proc. zmian chorobowych, podczas gdy badanie endoskopowe jest skuteczne w 35 proc. Kamery nie można jednak stosować u ludzi cierpiących na zwężenie jelita, ponieważ mogłaby w nim utknąć, ani w kolonoskopii (badanie jelita grubego), gdyż ma za słabe baterie. Given Imaging Ltd., firma z Izraela, która zbudowała to niezwykłe urządzenie, zapowiada, że produkt pojawi się na rynku już za trzy miesiące. Stanowisko komputerowe do obróbki pozyskanych obrazów ma kosztować 20 tys. dolarów, a sama pigułka - 450 dolarów.

Sygnał z otchłani. Łodzie podwodne muszą się co jakiś czas wynurzać na powierzchnię, żeby się komunikować ze światem. W warunkach wojennych oznacza to narażanie się na niebezpieczeństwo. Technicy z Office of Naval Research w Arlington znaleźli rozwiązanie tego problemu. Zbudowana przez nich pływająca antena umożliwia przesyłanie dużych pakietów informacji i kontaktowanie się z satelitami. Naukowcy połączyli kilkanaście jednostek pracujących na falach ultrakrótkich. W normalnych warunkach fale krótkie pochłania woda, ale ponieważ połączone elementy nigdy nie zostają zalane równocześnie, sygnał może dotrzeć do miejsca przeznaczenia. Niestety, z powodu falowania pakiety informacji odbierane są niechronologicznie. Z pomocą informatyków udało się rozwiązać i ten problem. Stworzyli oni program ułatwiający odczytywanie danych. Przedstawiciele marynarki wojennej nie ujawnili, jak głęboko może być zanurzona łódź podczas przesyłania informacji. Wiadomo jednak, że testy zakończyły się sukcesem.

Ostra selekcja. Ostry smak nie tylko zapewnił papryce trwałą pozycję w książkach kucharskich, lecz również pozwolił jej przetrwać w nieprzyjaznym środowisku. Dowiedli tego Josh Tewksbury i Gary Nabhan z University of Florida. Podczas prowadzonych na południu Arizony badań umieścili oni na krzewach Capsicum annuum kamery i obserwowali zachowanie odwiedzających je zwierząt. Okazało się, że ptaki z rodzaju Toxostoma chętnie się raczyły paprykami, podczas gdy owocożerne gatunki gryzoni omijały je z daleka. Badając odchody zwierząt, naukowcy stwierdzili, że nasiona rośliny przechodzą przez przewód pokarmowy ptaków nie uszkodzone, a gryzonie przeżuwają i niszczą większość z nich.

Więcej możesz przeczytać w 35/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Opracował:
-
 0