Sprawdzian haseł

Sprawdzian haseł

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ile jest warte hasło prawicy mówiące o "prawej Polsce"?
Krytycy PRL twierdzili z przekąsem, że nie ma takiego głupstwa, którego rządzący nie próbowaliby wcielić w życie. Wydawało się, że w III Rzeczypospolitej prawo to przestało obowiązywać. Mnożą się jednak sytuacje wskazujące na jego zmartwychwstanie. Tylko tak można przecież objaśnić fakty i mechanizmy ujawnione w raporcie Najwyższej Izby Kontroli, dotyczącym "korzystania z usług doradczych i eksperckich przez organy administracji rządowej".
Inspektorzy NIK przeprowadzili kontrolę w dziewięciu ministerstwach i dwunastu urzędach centralnych. W 1999 r. i w pierwszej połowie 2000 r. instytucje te wydały na usługi doradcze i ekspertyzy aż 67 mln zł. Jak ustaliła kontrola, co najmniej 60 proc. tej kwoty stanowią wydatki nieuzasadnione. Aż 95 proc. umów zawarto z wolnej ręki, co rodzi obawy o kumoterstwo i korupcję. W tym peletonie absurdu prawdziwym liderem okazała się Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, która prawie 80 umów zawarła ze studentami. Pisali oni m.in. opinie prawne na temat ustaw wprowadzających najważniejsze reformy ustrojowe. Bajońskie sumy wypłacono ekspertom obsługującym jednocześnie prywatne firmy zainteresowane tą samą materią, co pod wielkim znakiem zapytania stawiało ich bezstronność. Lista podobnych grzechów jest równie ogromna jak góra publicznych pieniędzy przeznaczona na ich sfinansowanie.
Zwykły człowiek przeciera oczy ze zdumienia i zadaje pytanie, jak to jest możliwe, że najważniejsze urzędy państwowe, zatrudniające tysiące świetnie wynagradzanych urzędników, w codziennym działaniu posługują się murzynami. Jak to się dzieje, że w kraju o ogromnym potencjalne naukowym, dysponującym znakomitymi specjalistami z Polskiej Akademii Nauk i wielu ośrodków akademickich, opiniowanie najważniejszych spraw państwa powierza się studentom? Czy w tej sytuacji można się dziwić, że reformy przeprowadzone przez rząd Jerzego Buzka zawierają tyle błędów i niedoróbek?
Ludzie za to wszystko odpowiedzialni wykręcają się od złożenia wyjaśnień. Udają, że w ogóle nie ma sprawy, bo raport NIK nie został dotychczas oficjalnie ujawniony. Jest to taktyka równie absurdalna jak inkryminowane zamawianie ekspertyz. Cała Polska przecież wie, że owa blokada jest dziełem nowego prezesa NIK, do niedawna aktywisty AWS. W ten sposób żenujące praktyki ministerialnych urzędników żyruje cała formacja, bezlitośnie obnażając, jak mało warte jest jej wyborcze hasło mówiące o "prawej Polsce".
Więcej możesz przeczytać w 37/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0