Poczta

Poczta

Dodano:   /  Zmieniono: 
Plan Wilczyńskiego
Wysiłki i nawoływania prof. Wilczyńskiego, wybitnego ekonomisty, który w artykule "Plan Wilczyńskiego" (nr 36) i w wielu felietonach przestrzega przed skutkami absurdalnej polityki gospodarczej, można by skomentować: "jak grochem o ścianę". Pozostaje tylko zadać sobie pytanie: jak długo jeszcze będziemy czekać, by w Sejmie zasiedli ludzie o odpowiednich kwalifikacjach ekonomicznych?

KRZYSZTOF JANKOWSKI

Ślepi na jedno oko
Rafał A. Ziemkiewicz w artykule "Ślepi na jedno oko" (nr 36) buduje tezę prostą i atrakcyjną formalnie: kilkudziesięciu młodych ludzi pobiło pod Płockiem Romów. Ponieważ byli to Romowie zamożni, Ziemkiewicz wysuwa wniosek, że podłożem napaści była nienawiść klasowa, charakterystyczna jest dla ruchów lewicowych. Właściwie więc sytuacja wygląda tak, że Romów mogli napaść młodzi ludzie protestujący na ulicach Genui czy Pragi przeciwko niesprawiedliwości społecznej i zadłużeniu krajów Trzeciego Świata. Tak więc obrońcy biednych gotowi są w każdej chwili porzucić swoje ideały, by rżnąć bogatych, szczególnie jeśli bogaci są Romami albo Żydami, bo wiadomo wszak, że Marks był antysemitą.
Dostało się nie tylko socjalistom, ale i chrześcijanom. Istnieje zresztą bogato udokumentowana teoria, że jednych i drugich dzieli niewiele, szczególnie w odniesieniu do chęci życia w komunie i walce o sprawiedliwość. (...) Dość poczytać encykliki dotyczące nauki społecznej. (...) Nie sądzę jednak, by autor artykułu chętnie się w słowa papieża wsłuchiwał, ten bowiem ku oburzeniu kół finansowych poparł antyglobalistów. (...) Autor artykułu zadaje pytanie, zachęcając czytelnika do eksperymentu: czy gdyby lewicowa młodzież pobiła zamiast Romów bogatych letników, to doczekałaby się potępienia? Bardzo lubię eksperymenty, ale by się udały, należy się opierać na równorzędnych i uzasadnionych przesłankach. (...) Lewicowa młodzież nie napada na bogatych letników, tylko rzuca jajami w przywódców światowych potęg i organizuje seminaria, mające pomóc w znalezieniu nowego rozwiązania dla świata, za co niektórzy zapłacili już życiem. Na bogatych letników napadają złodzieje, a na Romów - prawicowe bojówki, nauczone nienawiści rasowej przez różnych Bubli i Tejkowskich. I to pewnie prawda, że źródłem pogromów jest nędza, poczucie, że komuś lepiej się udaje, albo że istnieje spisek międzynarodowej finansjery, która stawia sobie za cel porażkę młodego ogolonego mieszkańca Mławy. Tylko że lewica walczy o to, by nie było nędzy i społecznej nienawiści, która pozwala skrajnej faszyzującej prawicy na rozbudzanie ksenofobii.

ZUZANNA DĄBROWSKA

Nagroda im. Józefa Mackiewicza
Jury Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza w składzie: Marek Nowakowski - przewodniczący, Stanisław Michalkiewicz - sekretarz, Tomasz Burek, Ryszard Legutko, Jan Michał Małek, Andrzej Nowak, Włodzimierz Odojewski, Kazimierz Orłoś, Jacek Trznadel, Zbigniew Zarywski i Rafał Ziemkiewicz - członkowie, uprzejmie zawiadamia o otwarciu konkursu o Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza.
W konkursie mogą brać udział utwory literackie lub publicystyczne napisane w języku polskim przez autorów żyjących i wydane w formie książkowej najwcześniej w roku poprzedzającym zgłoszenie do konkursu. Nie mogą natomiast brać udziału prace już nagrodzone w drodze otwartego konkursu. Utwory powinny być nadsyłane na adres: Stanisław Michalkiewicz, 00-710 Warszawa, ul. Piekałkiewicza 5 m. 31 nie później niż do 31 stycznia 2002 r. Decyduje data stempla pocztowego. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi najpóźniej 22 października 2002 r., zaś wręczenie nagrody - 11 listopada 2002 r. Laureat otrzyma równowartość 7000 USD oraz medal ze złota z wizerunkiem Józefa Mackiewicza.

Pełzający remont
Autorzy artykułu "Pełzający remont" (nr 34) nie wspomnieli o złej organizacji pracy w firmach remontowych. Podobno każdemu zależy na pracy, a ja nadal widzę ekipy, w których jeden macha łopatą, a pozostali stoją z rękami w kieszeniach. I podejrzewam, że są to ci, którzy, jeśli zagrozi im redukcja etatów, ruszą zgodnie przed gmach Sejmu. Pracując jako majster na budowie kompleksu handlowego w Niemczech, nie spotkałem się z taką (dez)organizacją pracy. Może źródłem dziury budżetowej jest po części aktualny nadal slogan: "czy się stoi, czy się leży...".

PIOTR ROCHOWSKI
Stalowa Wola

Niewinni czarodzieje
Robert Smoktunowicz, działacz Platformy Obywatelskiej, w swoim liście (nr 36) precyzuje, że jego "plakaty promocyjne" zostały rozwieszone nie dzień po rejestracji komitetu Blok Senat 2001, lecz kilka dni wcześniej, zaś wydatki na ten cel "zostały poniesione do dnia rejestracji komitetu, a zatem (...) nie są zaliczane do wydatków" owego komitetu. Serdecznie dziękuję panu Smoktunowiczowi za cenny suplement do mojego tekstu, w którym opisywałem, jakich to sposobów używają niektórzy kandydaci do parlamentu, aby promować swoją osobę i nie podlegać rygorom oficjalnej kampanii wyborczej. Doprecyzowanie tych metod zapewne przyda się w kolejnych kampaniach.

Bogusław Mazur

Profesor zero
Artykuł o "przeciętnym polskim instytucie rządzonym przez nieodwoływalną radę gerontów" ("Profesor zero", nr 34) jest zbyt uproszczony. Opisywana przez was placówka, zatrudniająca 179 osób i wykazująca się 33 pracami w ostatnich dwóch latach, to niechlubny wyjątek. Podany jako kontrprzykład liczący 128 osób instytut austriacki z jego 189 publikacjami (w ciągu dwóch lat) nie odbiega od wielu polskich placówek. Wydział Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego, którego mam zaszczyt być pracownikiem, liczy około 220 pracowników (w tym 160 naukowo-dydaktycznych) i publikuje ponad 200 prac naukowych rocznie, prawie wyłącznie w czasopismach o zasięgu międzynarodowym i o przyzwoitych wskaźnikach IF. I to mimo poniżająco niskich pensji, chronicznego braku pieniędzy na sprzęt i odczynniki i olbrzymiego obciążenia dydaktyką (liczba studentów wzrosła w ciągu 10 lat ponadtrzykrotnie, ale liczba nauczycieli akademickich pozostała niemal nie zmieniona!).
Słabe instytuty naukowe, jak ten opisany w artykule, powinny zostać przez KBN zlikwidowane, bo przynoszą więcej szkody niż pożytku i pożerają pieniądze, które mogłyby być lepiej wykorzystane. Jeszcze ważniejsze jest silniejsze wprzęgnięcie biznesu (przemysłu, przedsiębiorstw) do finansowania polskiej nauki i zarazem korzystania z jej potencjału. W USA ponad 60 proc. pieniędzy przeznaczonych na badania pochodzi od przedsiębiorstw, w Japonii - nawet ponad 70 proc., podczas gdy w Polsce - tylko 35 proc. Przedsiębiorcy wolą kupować gotowe rozwiązania, niż współuczestniczyć w ich tworzeniu, mimo że to drugie jest zazwyczaj opłacalne.
Muszą też powstać mechanizmy, które zmuszą kierownictwo instytucji naukowo-badawczych do poszukiwania pieniędzy poza budżetem państwa. Mogą to być badania zlecane przez przedsiębiorstwa, mogą to też być naukowe granty Unii Europejskiej, NATO i inne. Mimo bowiem starań KBN oraz Krajowego Punktu Kontaktowego (www.npk.gov.pl) wiedza na ten temat wśród pracowników naukowych jest nadal niewielka. Trzeba również wreszcie pomyśleć poważnie o sytuacji materialnej polskiego naukowca. Jeśli profesor uniwersytetu zarabia netto poniżej 2000 zł, to będzie zmuszony szukać dodatkowych źródeł dochodu, zawsze kosztem pracy dydaktycznej i naukowej. To się naprawdę nikomu nie opłaca. W tej sprawie zrobiono pierwszy krok, odpowiednio nowelizując ustawę o szkolnictwie wyższym, ale ostatnie kłopoty z dziurą budżetową nie wróżą wprowadzenia tych zmian w życie. A to już byłaby tragedia. Nie jest tak całkiem prawdą, że polską nauką rządzą geronci. Polską naukę niszczy bieda i skostniały system. Jakim argumentem przekonać źle zarabiającego i przepracowanego profesora uniwersytetu, by poświęcił kilka tygodni na napisanie wniosku o grant na badania naukowe (na przykład przyznawany przez 5. Program Ramowy Unii Europejskiej), skoro statystyczna szansa na zdobycie tego grantu wynosi jakieś 20 proc., zaś on sam oraz jego pracownicy i tak niewiele z tego będą mieli, poza dodatkową pracą i problemami natury biurokratycznej. Czy ktoś doceni jego aktywność i starania? O ileż prościej jest się zatrudnić jako wykładowca w którejś z prywatnych szkół wyższych!
Czy komuś w Polsce naprawdę zależy na rozwoju nauki i edukacji? Najlepszym przykładem jest ostatnia afera z niezapłaceniem przez Polskę składki na program Socrates umożliwiający studentom naukę na zachodnich uczelniach. Większość chętnych więc pewnie nigdzie nie pojedzie, bo nikt im nie skredytuje wyjazdu i studiów. I będzie to dla nich najlepsza lekcja, jak państwo polskie dba o edukację swoich młodych obywateli.

dr hab. JACEK GLIŃSKI
profesor Uniwersytetu Wrocławskiego

Menu
Wydawcą "Utworów wybranych" Hansa Magnusa Enzensbergera, pozycji z serii "Pisarze języka niemieckiego", jest Wydawnictwo Literackie. Za błąd przepraszamy.

Redakcja
Więcej możesz przeczytać w 37/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0