Dwa cykle

Dwa cykle

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie można mądrze rządzić, będąc w połowie drogi
Już po raz drugi udaje nam się zakończyć pełną kadencję parlamentu i wybory odbywają się w terminie. Niestety, na ten czteroletni rytm nakłada się u nas drugi cykl - dojrzewania trzydziestolatków, ale nie tylko ich, do profesjonalnej polityki (wedle ich rozumienia tego pojęcia). Zgodnie z moimi obserwacjami, cztery lata (plus minus rok) wystarczają w zupełności, aby działacz - pełen słusznego krytycyzmu wobec warcholstwa i prywaty poprzedników - zamienił się w podobnego im wytrawnego gracza. Podstawowa mądrość, której należy się nauczyć na centroprawicy, głosi, że to gra i układanie list przy zielonym stoliku decydują o szansach w polityce.
Oczywiście, życie stronnictw bywa kapryśne. Czas, a szczególnie czas władzy, weryfikuje liderów i struktury. Ale nie jest też znowu tak, że można odpowiedzialnie rządzić lub krytykować rządzących, gdy się jest zawsze w połowie drogi. Przed czasem wyborczych rozliczeń obiecuje się nowe programy w nowym wcieleniu, a jeszcze nie rozliczyło się ze starych kompromisów i niedokonań. Młodzi szybko uczą się od starych tego, że nieodpowiedzialność popłaca. Cykl narodzin, rozwoju i obumierania formacji powinien być - według centroprawicowych manier - krótki, aby nie można było nikogo rozliczyć i móc grać o każde rozdanie od zera. Tymczasem bez stabilnych opcji i stabilnych podstaw wszystko płynie - panta rhei. Znam argument obrońców tego nieporządku - ład ideowy jest zmienny i tak musi być. Dlaczego zatem nie jest tak wśród naszych adwersarzy, czyli w SLD?
Niektórzy sądzili, że to starsze pokolenie jest tak swarliwe i że młodzież, nie obciążona sporami przeszłości, tchnie nowego ducha w nasze życie publiczne. Otóż nie, po wielekroć nie. Jeśli nie obowiązuje lojalność wobec elektoratu, nie ma też lojalności wewnątrz środowisk politycznych. Najpierw politycy doprowadzają do rozsypywania się własnych struktur, nie mają dość siły i odwagi, żeby dyscyplinować swoich liderów, a potem znienacka z podobnymi sobie głoszą napuszone hasła. Liczą, że znów przekonają kolejnych naiwnych i wcale (sądząc z sondaży) nie tak zagubiony elektorat. Media zbyt są zainteresowane kreowaniem faktów, aby zgłębiać istotę tych cykli. Zastanawiając się, jak odpowiedzieć na pytania: kim jestem?, co zrobiłem?, dokąd zmierzam?, zaufałem Internetowi, zastrzegając sobie domenę www.bielecki.pl. Tylko tak mogę bronić hasła wymyślonego przez mojego syna Maxa - "niezależny, odpowiedzialny, bielecki".

Więcej możesz przeczytać w 36/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0