Ofiary lojalności

Ofiary lojalności

Dodano:   /  Zmieniono: 
Po prawie półwieczu zdradzeni sojusznicy Francji z Algierii domagają się prawdy
Zdradzeni, opuszczeni, zapomniani i poniżeni. Tak czują się les harkis - dawni członkowie francuskich oddziałów pomocniczych w Algierii, złożonych z miejscowych żołnierzy, których po uzyskaniu przez ten kraj niepodległości rozbrojono i pozostawiono na pastwę partyzantów i nowych władz. 30 sierpnia tego roku ich przedstawiciele złożyli w paryskim sądzie formalną skargę w sprawie popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości i współudziału w ich dokonaniu, skierowaną przeciwko Algierii i Francji. Mówi się w niej o 150 tys. cywilów zamordowanych z powodów politycznych.

Bez przedawnienia
Oceny liczby ofiar francuskiej bezduszności i algierskiego barbarzyństwa nie są jednolite. Historycy na ogół zgadzają się, że zginęło wówczas około stu tysięcy ludzi. Sądowa skarga w tej sprawie jest dla Francji prawdziwym policzkiem. Postępowanie sądowe z oskarżenia o zbrodnie przeciwko ludzkości lub o współudział w ich popełnieniu zostało dotychczas wszczęte we Francji tylko przeciwko czterem osobom. Byli to dwaj oprawcy hitlerowscy (Klaus Barbie i Alois Brunner) i dwaj urzędnicy kolaborujących z hitlerowcami w czasie wojny władz francuskich (Paul Touvier i Maurice Papon).
Autorzy skargi napotkali przeszkody. Najważniejsza z nich polega na tym, że nie każde złamanie praw człowieka może być zakwalifikowane jako zbrodnia przeciwko ludzkości. Prawo francuskie dopuszcza taką kwalifikację tylko wobec czynów odpowiadających definicji trybunału z Norymbergi i popełnionych w czasie II wojny światowej albo po 1994 r. Co więcej, przestępstwa dokonane podczas wojny w Algierii zostały objęte amnestią, a zbrodnie wojenne podlegają przedawnieniu. Paradoksalnie sytuacja prawna zmusza osoby pragnące dochodzić sprawiedliwości po upływie prawie pół wieku do stawiania oskarżeń o zbrodnie przeciwko ludzkości, bo tylko ich nie dotyczy przedawnienie ani amnestia.

Wyrok na harkisów
Co naprawdę wydarzyło się w Algierii? W marcu 1962 r. - a więc tuż przed podpisaniem francusko-algierskich porozumień z Evian w sprawie niepodległości - ONZ oceniała liczbę Algierczyków związanych z francuskim aparatem wojskowym lub administracyjnym na 263 tys. (z rodzinami - około miliona). Tylko niewielkiej części z nich udało się przedostać do Francji (niektórych odesłano z powrotem do Algierii). Szacuje się, że uczyniło to od 20 tys. do 60 tys. harkisów. Jeśli dodać rodziny, wyjechało około 150 tys. osób. Ludzie ci byli we Francji przez ponad dziesięć lat przetrzymywani w obozach w upokarzających warunkach, ale i tak mogą mówić o wielkim szczęściu. Gdyby zostali w Algierii, prawie na pewno straciliby życie. Świadectwa mówią o wyjątkowym okrucieństwie, z jakim rozprawiano się z harkisami. Nie należało do rzadkości grzebanie ich żywcem. Jest więc jasne, że zarzut popełnienia zbrodni musi dotyczyć w pierwszej kolejności Algierii. Jednakże jeden z autorów skargi sądowej, Boussad Azni, określa sytuację dosadnie: Algieria była katem wykonującym wyrok wydany przez Francję.
W skardze cytuje się w szczególności dyrektywę i telegram Louisa Joxe’a, ówczesnego ministra stanu ds. Algierii. Zawierają one przypomnienie, że "bezwzględnie zakazane" są wszelkie inicjatywy - w tym indywidualne - mające na celu przewóz harkisów do Francji, a także żądanie zastosowania "należytych sankcji" za złamanie tych rozkazów. Mimo to niektórzy oficerowie starali się przemycać do Francji swoich podkomendnych pochodzenia algierskiego. Były to jednak raczej wyjątki niż reguła.
Regułę opisuje załączone do skargi zeznanie byłego podoficera francuskiego, który służył w oddziale złożonym z 50 osób, w tym 20 Algierczyków. Dwa dni przed definitywnym odjazdem dowództwo zarządziło odebranie harkisom zamków karabinów. W ostatnim dniu, kiedy kilkaset metrów dalej rozlokował się już uzbrojony po zęby oddział algierski, załadowano ciężarówki, a harkisom powiedziano, że mają iść do biura po odbiór żołdu. Wtedy ciężarówki ruszyły. Do rozbrojenia i porzucenia harkisów używano wielu innych podstępów, a jeśli nie skutkowały - po prostu siły.
Ograniczenie się do podania tych faktów byłoby jednak uproszczeniem. Z jednej strony władze francuskie rzeczywiście nie potrafiły sprostać sytuacji, z drugiej - próbowały realizować kilka błędnych założeń politycznych. Oczywiście, jedynym w pełni skutecznym sposobem zapewnienia harkisom bezpieczeństwa było przewiezienie ich do Francji. Historyk Guy Pervillé twierdzi, że prezydent de Gaulle był przeciwny takiemu rozwiązaniu co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze, porozumienia z Evian zawierały obustronną rezygnację z wszelkich represji. De Gaulle’owi zależało na tym, żeby Algierczycy czuli, iż ma do nich w tym względzie zaufanie. Po drugie, harkisi byli wtedy "bardziej francuscy niż Francuzi", byli więc potencjalnie łakomym kąskiem dla wojskowej organizacji OAS, przeciwnej oddaniu Algierii i nie cofającej się przed morderstwami czy zamachami. Po trzecie wreszcie, de Gaulle uważał, że harkisi nie są "prawdziwymi Francuzami", i nie oddzielał problemu ich imigracji od kwestii imigracji Algierczyków w ogólności.

Walka o honor
Problemu harkisów i popełnionych na nich zbrodni nie rozwiąże ani ewentualna rozprawa sądowa, ani planowany przez władze Francji na 25 września 2001 r. "dzień narodowego hołdu" dla tej pokrzywdzonej grupy. Nie chodzi tu jednak tylko o problem odpowiedzialności karnej czy ceremonię polityczną, lecz o odpowiedź na pytania o wstyd, honor i lojalność. Algierski prezydent Buteflika powiedział pogardliwie o harkisach, że to odpowiednik francuskich kolaborantów z czasów II wojny światowej. Tymczasem francuscy kolaboranci wcale nie czuli się Niemcami, a okupowana Francja nigdy nie była prowincją Rzeszy. Algieria przez cały wiek była nie tyle kolonią, ile częścią Francji, a jej terytoria miały status francuskich departamentów. Czym innym było więc stwierdzenie przez harkisa, że czuje się Francuzem, a czym innym decyzja Francuza o kolaboracji z hitlerowcami. Niestety, na podstawie wypowiedzi prezydenta Butefliki trudno przypuszczać, by Algieria uświadomiła sobie, że wobec harkisów odegrała jednak rolę kata.

Więcej możesz przeczytać w 37/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0