Wyjście awaryjne

Wyjście awaryjne

Dodano:   /  Zmieniono: 
Próba samobójstwa czy zemsta zniecierpliwionych wierzycieli?
Czy następcy Pershinga grozili Ireneuszowi Sekule?

A może finał znajomości z Andrzejem Kolikowskim, pseudonim Pershing? - Postrzelenie Ireneusza Sekuły mieści się w ciągu zdarzeń zapoczątkowanych zabójstwem Pershinga w Zakopanem w grudniu ubiegłego roku - mówi policjant prowadzący śledztwo.
- Zmieniła się konstelacja, zmieniły się układy i zależności. Są nowi szefowie i nowe zasady. Następcy Pershinga mogli uznać, że nie muszą respektować starych umów - dodaje. Zdaniem innego policjanta, sprawa może dotyczyć starego długu. Policyjni informatorzy donosili ostatnio, że wierzyciele wyznaczyli ostateczny termin zwrotu pożyczki. Dłużnik starał się załatwić gotówkę, ale w ubiegłą środę okazało się, że nie ma szans na szybkie znalezienie pieniędzy. Nie wiadomo, czym grożono, gdyby dłużnik nie oddał pożyczki. Zdarzało się już jednak, że osoby znajdujące pod silną presją podejmowały próby samobójcze. Inni woleli się sami postrzelić lub zranić i trafić do szpitala, by w ten sposób odwlec egzekucję długu bądź zapewnić sobie tymczasowe bezpieczeństwo. Przed trzema miesiącami skontaktowaliśmy się z Ireneuszem Sekułą. Chcieliśmy wyjaśnić jego związki z Wickiem, Pershingiem oraz Bogusławem Bagsikiem. Trudno było się z nim porozumieć - po wylewie miał kłopoty z mówieniem. Na pytania odpowiedział na piśmie.
Dwa strzały, trzy rany
Rannego Ireneusza Sekułę znaleziono w czwartek nad ranem w siedzibie firmy Prodexim. Wiadomo, że strzały padły z jego własnego rewolweru marki Astra. Policjanci twierdzą, że choć odkryto trzy rany, były dwa strzały - trzecia rana powstała w wyniku rykoszetu. Od rannego czuć było woń alkoholu (wyniki badania krwi nie są jeszcze znane). Z nieoficjalnych informacji wynika, że oprócz ran postrzałowych na ciele Sekuły stwierdzono stłuczenia. Być może powstały one, kiedy upadł, tracąc przytomność. Zdaniem prof. Janusza Bolewskiego, rzecznika szpitala wojskowego, w którym przebywa Ireneusz Sekuła, jego stan jest na razie stabilny i w najbliższym tygodniu planowane jest leczenie farmakologiczne. - Statystycznie rzecz biorąc, w podobnych wypadkach udaje się wyleczyć jednego na dziesięciu pacjentów - wyjaśnia prof. Bolewski.

Dziwna sprawa:
Bagsik pozywa Rutkowskiego

Ireneusz Sekuła zostawił napisany w komputerze list. - List był bardzo chaotyczny. Dotyczył spraw osobistych i biznesowych - mówi Paweł Biedziak, rzecznik prasowy komendanta głównego policji. Sekuła napisał, że nic mu się w życiu nie udało, jest w tarapatach finansowych, znajduje się pod wielką presją. W drodze do szpitala ranny - był wtedy przytomny - miał mówić lekarzowi, że chciał z sobą skończyć. - Samobójstwo jest w tym wypadku najbardziej prawdopodobną hipotezą - uważa Julita Sobczyk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. - Zabójca zabija, a nie rani ofiarę i ją zostawia - przekonuje Paweł Biedziak. - Taki sposób popełnienia samobójstwa stosowany jest bardzo rzadko, lecz zdarza się - mówi prof. Tadeusz Hanausek, kierownik Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zdaniem, ludzie zdeterminowani wybierają raczej uduszenie, skok z wysokości lub - jeżeli mają pistolet - strzał w głowę. Józef Oleksy, były premier i znajomy Sekuły, zaznacza, że nie jest on typem samobójcy. Jest silny i odporny psychicznie. Próbę samobójstwa Oleksy nazywa "dziwną sprawą".
Ranny Ireneusz Sekuła miał zatelefonować do córki Agaty, która powiadomiła z kolei swoją matkę i razem przyjechały do siedziby firmy Prodexim. Sekuła miał sam otworzyć im drzwi. Firma mieści się przy ul. Brackiej w centrum Warszawy. Wejścia na podwórko i do klatek schodowych strzeże zamykana, okratowana brama. Nie wiadomo, jak kobiety dostały się przez tę bramę do mieszkania.
- Detektyw Krzysztof Rutkowski zasugerował na antenie radia RMF FM, że Ireneusz Sekuła próbował popełnić samobójstwo z mojego powodu. Nie zamierzam tego darować, sprawa znajdzie finał w sądzie - mówi Bogusław Bagsik, któremu - jak głosi plotka - Sekuła był ponoć winien prawie milion dolarów.
- Nie wypieram się znajomości z byłym wicepremierem. Mam o nim jak najlepsze zdanie. Widywaliśmy się wielokrotnie, ale nie po to, by robić interesy. Ireneusz Sekuła nie był mi nigdy nic winien. Łączyła nas tylko jedna wspólna transakcja: dziesięć lat temu kupiłem od niego mieszkanie przy alei Róż. To wszystko.

Ich czworo
O "dziwnych" kontaktach i znajomościach Ireneusza Sekuły zaczęto mówić, gdy był szefem Głównego Urzędu Ceł. Widywano go wówczas często w towarzystwie G., znanego biznesmena, którego mercedesem jeździł na służbowe wizytacje inwestycji urzędu. To wtedy skontaktował się z Sekułą nie znany w świecie biznesu Wiesław Peciak, w półświatku mający pseudonim Wicek. Poprosił, żeby prezes GUC pomógł mu w odnalezieniu skradzionego w Warszawie mercedesa. - Po otrzymaniu od pana Peciaka wiadomości o kradzieży uczyniłem to, co robiłem rutynowo w przeszłości i co uczyniłby w tej sytuacji każdy z moich zastępców. Poleciłem przekazać posterunkom celnym na granicy numery silnika i podwozia skradzionego pojazdu" - wyjaśniał nam trzy miesiące temu Sekuła.
Peciaka poznał przed objęciem prezesury w GUC: "Była to i jest do dzisiaj kilkuletnia znajomość o charakterze niekoniunkturalnym" - tłumaczył Sekuła. "Pan Peciak pytał mnie czasem, w co zainwestować pieniądze. Może na przykład w skład celny? Zawsze mu to odradzałem. Można zatem określić mnie mianem 'społecznego doradcy'" - dodawał. Wkrótce Wiesławem Peciakiem zainteresował się wymiar sprawiedliwości. W czasie przesłuchań Peciak twierdził, że wiele interesujących kontaktów nawiązał dzięki bliskiej współpracy z Bogusławem Bagsikiem, wtedy szefem Art-B. Przez niego poznał m.in. Andrzeja Kolikowskiego - Pershinga.
Podczas śledztwa dotyczącego napadu na dom Peciaka tzw. gangu karateków (w 1995 r.) wyszły na jaw ciekawe fakty. "W sejfie znaleźliśmy różne dokumenty" - mówił później w czasie procesu Robert S., pseudonim Suchy, uczestnik napadu. "Było tam pełnomocnictwo, z którego wynikało, że Peciak jest reprezentantem Bagsika i Gąsiorowskiego - właścicieli Art-B. Były też dokumenty dowodzące, że określone osoby są winne pieniądze Bagsikowi i Gąsiorowskiemu. Chodziło o takie sumy, jak 250 tys. USD i milion dolarów. Jeżeli chodzi o dłużników, to utkwiło mi w pamięci nazwisko Ireneusza Sekuły. Dokładnej treści nie mogę sobie przypomnieć, ale sens był taki, że Sekuła jest winien albo może pożycza od Bagsika i Gąsiorowskiego kwotę miliona dolarów. Chyba był tam określony termin spłaty" - zeznawał Suchy.
Do towarzysko-biznesowego kręgu znajomych Ireneusza Sekuły należeli na pewno biznesmen G., Bogusław Bagsik, Wiesław Peciak oraz Andrzej Kolikowski, czyli Pershing. To m.in. dlatego Sekułą interesowali się policjanci z wydziałów do walki z przestępczością zorganizowaną. Były asystent Ireneusza Sekuły (w latach 1996-1997) złożył w naszej redakcji oświadczenie dotyczące m.in. kontaktów jego byłego pracodawcy ze światem przestępczym oraz opisujące rolę Sekuły w zdobywaniu pieniędzy dla SdRP. Osoba ta złożyła też niedawno doniesienie do prokuratury, w którym informuje, jakoby Sekuła groził jej, jeżeli nie zamilknie.

Archiwum Sekuły
Oficjalnie Ireneusz Sekuła jest doradcą ekonomicznym amerykańskiej firmy konsultingowej Grot Distributing Inc. (z siedzibą w Chicago). Jest także współwłaścicielem Prodeximu. Z akt sądu rejestrowego wynika, że Wytwórczo-Handlowe Przedsiębiorstwo Produkcyjne Prodexim zostało zarejestrowane w 1990 r. (kapitał założycielski ustalono na 1000 zł). Nie wiadomo, czym firma się zajmuje, gdyż w aktach nie ma ani sprawozdań, ani bilansów. W 1997 r. kapitał podwyższono o 10 tys. zł, a w 1998 r. Ireneusz Sekuła został jednym z dwóch współwłaścicieli firmy. Jego wspólnik odmawia informacji na temat działalności spółki:
- Prodexim nie jest już moją firmą, nie mam chęci o tym rozmawiać.
- W ostatnich miesiącach Sekuła niemal zupełnie odsunął się od interesów, chociaż jego firma konsultingowa - Grot Distributing Inc. - zdobywała coraz więcej klientów. Miał problemy rodzinne, a przede wszystkim naprawdę był bardzo chory. Pod wpływem emocji, na przykład silnego zdenerwowania, zupełnie tracił panowanie nad sobą, nie mógł mówić. Interesy powierzył radcom prawnym, m.in. osobom pracującym niegdyś w dyplomacji PRL - mówi znany warszawski prawnik.
Niedawno Sekuła zwierzał się ponoć, że po wylewie pogorszyła mu się pamięć, dlatego postanowił zapisywać sobie niektóre rzeczy w komputerze, w tym szczegóły różnych przeszłych transakcji. Miało to zaniepokoić niektórych jego znajomych.

Więcej możesz przeczytać w 14/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0