Nikt

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeszcze w roku 1932 Niemcy mogły się pozbyć Hitlera jednym podpisem urzędnika
Co można jeszcze napisać o jednym z największych zbrodniarzy wszech czasów - po "Hitlerze. Studium tyranii" Bullocka, po biografii pióra Joachima Festa i 120 tys. innych publikacji na temat Führera wydanych po 1945 r.? A jednak poważne hitleriana wciąż stają się książkowymi hitami. Edytorskim wydarzeniem roku 1998 w Europie Zachodniej stał się "Hitler" Iana Kershawa, mediewisty, dziekana historii na Uniwersytecie w Sheffield.
To, że postacią, która wywarła największy wpływ na bieg dwudziestowiecznej historii, zajął się badacz średniowiecza, narzędziami typowymi dla poznawania tej epoki, jest największym atutem tej niezwykłej książki. Kershaw odnosi się do obiektu swych dociekań tak beznamiętnie jak archeolog do omiatanego pędzelkiem szkieletu i jak pisze - podszedł do problemu "od niewłaściwej strony: bardziej niż postać tego człowieka interesowało mnie to, jak w ogóle Hitler był możliwy".
Książka Kershawa nie jest więc wiwisekcją geniusza wojny, megaokrutnika czy patologicznej osobowości, ale biografią kogoś nijakiego, kto byłby i powinien zostać szarą drobiną tłumu, gdyby nie zupełnie fantastyczny splot okoliczności, które nędznego pacykarza z wiedeńskich noclegowni dla bezdomnych uczyniły zmorą stulecia. Adolfa Hitlera stworzyła właśnie ta nijakość, która ułatwiła mu identyfikację z przeciętnym, szarym, niezbyt lotnym Niemcem. Do trzydziestego roku życia późniejszy Führer był nikim: człowiekiem bez twarzy, poglądów, nawet bez biografii. Jego ojciec Alois zmienił nazwisko z realnego Schiklgruber na wirtualne Hitler, nie istniejące wcześniej w żadnym spisie ludności niemieckiej. Byli: Hietler, Hüttler, Hütler, Hiedler (tak nazywał się ojczym Aloisa), ale Hitler został stworzony przez niego samego. Można wierzyć późniejszym słowom Adolfa, że za nic nie był ojcu tak wdzięczny, jak za porzucenie rodowego nazwiska - bo jakże brzmiałoby pozdrowienie "Heil Schiklgruber"?
Anonimowa była pierwsza miłość Adolfa Hitlera, dziewczyna spotykana na ulicy w Linzu, nie wiedząca nawet o jego istnieniu, i miłość ostatnia, Ewa Braun, o której istnieniu - aż do śmierci w bunkrze Kancelarii Rzeszy - nie miały pojęcia miliony poddanych Führera. Nikim był Hitler wegetujący w wiedeńskim przytułku i żyjący z malowania obrazków sprzedawanych w piwiarniach po 5 koron. Nosił wówczas "długi szary płaszcz powycierany na rękawach, sfatygowany kapelusz, spodnie pełne dziur i buty wypchane papierem, miał włosy do ramion i nie przystrzyżoną brodę". Banalne było źródło jego objawionej nagle zoologicznej nienawiści do Żydów, którym w Wiedniu wiodło się lepiej niż jemu. Był nikim w wojsku pełnym szwejków, gdzie przez pięć lat gorliwej służby dosłużył się ledwie stopnia kaprala. W rozpolitykowanym Monachium 1920 r., po zdławieniu Bawarskiej Republiki Rad, gdzie każda piwiarnia była Hyde Parkiem, jawił się tylko jednym z setek anonimowych krzykaczy, którego antysemickie fobie wywoływały śmiech i walenie kuflami w stoły. Pisząc "Mein Kampf", musiał więc usilnie wymyślać swą biografię - tworzył legendy o wiedeńskiej iluminacji wrogim i brudnym żydostwem, o siódmym numerze legitymacji Niemieckiej Partii Robotniczej (poprzedniczki NSDAP), podczas gdy widniały na niej trzy piątki, i o własnoręcznym schwytaniu 15 jeńców francuskich, za co dostał Krzyż Żelazny, naprawdę przyznany mu za bieganie z meldunkami w charakterze kompanijnego ordynansa.
Kershaw dowodzi, że w świetle niemieckiego prawa (choć już nie de facto) Hitler pozostawał nikim - bezpaństwowcem - aż po rok 1932, kiedy jeszcze rząd republiki weimarskiej mógł go lege artis deportować jednym podpisem urzędnika. Nie zrobił tego jednak, tak jak po wypuszczeniu go z więzienia w 1925 r. nie wyegzekwował sądowego orzeczenia zakazującego mu publicznych wystąpień. Przymknął natomiast oko na uzyskanie przez Hitlera obywatelstwa na skróty, mianując go na urząd radcy w wydziale gospodarki rolnej i geodezji w Brunszwiku. Hitler sposobił się już wówczas do fotela kanclerza, którego nie mógłby objąć bez niemieckiego paszportu. Siedem lat później wybuchła druga wojna światowa.

Więcej możesz przeczytać w 36/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0